|
Kochana dziewczyno! Jeśli czytasz ten artykuł na swojej ulubionej stronie www.bravo.pl może to oznaczać, że właśnie nadchodzi koniec świata i jej autorzy mają wszystko w głębokim poszanowaniu albo ten „głupi” komputer zamiast załadować ulubiony serwis z dzwonkami, lub link do działu „miłość” „zepsuł się” i ukazał tekst kogoś, „kto Cię kocha”. Nie dasz się jednak oszukać. Pani od polskiego mówiła na lekcji o ironii. Akurat usłyszałaś o tym przewracając kartkę Twego ulubionego czasopisma. Możliwe, iż przypomniałaś sobie o chwalebnych bitwach w obronie ławki na końcu klasy, w bezpiecznej odległości od nauczycielki. Tak ... to były czasy, aż łza się w oku kręci... „Czym jest ironia ?”- myślisz. „Wiem!” (w tym momencie pomijam wszelkie próby powiązania ironii z aronią) „On, jak pisze, że mnie kocha, tak naprawdę sądzi, że jestem głupia, a nie kochana. To widać po jego wrednym uśmiechu, tzn. uśmiechu tego pierwszego męża Jennifer, co to jej zarzucał nieudane pożycie i chłodną pupę, co sprawiło, iż kochali się raz na miesiąc. Ironia jest wtedy, gdy ktoś mówi nieprawdę. Wiem o tym, bo oczywiście dyskusja w Bravo na temat pośladków Jennifer jasno wskazała, iż są cool !” To miał być taki wstęp, chybiony, lub nie, ale jednak wstęp. Jeszcze jedno – nie kupuję Bravo, więc nie zapewniam, że taka dyskusja się wywiązała (nie oznacza to oczywiście, że nie jestem o tym święcie przekonany). ;) Aby moje wypociny miały w czymś oparcie, pożyczyłem dwa zupełnie przypadkowe numery tego kultowego już pisma. Aha, fakt, że nie kupuję tej gazety nie świadczy o tym, że nigdy jej nie kupiłem. Opowiem Wam bajkę, jak kot pali fajkę: pierwsze i ostatnie Bravo nabyłem, gdy potrzebowałem lektury na plażę (kto w taki upał, na rzucił by się na Focusa ? Myśleć w czasie wakacji ?). Całe pismo strawiłem w pół godzinki, może mniej, więcej, nie pamiętam. Właściwie nie mogłem mówić o „trawieniu” Bravo, wchłonąłem je szybko niczym Bebiko o szlachetnym, truskawkowym smaku, czyli bez gryzienia, popijania (taka przenośnia, nie załamujcie się), „samo się przeczytało”! Stwierdziłem wtedy, że nadaje się ono jedynie do spalenia (Bravo, nie Bebiko). Teraz wiem, że nawet do tego się nie nadaje, gdyż kartki są zbyt cienkie, by dostatecznie długo podtrzymywać palenie, przy jednoczesnym blokowaniu dalszego procesu utleniania (aby mężczyźni lepiej wszystko zrozumieli – próbowaliście kiedyś spalić „świerszczyki” ? – taki głupi żart, „świerszczyków” nie powinno się czytać, aby nie „rozbierać w głowie” swoich koleżanek z klasy, co niestety można dostrzec dość często – niestety, smutna prawda). Aby nie być gołosłownym podam tytuł ów numeru: „Britney Spears – czy ktoś ją jeszcze lubi?”. Pamiętam z niego jedynie fotomontaż owej wokalistki przedstawiającej jej kąpiel z jakieś wanience, inne „dzieło” z dołożonym do jej torsu gigantycznym biustem, czy moment wypinania pupy do aparatu przez ową bohaterkę. Do tego załączono jeszcze kilka zdjęć okraszonych stylowymi przypisami (zapamiętałem więc same nieistotne szczegóły). Wszystko zostało przedstawione w konwencji: ”patrz dziewczyno, jak inni be be jej zrobili, żebyś wiedziała, co się wokół Britney święci, inni wątpią w jej dziewictwo, obrażają, jak tylko mogą, a Ty patrz, abyś była wszystkiego świadoma!”. Pozwoliłem samemu określić przesłanie owego artykułu, abym mógł dodać swoje: „Przemówienie z dnia siódmego roku bieżącego : WOLNOŚĆ, po co Wam WOLNOŚĆ? Macie przecież telewizję, WOLNOŚĆ, po co Wam wolność, macie przecież interwizję, eurowizję. WOLNOŚĆ, po co Wam WOLNOŚĆ? Macie przecież tyle pieniędzy. WOLNOŚĆ, po co Wam WOLNOŚĆ? I będziecie ich mieć coraz więcej. Maszerujmy ramię w ramię, ku słońcu świata nowego, zbudujemy nowy most imienia przewodniczącego” – fragment pieśni Kultu „Po co wam wolność”. Z jedną uwagą: słowo „macie” proszę zmienić na „mamy”. Tak... na obrazkach można zarobić, wiele... bardzo wiele... Jeśli chodzi o me przekonania, nie ugnę się przed żadną krytyką (Mamo, nie bij! Że co? Nie powiedziałem, że „Świat seriali” jest dla prymitywów! Nieeee..... – taki głupi żart) ! Uważam, że taka jest rzeczywistość [tak w nawiasie, nie sądzę, aby któraś z czytelniczek gazety, którą hmm... recenzuję (!?) mogła zniżyć swój poziom intelektualny (w końcu aby upaść trzeba się wzbić dostatecznie wysoko) i przeczytać całego AM, w tym mego arta, o ile został zamieszczony w tym zacnym miejscu]. Mam więc przed sobą 20 nr Bravo z tematem numeru „Tatu- największa ściema roku ?” Z lewej strony okładki rzuca się cytuję: „Avril Lavigne – wyzywa Briteny od ździr?”. Oczywiście nie mogło zabraknąć trzech plakatów: Eminema (do zobaczenia w piekle, taki, jakim kochają cię nastolatki wiecznie zamyślony, zadumany nad światem raperze – żałosne), E. Flinty (do niej jakoś nic nie mam...dobrze się czuję?) i oczywiście Michała Wiśniewskiego (uwaga, mówię na serio: mistrza w robieniu kasy na poobijanych o ściany WC w MC Donald gustach dziewczyn, kobiet, facetów także, jakby ktoś nie wiedział, nawet lubię jego spontaniczne brykanie po scenie). Oczywiście 4 zdjęcia innych gwiazd i... zaczynam ocenę czysto subiektywną tego całego badziewia. Na początku rzuca się sposób tworzenia gazety – 4/5 objętości to zdjęcia, reszta – tekst. Ktoś może powiedzieć „no i co z tego?” A to z tego, że na tym założeniu opiera się potęga ów gazety – przytłaczająca część ludzi to wzrokowcy. Jeśli wzrokowiec + wrodzona głupota (nabyta też może być) = chamskie wypełnienie prawie całego pisma fotkami idoli i... kasa spływa niczym tanie wino w okolicach sklepu w moim miejscu zamieszkania. Ktoś powie, że to nieprawda. Taaak. Proszę zaprzeczyć Panie i Panowie. W tym momencie przytoczę cytat z gazety traktujący o Britney. Oto, co Avril Lavigne o niej mówi: „Sami spójrzcie, jak ta Britney się ubiera – czy normalna panienka wyszłaby na ulicę w staniku? Britney na scenie wygląda i tańczy jak ździra, a twierdzi, że jest dziewicą”, obok widnieje przypis redakcji: „Ta laska potrafi przygadać!”. Tak, ćwiczyła na śwince morskiej. Avril...Czy ta dziewczyn(k)a wie o kim mówi? Czepia się legendy, królowej pop (chyba jeszcze nią jest), prekursora tego wszystkiego, z czego spija inspiracje ukochana scena popowa. Głupiutka Avril nie wie (lub udaje), że dzięki pannie Spears jest znana, jej oblicze rozpoznaje wielu młodych ludzi, dzięki Britney ma możliwość wypowiedzenia się. Kręcę ? Dzięki komu autorzy Bravo mieli czym wypełnić multum miejsca w swoim dziecku, które teraz jest swoistą ździrą w branży wydawniczej ? (ach, black metal upaja mnie , la la la la la... będę bezlitosny!) Dzięki Britney Spears! Dla mnie Britney jest najlepszym przykładem, jak można dzięki wykreowaniu się na „słodką kotkę z pazurkiem” zgarnąć mamonę w zadziwiających ilościach od (wasze babcie kupują płyty !?) nastolatek. Potrafiła ona dzięki umiejętności zwracania na siebie uwagi (myślicie, że nie pamiętam jednego z problemów jakimi głowę zaprzątały sobie głowę dziewczyn(k)i : „Britney, gdy zaczynała karierę była płaska, niczym deska, a teraz ma nieporównywalnie większy biust – czyżby w tajemnicy przed nami poddała się operacji powiększenia piersi !?) stworzyć legendę którą opowiada wciąż Bravo z uporem godnym mego chomika, przez wiele godzin biegającego w (nie wiem, jak to fachowo określić) „kołowrotku” dla gryzoni. Avril naczytała się więc za młodu (czyt. nadal czyta) ww. gazety i zrównując się z jej poziomem mówi dalej „Ona (Britney) nie jest sobą. Ja niczego nie udaję. Na scenę zakładam takie same ciuchy jak do szkoły, czy na zakupy” Taaak... Kim jest w taki razie ten bastion naturalności? O czym śpiewa? Otóż spece od muzy z Bravo twierdzą, iż dziewczyn(k)a ta śpiewa rock/punk. Widział ktoś Kazika w gazecie pokroju tej, jaką opisuję? Gra rock/punk, fajnie się tego słucha, ale...ale... eee... teksty zbyt trudne? Avril gra ostrą muzykę ? G...nie prawda! Według mojej skromnej osoby jest ona kolejną upudrowaną (co... może nie widać go na zdjęciach? Puder od mąki jeszcze rozróżniam) małolatą próbującą swoich sił w podbijaniu serc dziewczyn(ek)/chłopców w jej wieku. Ostra muzyka wg mnie death/black grany przez zespoły pokroju Behemoth (ciut przesadzam, ale niewielu rozumie, o czym piszę) – żadnych „bitów”, soulowych zaciągów itp. badziewia, wszystko zmiksowane tak, by uszy się topiły. Co tworzy Avril? „La la lalala la la” + gitary tak nagrane, by broń Boże ucha nie nadwerężyć + prymitywna perkusja i... trawcie tą papkę dziewczęta/chłopcy, trawcie. Kolejny filar dumy i potęgi Bravo: ciągłe korzystanie z opowieści o legendarnej Britney przy jednoczesnym kreowaniu jej następczyń – wszystko wciśnięte do rąk czytelniczek. A...nie mam racji ? Orion, spec od tego całego rocka, również nie był Avril zachwycony, ale nie będę już mieszał Go do tego wszystkiego. Teraz doczepię się do czegoś przez każdego pojmowanego trochę inaczej, tematu rozważań pokoleń poetów, zwykłych ludzi i oczywiście „artystów” tworzących pop – miłości. Co to je? Z czym to się je? To się je? Jak się je, to jak smakuje? (jeszcze troszkę poćwiczę i Hip-chłopiec ze mnie malowany). W celu znalezienia odpowiedzi zajrzałem do encyklopedii i przeczytałem tam coś o przykazaniu danym nam przez Boga – przykazaniu miłości. Do stu gwoździ z krzyża jezusowego – nie tego szukałem („jezusowy” to przymiotnik, stąd mała litera) ! Świadczy to najlepiej o trudnościach w sprecyzowaniu tego zjawiska. Nie będę rozpisywał się nad tym, co rozumiem przez słowo „miłość” – w życiu nie obejrzycie tylu telenowel (seriale, seriale – tak to teraz nazywają) by mnie zrozumieć. Na szczęście Bravo wyciąga rękę do młodego zagubionego człowieka. Pozwolę sobie na stworzenie definicji miłości wg Bravo: „Miłość jest wtedy, gdy spotykasz nieziemsko pięknego/ą chłopaka/dziewczynę i nie wystarczają wam już pocałunki w miejscach o największym współczynniku zagęszczenia ludzi na metrze kwadratowym. Ludzie kochają się naprawdę jedynie wtedy, gdy udowodnią to poprzez akt płciowy.” Czyli: miłość = seks. Wiele istnień ludzkich może skrytykować mnie za takie uproszczenie wszystkiego, ale co ja biedny poradzę na to, iż tak uważam ? Proszę o Wasze opinie w tej sprawie. A oto mój komentarz: jeśli dla twórców Bravo miłość = seks, to grzecznie się pytam: po co ta gra dzięki której pozyskujemy względy drugiej osoby, jeśli mogę pójść do, za przeproszeniem domu publicznego, lub kobiety lekkich obyczajów i poznać smak „miłości” !? A może stan „zbujania się” (tak do kota nędznego w Bravo nazywa się miłość !) wymyślono tylko po to, by „miłować” za darmo !? Nie wiem, czy podzielacie moją opinię , ale ci ludzie robią z czytelniczek/ów zwierzątka, które myślą jedynie o akcie płciowym. Autorzy artykułów w owej gazecie myślą, że cywilizacja wyszła na wyżyny swego rozwoju po odkryciu za przeproszeniem kondonu. Mamy antykoncepcję, więc „jaaaaazda”! (jak to mówi pewna dziewczyna z mojej klasy, wykorzystując mowę, gesty, sposób zachowania do szerzenia tandetnych szablonów zachowań serwowanych nam przez rozgłośnię pokroju Miejażełkowicajesztanaja Radio DebilnaJa). Zakończę rozważania na temat miłości wg Bravo aby przejść do moich odczuć dotyczących działu „trudne pytania”. Dział ten, zawsze znajdujący się na 22 stronie obiektu moich rozważań jest prawdopodobnie jednym z tych, które w sposób prawie doskonały przykuwają uwagę czytelniczek\ka (tak, faceci też tu zaglądają!). Może się to wydawać śmieszne, ale gdy mój brat dowiedział się o tym, iż pożyczyłem Bravo nie musiałem długo (zaraz, gdy wyszedłem z mojego pokoju), aby przywłaszczył sobie ową gazetę. Znalazłem go potem j jego pokoju w stanie niesamowitego zaangażowania w lekturę „trudnych pytań – dojrzewania bez tajemnic”. Przykład ten najlepiej świadczy o zainteresowaniu seksualną naturą człowieka. Po przetarciu śliny z kartek (taka przenośnia) sam zacząłem studiować 8 stron (z dwóch numerów) traktujących o „problemach” młodego człowieka. Możecie mnie wyzywać od zboczeńców, ale zrobiłem to dla dobra nauki oczywiście... Wiecie, o czym sobie teraz myślę? Ludzie piszący (wielu zarzuca Bravo, że fałszuje listy, co jest wg mnie bardzo prawdopodobne, gdyż nie sądzę, aby nasza Ojczyzna była tak zidiociała) do tego działu mają wszystkie możliwe do opisania choroby weneryczne i niedoskonałości natury seksualnej, jaki istnieją na tym bożym świecie! Dla przykładu niejaka Magda (moim skromnym zdaniem bardzo ładne imię), lat 17 pisze: „Mam chłopaka [...ble, ble, ble], bardzo się kochamy [...]”, po czym pisze o ich pożyciu intymnym i wylatuje z kapitalnym pytaniem: „czy mogę zajść w ciążę”. Głębokie pytanie, nieprawdaż? Boże... Dziewczyno, o ile nie jesteś bezpłodna, możesz, możesz... By nie rozpisywać się zbytnio na ten temat określę owy dział, jako ostoję prymitywizmu i tandetnych porad dotyczących (po)życia. Aby moje stwierdzenie miało w czymś oparcie przytoczę jeszcze jeden przykład (zboczony, ale...w imię nauki!) : „Aby doszło do erekcji [...] odp. b) do ... powinno dostać się powietrze i „napompować go”, albo pytanie 5: „Erekcja jest niezbędna, by mężczyzna a) mógł pochwalić się wielkością swojego członka b) był w stanie odbyć stosunek seksualny c) odstraszył swojego wroga” - absurd? Nie, prawda, fragment ten pochodzi z 20 numeru. Nie wiadomo, czy należy się śmiać, czy płakać... Mógłbym jeszcze pisać, pisać i pisać o tym, co nie podoba mi się w Bravo - o zachwycaniu się fotkami idoli, poziomie listów do redakcji, działach „foto opowieść”, „ale wpadka”, o dziewczynach wychwalających po niebiosa (na łamach pisma) treści zawartych w piśmie, ba! określaniu go „sensem mojego życia” kończąc. Zdaję sobie sprawę z faktu, iż nie udało mi się krótko i na temat wyrazić wszystkiego, co chciałem przekazać , więc aby w miarę sensownie zakończyć moje wypociny zapraszam do ostatniego akapitu. Kochana czytelniczko Bravo : może nie jesteś głupia, nie traktujesz Bravo poważnie, nie znajdujesz w nim sensu Twojego życia, niesłusznie oskarżam Cię o tworzenie rynku zbytu dla dennych pism itp. itd. itd. itp. Wiedz, że człowiek z natury dąży do błogiego stanu ogłupienia ... Chcę Cię jedynie ostrzec, że tak samo, jak człowiek przebywający z idiotami kiedyś ze zwykłego lenistwa może się nim stać, tak samo Ty jesteś na to zjawisko narażona. A może... po prostu panikuję, może pewnego dnia zrozumiesz niepisane przesłanie twórców Bravo, skierowane do Twej persony: „Dzięki za waszą mamonę! Podpisano – udający idiotów kompletnym idiotom” i wtedy... W przeciwnym wypadku za parę lat zapraszam do lektury „Pani domu”. Podpisano Ceeebula :::uwaga pierwsza::: Czemu wszyscy stosują te P.S.- y? Lubię wydziwiać i odbiegać od standardów UE (właśnie w TV leci „Akademia Pana Kleksa” – czyżbym upodabniał się do tego dziwaka?), więc będę sobie stosował te całe :::uwagi::: :::uwaga druga::: Piszcie do mnie, ludzie rozumni pod ceeebula@wp.pl , możecie do woli ponarzekać, wyzywać mnie od brzydkich rzeczy (tylko nie narządów płciowych – wymyślcie coś bardziej innowacyjnego), lub... przyznać mi rację (?!). :::uwaga trzecia::: Pozdrawiam Claya, Kinię, Leilę i grupę „ufolków 2002” z Syjonu a, jeszcze Piotra i Adama z mojej nowej klasy. Niech Maryja zawsze dziewica prowadzi Was ku światłu prawdziwemu (tak apropos, gdy zapytałem się księdza, czy Maryja zawsze, na pewno była dziewicą odpowiedział: „Może i miała jeszcze dzieci, ale takie szczegóły mnie nie obchodzą” – tak myślałem, he, he...) |
||