Nimfy
Odnośnie tekstów   |   
Nimfy  |   
Przemyt zwierząt  |  
To było straszne. Przyszli nocą, kiedy spałem. Mojemu rodzeństwu udało się
uciec, niestety ja miałem mniej szczęścia. Wstrzyknęli mi pod skórę jakąś
surowicę... potem pamiętam jedynie jak wsadzali moje bezwładne ciało do
szmacianego worka z napisem "Post E.D. Expres". Nie wiedziałem, dokąd
mnie wiozą, zastrzyk dosłownie ściął mnie z nóg i sprawił, że zasnąłem.
Widać dawka była bardzo słaba, albo niewłaściwie odmierzona, bo obudziłem
się w czasie podróży... no właśnie - czym? Nie wiem gdzie mnie
przetrzymywali, pomieszczenie było strasznie ciasne, krępowało mi ruchy i z
ledwością pozwalało oddychać. Było zimno. Podróż zdawała się nie mieć
końca, byłem spragniony, głodny i roztrzęsiony.
Wraz z
otworzeniem drzwi halę wypełnił prostokątny słup światła. Zdołał prawie
w całości
oświetlić jakiś kwadratowy przedmiot, na początku nie widziałem dokładnie,
moje oczy przystosowywały się jednak powoli do jasności. Ujrzałem, że jest
to klatka z zardzewiałych drutów, a w niej mój przyjaciel "Jumbo" -
wnioskowałem tak, gdyż zauważyłem jego wystające zza prętów białe
kły.
Pojazd zatrzymał się, zostałem wyładowany z wagonu - to właśnie pociągiem
wywieziono mnie z domu. Na stacji przeładunkowej obok mojej klatki postawiono
klatkę "Jumbo." Odwróciłem głowę, chciałem go spytać, czy się
dobrze czuje, czy wie co się z nami stało i czy wie gdzie jesteśmy. Widok był
straszny, w klatce były tylko jego kły, jego i jego kuzynów.
Wyjęto mnie z celi, nie miałem siły uciekać, moje skrzydła były zdrętwiale,
a dziób spragniony wody. Znów podano mi jakąś surowicę.
Obudziłem się głodny i wyczerpany. Po krótkim odpoczynku w bezruchu, skoczyłem
do jakiegoś białego pojemnika z pszenicą, owsem, rzepikiem i innymi
nasionami. Potem łyczek wody i znów odpoczynek.
Już
nabrałem sił, nadal byłem słaby ale nie tak, jak w chwili gdy mnie tu
przywieziono.
Skoczyłem
do ucieczki, chciałem polecieć na drzewo, znajdujące się kilka metrów przede
mną. Moje kolorowe pióra rozbiły się o jakąś przeźroczystą barierę. Spróbowałem
ponownie, tym razem chciałem sforsować ją dziobem, niestety to nic nie dało.
Za przeźroczystą
barierą przemaszerowywało mnóstwo kłusowników podobnych do tych, którzy są
odpowiedzialni za moją tragedię. Kilku mniejszych przystanęło na wprost mnie
i zaczęło uderzać w barierę zgiętym palcem.
Stuliłem
się w kącie, to było jedyne bezpieczne miejsce w całej celi.
Piskałem
cicho, a w myślach zawtórowały słowa;
- Mamo
gdzie jesteś. Ja chcę do domu... ja chcę do domuuuu!...
Andrew
Catcher ( andreandrew555@wp.pl )
|
MENU
|