|
A.N.Z.Z.S.D.D.T.W.N. :-)
Rain: Czyli - Autor Najwidocziej Zapomniał Zatytułować Swoje Dzieło Dlatego Tytuł Wymyślił Naczelny :-D
(z opłakanym skutkiem...)
A w mailu napisał mi : >Pośmiałem się z "Władcy" i mam nadzieję, że się spodoba.<
. . .
Rozdział I
Wiecie jak trudno być orkiem? Pewnie nie, bo jeśli umiecie
czytać to znaczy, że nie jesteście orkami. Ja umiem pisać i
czytać, bo Sarumanowi nie chce się nic robić. Pracuję u niego
od 2 lat i nie miałem ani jednego dnia wolnego. Wtedy kumplował
się jeszcze z Gandalfem i elfami. Gandalf czasami wpadał na
obiad. Wiecie, to fajny facet, ale jedzie mu z pyska. Pewnie
myśli, że jak jest czarodziejem to może zapomnieć o higienie.
Zastanawialiście się kiedyś dlaczego ma przydomek "Szary"? Nie?
To się zastanówcie. Natomiast Saruman to wręcz odwrotnie. Ma
bzika na punkcie czystości. Wiecie, że musiałem zatrudnić
dwustu ludzi i orków, żeby wypolerować tą jego wieże. Poszło
chyba z tonę pasty. Muszę wyjaśnić jeszcze jedną sprawę. Pewnie
interesuje was jak to możliwe, że Gandalf mnie widział i nie
miał nic przeciwko. Przyczyną tego jest prawie kompletna
ślepota czarodzieja. Zawsze nosi ze sobą laskę i wszystkim
wmawia, że to potężna broń. Kilka razy widziałem jednak jak
oklepuje drogę przed sobą szukają przeszkód. Stary piernik
powinien raczej zajmować się ogródkiem, a nie włóczyć po całym
świecie. Wszyscy czarodzieje to megalomani. Widział ktoś
kiedyś skromnego czarodzieja? Porywają się na jakieś demony czy
biorą na siebie zadanie obrony świata, a potem wysługują się
innymi. Wracając jednak do mego pierwszego pytania, być orkiem
jest cholernie trudno. Idziesz sobie spokojnie, a tu
zaraz "błagam, nie zabijaj mnie". Ja nawet nie noszę broni.
Znaczy chcę, ale Saruman mi nie pozwala od kiedy uciąłem sobie
mieczem dwa palce u nogi. Teraz jednak pewnie mi chyba
pozwoli, bo wczoraj zawołał mnie i moich dwóch ludzkich
przyjaciół Marka i Sida i powiedział, żebyśmy szykowali się do
drogi. Nie powiedział gdzie nas wyśle, ale mam nadzieję, że nie
zadarł z jakimś demonem. Chyba nas woła. Idę więc z plecakiem
do sali głównej gdzie siedzi na tym swoim tronie, co go
poleruję raz na tydzień.
- Będziecie musieli wyruszyć na niebezpieczną misję - mówi, a ja
już się boję.
- Po co panie?
- Noooo, żeby uratować świat?
- Na pewno?
- No dobra wam mogę powiedzieć, skumałem się z Sauronem.
- Z Sauronem panem Mordoru?
- A co znasz innego?
- No w zasadzie to kiedyś był taki jeden...
- Nie ważne tak z panem Mordoru. I wiecie on miał taki pierścień
i wy macie go odzyskać.
- Jak to my?
- Trudno teraz o dobrych pracowników, poza tym wam mogę zaufać.
- A on nie może kogoś wysłać?
- Już wysłał, ale podobno to straszne moczymordy i obawia
się, że nie podołają. To Upiory, które kiedyś były wielkimi
królami i w ogóle, ale jak to mówią butelka zaprowadzi cię na
samo dno. Dlatego postanowiłem, że powinniście także spróbować.
- Gdzie jest ten pierścień? - pytam, licząc, że nie jest w
posiadaniu czegoś, co może mnie zabić szybciej niż ja zdążę się
tego czegoś przestraszyć.
- Ma go pewien hobbit z Shire nazywa się Bilbo Baggins.
- Z Shire powiadasz - za cholerę nie mogę sobie
przypomnieć jak wygląda hobbit.
- Tak to na północny- zachód stąd, musicie go znaleźć i
odebrać mu pierścień.
- Jaką magiczną moc posiada ten klejnot?
- No więc kiedy się go założy robi "puff" i wtedy
pojawia się... no więc pojawia się stół pełen jedzenia.
- Tylko tyle?!
- No, ale to jest bardzo dobre jedzenie.
Saruman zakończył rozmowę i kazał nam wyruszyć niezwłocznie.
Wyruszyliśmy niezwłocznie + parę godzin jakie zajęło nam
zakończenie przygotowań do podróży. Musicie wiedzieć, że choć
jestem orkiem nie boję się światła. Pragnę również
zaznaczyć, że nie jest to związane z przynależnością mojej
osoby do sławnych Uruk-Hai. Rodzice moi należeli po prostu do
pewnego plemienia, które szczególnie upodobało sobie kąpiele
słoneczne. W drodze ewolucji i przy niewielkiej pomocy magii
słońce przestało działać na nas w sposób negatywny.
Wyszedłem z wieży i siadłem w oczekiwaniu na mych
przyjaciół. Sid był postacią bezsprzecznie nie tuzinkową. Jego
rodzice byli wieśniakami lecz on chciał więcej od życia.
Zgłosił się na nauki do pewnego czarodzieja, który jak twierdzi
Sid przeprowadzając pewien test zbadał talent mego
przyjaciela. Chcąc sprawdzić jego wytrzymałość na magię uśpił
go po czym rozebrał do naga i przywiązał do drzewa sam
natomiast odjechał z pieniędzmi Sida. Do tej pory Sid
twierdzi, że był to test natomiast nie potrafi
odpowiedzieć, czy przeszedł go pomyślnie. Jego
charakterystyczną cechą jest brak lewego oka, które "ukradła"
mu wiewiórka podczas incydentu z czarodziejem. Odkąd tu pracuje
w promieniu 2 mil nie ma żadnej wiewiórki. Jak sam
twierdzi, Saruman przyjął go, ze względu na jego niezwykły
talent i już wkrótce zacznie naukę u naszego pana. Ja natomiast
wiem, że Sarumana tak rozśmieszyła ta historia, że postanowił
zachować Sida jako pamiątkę. Sid zawsze kręci się blisko niego
i próbuje podchwycić trochę wiedzy magicznej. Do jego
obowiązków należy natomiast czyszczenie pracowni mistrza oraz
zajmowanie się zwierzętami. Robi także zakupy, wiecie już
dlaczego ja ich nie robię.
Mark natomiast nie robi zakupów z innego powodu. Człowiek ten
jak można go nazwać po dłuższych oględzinach, ma 2 metry
wzrostu zarówno wzwyż jak i wszerz. Jego ogromna siła
spowodowana jest pomyłką jaka zaszła kilka dni po jego
narodzinach. Pewnego razu jego matka wyszła nad rzekę, aby
zrobić pranie i niestety wracając zapomniała zabrać Marka ze
sobą. Dziecko leżało nad rzeką, aż po kilku godzinach zjawił
się oddział orków, który postanowił porwać dziecko. Kiedy
orkowie zorientowali się, że nie wiedzą do kogo zgłosić się po
okup, a upadła także koncepcja zjedzenia dziecka, które ze
względu na nie wielkość było niepodzielne postanowiono je
zatrzymać. Wychował się wśród mej rasy i jestem gotów
stwierdzić, że jest bardziej podobny do orka niż ja. Zarówno z
wyglądu jak i inteligencji. Słynie z zamiłowania do walki i
nieraz zdarzy mu się zniszczyć jakiś sprzęt domowy podczas
ćwiczeń z mieczem. Powodem dla którego on nie robi zakupów jest
jego niezwykła drażliwość. Pewnego razu kiedy wysłałem go do
pobliskiej wioski na drobne zakupy, zabił pięciu wieśniaków, a
kolejnych sześciu ranił. Cała wieś zagroziła powstaniem jeśli
Mark pojawi się jeszcze kiedyś w wiosce. Saruman stosując
zasadę, że plebsem lepiej nie zaczynać, zabronił Markowi
wychodzenia do wioski. Do obowiązków Marka należy zajmowanie
się ogrodem jak i czyszczenie dachu wieży. Zarówno ja jaki Sid
posiadamy niezwykły dar od matki natury zwany potocznie lękiem
wysokości. Nie ma takiej siły, która zmusiłaby nas do wejścia
na dach wieży. Ze względu na niewielką ilość okien przebywamy
czasami na wyższych piętrach. Zdecydowanie jednak wolimy
pracować na niższej wysokości. Ja natomiast zajmuję się kuchnią
i jestem kimś na kształt osobistego asystenta naszego pan.
Codziennie rano przyrządzam śniadanie dla Sarumana. Jada
skromnie zazwyczaj jakiś chleb z herbatą. Następnie mam czas
wolny do południa jeśli oczywiście nie ma żadnego zajęcia.
Potem mistrz podaje mi treści listów, które ja później
przepisuje i wysyłam. Jeśli ostatnio otrzymałeś list od
Sarumana to możesz być pewien, że był przepisywany prze zemnie.
Nie potraficie nawet wyobrazić sobie jak paskudnie pisze
Saruman. Nigdy nie zdołalibyście przeczytać jego pisma.
Zresztą on sam ma z tym często problemy. Potem spisuję notatki
do kroniki, którą spisuje na jego polecenie. Mój poprzednik
zakończył swoją pracę w tej wieży właśnie przez kronikę. Przez
swoją nieopisaną głupotę, którą niektórzy nazwaliby uczciwością
napisał w kronice krytykę Sarumana. Jako, że Saruman był
jedynym czytelnikiem jak i zarówno krytykiem, zasunął
kronikarzowi taką recenzje, że do tej pory leży w grobie. Ja
przezornie zawsze wychwalam pod niebiosa czyny mego pana i
chyba jest zadowolony czego dowodem jest to, że nie jestem
towarzyszem mego poprzednika. Wieczorem robię kolacje ponieważ
musicie wiedzieć, że mój pan nie jada obiadu. Twierdzi, że jest
to wytwór słabszych istot, które potrzebują trzech posiłków
dziennie. Stanowczo stwierdzam, że należę do słabszych istot.
Właśnie przypomniałem sobie, że nie sprawdziłem jak wygląda
hobbit. Wyjmuje więc podręczny przewodnik po rasach
śródziemia, który znalazłem w gabinecie mistrza.
Hobbit...hobbit, a jest: "Hobbit to niewielka rasa, szanująca
pokój i miłująca ziemię". Może nie będzie tak trudno. Wychodzą
moi przyjaciele i postanawiamy wyruszyć. Siadamy na
konie, które w swej wielkiej łaskawości podarował nam Saruman i
wyjeżdżamy przez główną bramę. Duża i przestronna otoczona jest
zdobieniami od strony wjazdu. Nie spodziewałem się co
zastanę, kiedy wrócę tu następnym razem.
Mateusz Wawruch
iwo@wp.pl
<<< poprzednie ::::
^^ do góry ^^ ::::
następne >>>
|