Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

POWRÓT DO
AM




 
  <<< poprzednie :::: następne >>>
 

:::: Mateusz Wawruch ::::

A.N.Z.Z.S.D.D.T.W.N. :-)


Rain: Czyli - Autor Najwidocziej Zapomniał Zatytułować Swoje Dzieło Dlatego Tytuł Wymyślił Naczelny :-D
(z opłakanym skutkiem...)

A w mailu napisał mi : >Pośmiałem się z "Władcy" i mam nadzieję, że się spodoba.<

. . .

Rozdział I

Wiecie jak trudno być orkiem? Pewnie nie, bo jeśli umiecie czytać to znaczy, że nie jesteście orkami. Ja umiem pisać i czytać, bo Sarumanowi nie chce się nic robić. Pracuję u niego od 2 lat i nie miałem ani jednego dnia wolnego. Wtedy kumplował się jeszcze z Gandalfem i elfami. Gandalf czasami wpadał na obiad. Wiecie, to fajny facet, ale jedzie mu z pyska. Pewnie myśli, że jak jest czarodziejem to może zapomnieć o higienie. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego ma przydomek "Szary"? Nie? To się zastanówcie. Natomiast Saruman to wręcz odwrotnie. Ma bzika na punkcie czystości. Wiecie, że musiałem zatrudnić dwustu ludzi i orków, żeby wypolerować tą jego wieże. Poszło chyba z tonę pasty. Muszę wyjaśnić jeszcze jedną sprawę. Pewnie interesuje was jak to możliwe, że Gandalf mnie widział i nie miał nic przeciwko. Przyczyną tego jest prawie kompletna ślepota czarodzieja. Zawsze nosi ze sobą laskę i wszystkim wmawia, że to potężna broń. Kilka razy widziałem jednak jak oklepuje drogę przed sobą szukają przeszkód. Stary piernik powinien raczej zajmować się ogródkiem, a nie włóczyć po całym świecie. Wszyscy czarodzieje to megalomani. Widział ktoś kiedyś skromnego czarodzieja? Porywają się na jakieś demony czy biorą na siebie zadanie obrony świata, a potem wysługują się innymi. Wracając jednak do mego pierwszego pytania, być orkiem jest cholernie trudno. Idziesz sobie spokojnie, a tu zaraz "błagam, nie zabijaj mnie". Ja nawet nie noszę broni. Znaczy chcę, ale Saruman mi nie pozwala od kiedy uciąłem sobie mieczem dwa palce u nogi. Teraz jednak pewnie mi chyba pozwoli, bo wczoraj zawołał mnie i moich dwóch ludzkich przyjaciół Marka i Sida i powiedział, żebyśmy szykowali się do drogi. Nie powiedział gdzie nas wyśle, ale mam nadzieję, że nie zadarł z jakimś demonem. Chyba nas woła. Idę więc z plecakiem do sali głównej gdzie siedzi na tym swoim tronie, co go poleruję raz na tydzień.

- Będziecie musieli wyruszyć na niebezpieczną misję - mówi, a ja już się boję.
- Po co panie?
- Noooo, żeby uratować świat?
- Na pewno?
- No dobra wam mogę powiedzieć, skumałem się z Sauronem.
- Z Sauronem panem Mordoru?
- A co znasz innego?
- No w zasadzie to kiedyś był taki jeden...
- Nie ważne tak z panem Mordoru. I wiecie on miał taki pierścień i wy macie go odzyskać.
- Jak to my?
- Trudno teraz o dobrych pracowników, poza tym wam mogę zaufać.
- A on nie może kogoś wysłać?
- Już wysłał, ale podobno to straszne moczymordy i obawia się, że nie podołają. To Upiory, które kiedyś były wielkimi królami i w ogóle, ale jak to mówią butelka zaprowadzi cię na samo dno. Dlatego postanowiłem, że powinniście także spróbować.
- Gdzie jest ten pierścień? - pytam, licząc, że nie jest w posiadaniu czegoś, co może mnie zabić szybciej niż ja zdążę się tego czegoś przestraszyć.
- Ma go pewien hobbit z Shire nazywa się Bilbo Baggins.
- Z Shire powiadasz - za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jak wygląda hobbit.
- Tak to na północny- zachód stąd, musicie go znaleźć i odebrać mu pierścień.
- Jaką magiczną moc posiada ten klejnot?
- No więc kiedy się go założy robi "puff" i wtedy pojawia się... no więc pojawia się stół pełen jedzenia.
- Tylko tyle?!
- No, ale to jest bardzo dobre jedzenie.

Saruman zakończył rozmowę i kazał nam wyruszyć niezwłocznie. Wyruszyliśmy niezwłocznie + parę godzin jakie zajęło nam zakończenie przygotowań do podróży. Musicie wiedzieć, że choć jestem orkiem nie boję się światła. Pragnę również zaznaczyć, że nie jest to związane z przynależnością mojej osoby do sławnych Uruk-Hai. Rodzice moi należeli po prostu do pewnego plemienia, które szczególnie upodobało sobie kąpiele słoneczne. W drodze ewolucji i przy niewielkiej pomocy magii słońce przestało działać na nas w sposób negatywny. Wyszedłem z wieży i siadłem w oczekiwaniu na mych przyjaciół. Sid był postacią bezsprzecznie nie tuzinkową. Jego rodzice byli wieśniakami lecz on chciał więcej od życia. Zgłosił się na nauki do pewnego czarodzieja, który jak twierdzi Sid przeprowadzając pewien test zbadał talent mego przyjaciela. Chcąc sprawdzić jego wytrzymałość na magię uśpił go po czym rozebrał do naga i przywiązał do drzewa sam natomiast odjechał z pieniędzmi Sida. Do tej pory Sid twierdzi, że był to test natomiast nie potrafi odpowiedzieć, czy przeszedł go pomyślnie. Jego charakterystyczną cechą jest brak lewego oka, które "ukradła" mu wiewiórka podczas incydentu z czarodziejem. Odkąd tu pracuje w promieniu 2 mil nie ma żadnej wiewiórki. Jak sam twierdzi, Saruman przyjął go, ze względu na jego niezwykły talent i już wkrótce zacznie naukę u naszego pana. Ja natomiast wiem, że Sarumana tak rozśmieszyła ta historia, że postanowił zachować Sida jako pamiątkę. Sid zawsze kręci się blisko niego i próbuje podchwycić trochę wiedzy magicznej. Do jego obowiązków należy natomiast czyszczenie pracowni mistrza oraz zajmowanie się zwierzętami. Robi także zakupy, wiecie już dlaczego ja ich nie robię.

Mark natomiast nie robi zakupów z innego powodu. Człowiek ten jak można go nazwać po dłuższych oględzinach, ma 2 metry wzrostu zarówno wzwyż jak i wszerz. Jego ogromna siła spowodowana jest pomyłką jaka zaszła kilka dni po jego narodzinach. Pewnego razu jego matka wyszła nad rzekę, aby zrobić pranie i niestety wracając zapomniała zabrać Marka ze sobą. Dziecko leżało nad rzeką, aż po kilku godzinach zjawił się oddział orków, który postanowił porwać dziecko. Kiedy orkowie zorientowali się, że nie wiedzą do kogo zgłosić się po okup, a upadła także koncepcja zjedzenia dziecka, które ze względu na nie wielkość było niepodzielne postanowiono je zatrzymać. Wychował się wśród mej rasy i jestem gotów stwierdzić, że jest bardziej podobny do orka niż ja. Zarówno z wyglądu jak i inteligencji. Słynie z zamiłowania do walki i nieraz zdarzy mu się zniszczyć jakiś sprzęt domowy podczas ćwiczeń z mieczem. Powodem dla którego on nie robi zakupów jest jego niezwykła drażliwość. Pewnego razu kiedy wysłałem go do pobliskiej wioski na drobne zakupy, zabił pięciu wieśniaków, a kolejnych sześciu ranił. Cała wieś zagroziła powstaniem jeśli Mark pojawi się jeszcze kiedyś w wiosce. Saruman stosując zasadę, że plebsem lepiej nie zaczynać, zabronił Markowi wychodzenia do wioski. Do obowiązków Marka należy zajmowanie się ogrodem jak i czyszczenie dachu wieży. Zarówno ja jaki Sid posiadamy niezwykły dar od matki natury zwany potocznie lękiem wysokości. Nie ma takiej siły, która zmusiłaby nas do wejścia na dach wieży. Ze względu na niewielką ilość okien przebywamy czasami na wyższych piętrach. Zdecydowanie jednak wolimy pracować na niższej wysokości. Ja natomiast zajmuję się kuchnią i jestem kimś na kształt osobistego asystenta naszego pan. Codziennie rano przyrządzam śniadanie dla Sarumana. Jada skromnie zazwyczaj jakiś chleb z herbatą. Następnie mam czas wolny do południa jeśli oczywiście nie ma żadnego zajęcia. Potem mistrz podaje mi treści listów, które ja później przepisuje i wysyłam. Jeśli ostatnio otrzymałeś list od Sarumana to możesz być pewien, że był przepisywany prze zemnie. Nie potraficie nawet wyobrazić sobie jak paskudnie pisze Saruman. Nigdy nie zdołalibyście przeczytać jego pisma. Zresztą on sam ma z tym często problemy. Potem spisuję notatki do kroniki, którą spisuje na jego polecenie. Mój poprzednik zakończył swoją pracę w tej wieży właśnie przez kronikę. Przez swoją nieopisaną głupotę, którą niektórzy nazwaliby uczciwością napisał w kronice krytykę Sarumana. Jako, że Saruman był jedynym czytelnikiem jak i zarówno krytykiem, zasunął kronikarzowi taką recenzje, że do tej pory leży w grobie. Ja przezornie zawsze wychwalam pod niebiosa czyny mego pana i chyba jest zadowolony czego dowodem jest to, że nie jestem towarzyszem mego poprzednika. Wieczorem robię kolacje ponieważ musicie wiedzieć, że mój pan nie jada obiadu. Twierdzi, że jest to wytwór słabszych istot, które potrzebują trzech posiłków dziennie. Stanowczo stwierdzam, że należę do słabszych istot. Właśnie przypomniałem sobie, że nie sprawdziłem jak wygląda hobbit. Wyjmuje więc podręczny przewodnik po rasach śródziemia, który znalazłem w gabinecie mistrza. Hobbit...hobbit, a jest: "Hobbit to niewielka rasa, szanująca pokój i miłująca ziemię". Może nie będzie tak trudno. Wychodzą moi przyjaciele i postanawiamy wyruszyć. Siadamy na konie, które w swej wielkiej łaskawości podarował nam Saruman i wyjeżdżamy przez główną bramę. Duża i przestronna otoczona jest zdobieniami od strony wjazdu. Nie spodziewałem się co zastanę, kiedy wrócę tu następnym razem.


Mateusz Wawruch

iwo@wp.pl


<<< poprzednie :::: ^^ do góry ^^ :::: następne >>>