|
Komentarze
Faramir: Bardzo mnie cieszy to, że jest aż tyle komentarzy! Z początku obawiałem się, że ten dział będzie pusty, ale teraz widzę, że od samego początku potrzebna będzie selekcja w komentarzach! Ale to chyba dobra wiadomość dla czytelników. Cieszy mnie też to, że autorzy chętnie bronią swoje dzieła (co w sumie nie jest takie dziwne ;) ). Ale jedna sprawa nie daje mi spać. A dokładniej liczba osób, które zaczęły komentować. Jak na razie jest to Mariusz Saint, który wykonał kawał dobrej roboty i moja skromna osoba.
Pozostawiając was sam na sam z komentarzami życzę, byście kiedyś ujrzeli tutaj własne opinie.
Faramir
Rain: Złośliwy rednacz, znów się odezwie :-)
Nieco przemodelowałem wersję dostarczoną przez Faramira. Miejscami tekst jest ucięty, czasem coś dolklejone, a jescze gdzie indziej sam się dopisałem...
Dajmy na to, kawałek, którym kończyły się recenzje Mariusza Sainta, poszedł na początek,a to z tego powodu, że zawiera się w nim cały sens istnienia tego działu. A brzmi on tak:
"PS. Zdanie wyrażone w powyższym tekście jest jeno zapisem wynurzeń autora (moich), któryż to autor żadnym autorytetem pisarskim nie jest i jego zdaniem w przypadku krytyki nie należy się zamartwiać. Można, ale nie trzeba. Autor (czyli ja) jest równocześnie otwarty na wszelaką konstruktywną krytykę i przeczyta ( i skontrapunktuje :) takową z dziką rozkoszą."
Mariusz Saint
/// Drzewo
... .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . Novinha / // ///
"Ludzie. Jacy ludzie? Nie ma ludzi. Drzewo się pochyla.
Pochyla się nad nim i uśmiecha się. Nie, nie uśmiecha się.
Śmieje się z niego!
-Czego się cieszysz, skurwysynu. Czego się, kurwa cieszysz !
Patrz jeden ruch palcem i cię nie ma!
Drzewo rozbiło się na tysiąc kawałków. Tysiąc bursztynowych
kropelek rozbiło mu się o twarz. Odskoczył do tyłu śmiejąc
się wariacko. Ludzie? Jacy ludzie. Tylko złote, złote włosy.
Utopię się w tych włosach."
"Drzewo" - wolę enty
Prawie całe opowiadanie, jak mniemam, jest opisem halucynacji młodego, zakochanego człowieka, wywołanych silnym uczuciem do dziewczyny o złotych włosach oraz pewną dawką wprowadzonych do organizmu nielegalnych substancji silnie uzależniających. No i, szczerze mówiąc, to mi się nie podoba. Ja odebrałem taki przekaz: idziemy przez park i widzimy "stonersa": mówimy: "ćpun, przegraniec" itd. A tu w opowiadaniu czytamy, że nie, to nie narkotyki, on taki biedny, bo się zakochał. NIE! Owszem, nie należałoby przechodzić obojętnie (lecz nie będę w tej sprawie gorąco orędował, bo sam takich omijam średniej szerokości łukiem), ani ratować poprzez zaprzestanie kopania ich, ale to opowiadanie nadaje im jek gdyby... piękno. Owszem, pięknym można nazwać wyrwanie się z nałogu i mówienie o tym innym, tym samym udzielając przestrogi, ale trzęsący się wrak człowieka leżący na ulicy jest piękny? Może przeżywa głębokie, żeby nie rzec ezoteryczne emocje? Nie. To nie jest tak.
I jeszcze jedna uwaga - język dwóch gości, którzy go zobaczyli i zaczęli kopać, po czym uciekli. Jest nadmiar wulgaryzmów. Dobra, ale Sapkowski pisze wulgaryzmy! W "Starym człowieku..." Hemingway'a jest wylgaryzm! I dobrze. Ale one coś wyrażają, coś podkreślają - czy to zdenerwowanie, gniew, lub nawet są umieszczone w celach humorystycznych (tu przychodzi mi na myśl wypowiedź Samsona z "Narrenturmu" :) Natomiast w dialogu z opowiadania nie wyrażają prawie nic. To jest pójście na łatwiznę - każdy wszak wie, jak się mówi na ulicy. Sugerowałbym bardziej użycie np. ograniczonego zasobu słów, błędną składnię, aby pokazać prymitywność osoby mówiącej. Bo najebanie kurwa pierdolonych wulgaryzmów przy reszcie tekstu utrzymanej w innym klimacie potrafi czasem wszystko zepsuć :)
Mariusz Saint
Novinha:
Nie lubię bawić się w sprostowania i tłumaczenia moich tekstów, wolę by czytelnik sam je i mnie zrozumiał, tak jak chce i potrafi. Ale trudno mi odmówić jeśli ma to sprawić "dziką rozkosz" autorowi komentarza. Każdy czytelnik powinien być autorytetem dla autora, bo przecież to dla niego się je publikuje. Trochę się zdziwiłam, gdy się dowiedziałam, że promuję narkomanie. Po nocach mi to teraz spać nie da.Deprawuję nieświadomnie biedną młodzież. BTW: ludziska z okolicznych trójkątów makowych - nadal czekam na pieniężne wspomożenie sztuki : )
Teraz już całkiem poważnie, wniosek miał być raczej przeciwny. Chciałam opowiedzieć historię chłopaka, który traci wszystko i powoli zaczyna sobie to uświadamiać. Nadal jednak nie chce dopuścić do siebie prawdy, choć zaczyna się ona powoli przebijać przez jego narkotyczne wizje. Nie, nie ma nic pięknego w narkomani. Trudno też nazwać pięknem wychodzenie z nałogu. Bo co jest pięknego w wymiotującym, bladym i zalanym potem człowieku na głodzie? W jego wnętrzu też nie wiele pozostaje z człowieka. Nawet wyrwanie się z nałogu pozostawia w człowieku blizny, które też trudno nazwać pięknymi. Co do wulgaryzmów, jak sam zauważyłeś, wywodzą się całkowicie z języka potocznego. Nie chcę podkreślać niczyjej prymitywności. To nie moja alternatywna rzeczywistość i nie czasy Hemingway'a. Wulgaryzmy są codziennością. Ja nie chcę w tym fragmencie cenzurować rzeczywistości. Fragmenty dialogów mają ją pokazywać taką jaka jest. Mogłabym co prawda zasugerować niektórym, że mają się posługiwać zubożałym zasobem słów i błędną składnią, aby podkreślić swój prymitywizm, ale sądzę, że zignorowali by moje wskazówki w dodatku nazwali by mnie parę razy brzydko, żeby dowieść, że ich zasób słów wcale nie jest zubożały.
Dzięki za wysilenie się i przeczytanie, a nawet skomentowanie mojego tekstu. Jeśli faktycznie większość czytających odebrała tak mój tekst to konstruktywna krytyka się przyda.
Promująca nieświadomie nielegalne substancje silnie uzależniające i gorsząca wulgaryzmami niewinnego czytelnika : ) autorka ,,Drzewa"
Novinha
Rain: Swoją drogą, dostałem ostatnio list:
"Na koniec jeszcze mała refleksja - tak patrzę i widzę i cieszy mnie to, że w AM tak popularne są Opowiadania, oczywiście ocenzurowane ;)"
Rzeczywiście, pojawiających się w opowiadaniach "mocnych" słów ani za pomocą wielokropków czy gwiazdek, ani telewizyjnym 'BEEP' nie deformowałem, bo moim skromnym zdaniem wygląda to nieco karykaturalnie, sztucznie, właśnie jak reklama piwa bezalkoholowego...
Jeśli chodzi o wstawianie tych "ekspresyjnych" wyrażeń w teksty, to naturalnie możecie, proszę bardzo (dopiero by było, gdybym zabronił tu klnąć...) tylko... umiar, wyczucie, gdy klimat tego wymaga, a nie ot tak sobie "na dzień dobry".
Co się tyczy opowiadania Novinhy, to tutaj byłbym jednak raczej za autentyzmem i rzeczywistością "jaka jest" Może nie muzyka dla uszu... ale realizm z pewnością.
/// Droga do nieba ... .. . . . . . . . . . . . . nabuchodonoZorka / // ///
"- Zabierz mnie do nieba - szepnął, na chwilę odrywając
wargi od karminu jej policzków. Maaya niedostrzegalnie uśmiechnęła
się. Złapała jego dłoń i poprowadziła na tyły zamku. Objął
ją w pasie lecz ona wyswobodziła się z jego uścisku i
prowadziła go dalej.
- Maaya - wyszeptał mężczyzna - Dokąd mnie prowadzisz ?
- Do nieba - odparła cicho dziewczyna."
Co mogę powiedzieć? Przeczytałem, błędy trzy znalazłem. Wymienię je na początku, potem czas na faubułę.
1)"Gdy cała natura powoli zatapiała się w krystalicznej sieci półsnu zamku Salogel rozpoczynała się wielka uczta, w wigilię zwycięstwa nad czarnymi plemionam" - tutaj znalazłem malutki błądzik - brakuje literki "w" przed "zamku". To jeszcze ujdzie, przeoczenie, ale idziemy dalej.
Rain: Tu się wtrącę, bo z tego, co widzę, Faramir w dobrej wierze idzie w nie do końca właściwym kierunku. Krytyka owszem, ale bez drobiagowego czepiania się szczegółów. Piszcie o fabule pomysłach, stylu, konstrukcji, ale w spokoju zostawcie błędny szyk wyrazów, bez przesady...
Dlatego teraz nastąpi...
[Ciach]
Dobra, błędy poszły, teraz trochę o fabule. A więc tak: dla mnie jest banalna. Jakiś tam bal, ten Maedren zaprasza Maayę do tańca, potem wychodzą, kapłanka, która nienawidzi idącego obok niej mężczyzny prowokuje go stwierdzeniem "wspaniały wieczór" Co dalej? Maedren okazuje się jest zakochany w Maayi, a ta wręcz odwrotnie. A na koniec spycha go ze skał. I wsio. Sorry, że tak okrutnie, ale po prostu to opowoadanie mnie nie porwało. niezbyt dobra fabuła, trochę nieścisłości... I wyszło właśnie to, co widać. Banał.
Faramir
nabuchodonoZorka:
Komentarz może być tylko jeden . . .
"Motywacja - epilog"
Tam znajduje się wyjaśnienie . . .
/// ON i Ona
... .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . KataszA / // ///
"Siedziała na podłodze i w skupieniu pisała list, ten który
miał być ostatnim. Praca ta całkowicie ją pochłonęła. Nie
zwracała uwagi na otoczenie, na wszystko co działo się w tym
przeklętym mieszkaniu. Przyszła tu w dwóch celach. Wiedziała
już, że jednego z nich nie będzie w stanie osiągnąć. Właśnie
przygotowywała się do popełnienia drugiego. Pisała. Gdy była
w połowie, do pokoju wszedł on i usiadł naprzeciwko niej."
"On czy Ona?" czyli moje zdanie na temat
wspomnianych opowiadań i depresji w ogóle
Po lekturze wyżej wspomnianych opowiadanek nasunęły mi się
następujące myśli:
1) niewiele z tego rozumiem;
2) z tym, co zrozumiałem, nie mogę się zgodzić.
Przede wszystkim - nie wiem, czy mam do czynienia z opowieścią,
jak ludziom rąbie się w głowie na imprezach, czy z dywagacjami
na temat bólu duszy poddanej rozciąganiom na sztucznej i
napompowanej przez media płaszczyźnie życia w miejskiej
aglomeracji, czy na temat wszechwładnego Onego, który upodobał
sobie mordowanie z lekka zmenelowaciałych już licealistów.
Opowiadania chyba próbują mówić o wszystkich wątkach naraz i
w rezultacie żaden z nich nie został godnie potraktowany. Bo i
dobry pomysł z tajemniczym Onym zajmuje nieledwie chyba cztery
akapity, wątki depresji i ciekawe zdanie z dziewczyną znienacka
podcinającą sobie żyły w reakcji na pytanie o godzinę
mieszają się ze sobą jak ugrupowania polityczne, a radosne
szaleństwa pijanej i nawciąganej młodzieży są jakimś
surrealistycznym tłem szczerze mówiąc (pisząc) dla mnie
niezupełnie jasnych wydarzeń.
KataszA :)))
Dobrze. Komplementy zostawię sobie na koniec.
Cóż. Nie rozdrabniając się zbytnio i wykorzystując moją
skromność muszę się przyznać, że rzeczywiście: te
opowiadanka nie są absolutnie szczytem genialnego pisarstwa, a
nawet nie są szczytem moich możliwości. Wtedy. :) A to było
rok temu i od tej pory troszeczkę dojrzałam pisarsko (chyba).
Te "niezupełnie jasne wydarzenia" to nie wynik mojego
niedokładnego opisu ich spowodowanego brakiem czasu/chęci/umiejętności
dostrzegania tego, że nie wszystko jest jasne. Tu chodziło o
to [tajemnica] że podczas tworzenia ja sama, jako autor, nie
wiedziałam dokładnie, o co chodzi. [buuuuuuu!!! - publiczność]
Uznałam ponadto, że nieco tajemniczości doda uroku całej
historii i poszerzy pole do wyobraźni.
Mariusz: A nie zgadzam się absolutnie z wprowadzaniem do opowiadań wątków
autodestrukcyjnych; człowiek ma co jeść, gdzie mieszkać, jest
zdrowy, młody, ma perspektywy perspektyw... i co? Chleje,
szprycuje się i ogólnie samookalecza duszę swą i ciało. Ja
jestem przeciwny takim praktykom. Jeśli już, to wtedy wypadało
by całą rzecz odrealnić, położyć większy nacisk na inne wątki,
ewentualnie zagadnienie opisać, lecz potem pokazać, że takie
zachowania są złe. Dobra, wiem, że to podpada pod cenzurę
obyczajową, ogranicza wolność twórczą itd. Ale takie jest
moje zdanie w tej kwestii. Dosyć już zewsząd słychać
dostatecznie dołujące wiadomości, nie ma potrzeby wymyślać
nowych.
K: Cóż. Ja mam nieco inny pogląd. Poza tym zupełnie nie zdawałam
sobie sprawy, że moje opowiadania namawiają do jakichś złych
rzeczy. A fakt, że "zewsząd słychać dostatecznie dołujące
wiadomości" ma za zadanie nieco urealnić moje opowiadanka,
które zresztą zbyt realne nie są. Moim głównym celem jest
raczej przedstawianie pewnych zachowań ludzkich, a nie jakiejś
konkretnej rzeczywistości. Czytając je nie trzeba ich odnosić
do świata, w ktorym żyjemy. Ja ich tak nie postrzegam. To tylko
dekoracja, jak w teatrze.
Oczywiste jest dla mnie, że takie zachowania są złe. Czy coś,
co prowadzi do samobójstwa może być odczytane pozytywnie? Nie
mogę wczuć się tutaj w Twój punkt widzenia.
M.S.: I jeszcze słówka pochwały - pomysł z opisywaniem tych
samych sytuacji z perspektywy różnych osób zrealizowany jest
bardzo sprawnie. Na zdecydowany plus wyróżnia się też
rzetelny styl i zasób słownictwa. Gdyby tylko to wszystko nie
było tak zagmatwane...
K :) "Na zdecydowany plus wyróżnia się też rzetelny
styl i zasób słownictwa." Żeby tak myślała moja
polonistka... Postaram się w przyszłości już tak nie
zaciemniać wszystkiego. To miała być zresztą specyfika tych 2
opowiadanek.
Dziękuję za uwagi, pochwały (szczególnie za nie ;)) i za ogólne
zainteresowanie się czymś co powstało dzięki moim paluszkom.
Ciekawa jestem opinii o następnych moich tworach. Im więcej tym
lepiej.
/// Jeden dzień z życia alkoholika ... .. . . . . . . . . . . . . Sic! / // ///
"Tylko ja tak jakoś leżałem na podłodze bez ładu i składu.
Nie byłem jeszcze pijany... no, może troszkę. Postanowiłem
zwiedzić domek, który znam już na wylot. Wstałem powoli i
ruszyłem chwiejnym krokiem na górę. Po drodze zaliczyłem
szklaneczkę mojej nalewki. Od razu zrobiło mi się cieplej w
brzuszku. W pokoju Mietka zastałem większość gości. Wszyscy
zgromadzeni przed kompem oglądali niezbyt trzeźwe wyczyny
skoczków w kultowej już grze. Jedynie Kasia, jakaś taka
osamotniona leżała bezwładnie na łóżku. Położyłem się
obok niej i zacząłem rozmowę:"
1. Ło rany! Tyle tego typu historii, mniej lub bardziej składnie opowiedzianych, słyszałem już dziesiątki. Właściwie tyle, że podczas ich słuchania politowanie przeważa już nad rozbawieniem. W tym przypadku liczyłem przynajmniej na jakąś konkluzję: "przykrywka beznadziejnego życia", "zapicie stresu wywołanego zmianami w życiu polskiego społeczeństwa" itd. A tu nic! W humorystycznej polewie podano nam wstydliwy epizod życia tak, jakby nic się nie stało. Pozwolę sobie wysnuć przypuszczenie o istnieniu w tekście wątków autobiograficznych... a wtedy jest już bardzo źle. Owszem, wszystko jest dla ludzi - alkohol czy inne używki. Ale wszystko z umiarem: chlejesz non-stop na umór = jesteś głupi. A prywatnie, jak słyszę o planach typu: "pojedziemy po panienki, wiesz, naj****my się, ty prowadzisz" to mnie się mózg skręca a żołądek imploduje.
2. Aha - moja mała uwaga do autora, dotycząca początku tekstu: "rozebrałem kurtkę". Ehem.
3. Osobiście nakłaniałbym autora, który bądź co bądź dysponuje nieczęsto spotykanym wachlarzem środków przekazu (ma normalnie jakiegoś talenta do pisania) do stworzenia czegoś, co by nie dotyczyło li tylko chlania - nie mówię tutaj, aby próbował pisać space opery, ale coś ambitniejszego niż to, aby udowodnić, że jest mocny w pisaniu...
Mariusz Saint
Sic!:
1. W zasadzie to masz racje, że ten tekst jest wtórny, nie posiada żadnych wątków
ani dodatkowych konkluzji. Przyznam szczerze, że to zwykłe wypociny które napisałem
tylko po to, żeby sprawdzić jak dobre teksty potrafie pisać. Chociaż w AM ukazało
się moich prac już kilka, to jednak "jeden dzień z życia alkoholika" był pierwszym
opowiadaniem. Jako temat wybrałem niedawną imprezę u kumpla w domu. Nie jestem
żadnym alhololikiem czy ćpunem, ale czasami lubie sobie wypić. Uznałem że ten
temat będzie najprostrzy, bo nie musze niczego wymyślać, dodawać i koloryzować.
2. Nie wiem co w tym, że "rozebrałem kurtkę" jest dziwnego. . . .
Rain: Darujmy sobie... [Ciach]
3. Jak już mowiłem, to było moje pierwsze opowiadanie więc nie myśl, że ja pisze
tylko same teksty o chlaniu. To że mam talent - to już mi pani od polskiego
mówiła i postaram się pisać bardziej...ekhm...normalne i poważne opowiadanka, skoro
nie wszystkim takie odpowiadają.
PS. Moja kontra była za pierwszym razem coś za mało surowa, więc ją troche
podrasowałem, żeby sie lepiej czytało. Dzięki Mariusz za recenzje i kilka słow
krytyki, postaram sie następnym razem bardziej przy pisaniu kolejnego opowiadanka.
/// Najlepszy snajper ... .. . . . . . . . . .. .Mariusz Saint / // ///
"Chwyciłem karabin i ustawiłem się na pozycji. Wszystko w
porządku. Nie maskowałem się, nie chowałem. Nie dbałem o to,
że ktoś usłyszy strzał, kiedy mnie dogoni, czy łatwo będzie
mu dostrzec moją pozycję. Bo to ma być mój już ostatni występ.
Czułem się niemalże nagi, tak stojąc na balkonie, z karabinem
w ręku. Ale niech wszyscy patrzą. Niech wiedzą."
Nienajgorsze opowiadanie, co prawda ne moje to klimaty, ale da się jakoś to wytrzymać. Jeden mały błąd znaleziony, a raczej sugestia płynąca od mojej skromnej osoby, do autora.
[ciach]
Mam jedno, duże zastrzeżenie do tego dzieła. Jest nim przewidywalność. Po prostu od samego początku wiedziałem, że snajper na końcu umrze. To nie było nic oryginalnego. Ale mimo tego czytało mi się przyjemnie, język poprawny, literówek brak (hehe) i ogólnie... da się to czytać, nie uważam czasu spedzonego przy tym opowiadniu (heh, ale go dużo) za stracony. Tylko jeszcze jedna sprawa. Nie podobała mi się onomatopeja, tj. dźwiękonaśladownictwo - to "BANG!" można było opuścić, nie obraź się, ale wydaje mi sie użycie czegoś takiego za... hmmm... dziecinne? Na pewno nie dodaje to klimatu.
Faramir
Mariusz Saint: Naprawdę cieszy mnie reakcja na moje opowiadanie - w końcu!
Snajper na końcu umiera - wprawdzie nietrudno było to przewidzieć: postanowienia o "zakończeniu sprawy" itd. dawały to jasno do zrozumienia... ale owszem, trochę brak tu zakończenia, które by wszystko podkreślało. Ale takiego nie chciałem - moim celem było raczej ukazanie dramatu weterana wojennego, jego desperacji, zmienionego przez wojnę systemu wartości itd. On jest w każdej chwili gotowy na śmierć, tylko właśnie w opisanym momencie przestał się jej bać. Zerwał plomby psychiczne nałożone po zakończeniu wojny, co nieuchronnie przywiodło go do śmierci. Dlatego nie był on, hm, "nieprzygotowany" na śmierć i nie przyszła ona niespodziewanie, czy nawet niechcianie.
Co do tego nieszczęsnego "BANG!" - co ja się na tym namyślałem! Pify i pafy splatały mi się ze sobą... nie zdecydowałem się też na "STRZAŁ!", bo nie było słychać krzyku "strzał", jeno dudniący odgłos wystrzału... miałem opory przed "BANG!", ale nie potrafiłem wymyślić nic innego - czekam na propozycje w tej sprawie...
Mariusz Saint
[Proszę bardzo, ja bym zamiast samego strzału, podał w opowiadaniu jego efekt. Zamiast bawić się w "BANGi" wsytarczyło by tylko napisać, że pies runął na ziemię w kałurzy krwi, czy coś takiego. Proste i bez psucia klimatu - Far.]
Rain: A może to "czepialstwo" ma jakiś sens...
/// Retrospekcja ... .. . . . . . . . . . . . . . . . .. . Military / // ///
"Semestry przemijały... aż wreszcie nadszedł ten czas, kiedy
poznałem pewną dziewczynę. Ładna, bystra... wymarzona. Ale...
nie była dla mnie. Przekonywałem się o tym długo i boleśnie,
i to zapadło mi w pamięć. Było coś jeszcze, czego z ogólniaka
nie zapomnę, oraz czego ciężar ciąży na mnie do dziś.
Spotkałem znów Tomka i, no cóż, zmienił się. Mówił, że
był członkiem jakiegoś gangu, nawet powiedział nazwę, ale była
jakaś długa i dziwna, tak jak ich motto... Podobno budziła
respekt - nie wiem, we mnie nie obudziła. A to motto to mi się
wyraźnie z czymś kojarzyło."
Hmmm... na początku nie zapowiadało się, że to opowiadanie tak się skończy, nie sądziłem... Po prostu zaskoczyła mnie końcówka. Dopóki ona nie doszła to... nie wiedziała za co to opowiadanie zostało podkreślnone na czerwono. Kiedy doszedłem do końca już wiedziałem.
Co mogę powiedzieć? To zakończenie - bo jemu właśnie tak wiele zawdziecza to dzieło - jest naprawdę na wysokim poziomie! Bo zaskauje. I cała historię rzuca w zupełnie innym świetle. Naprawdę mi się podobało. Dopiero pod koniec wszystko nabiera sensu, wszystkie te liczby... dopiero wtedy dowiadujemy się czym one naprawdę są. Jeżeli o to chodzi, to naprawdę jestem pod wrażnieniem.
Dobry pomysł i dobre wykonanie, w sumie to wszystko dzieje się zaledwie kilka sekund... A w taki sposób to przedstawione. Mnie to naprawdę oczarowało i musze przyznać, że opowiadanie miesiaća należało się! I to bezapelacyjnie!
Faramir
"Retrospekcja" - Military zaatakował
Tak sobie czytałem to opowiadanko i zastanawiałem się, co jest w nim ciekawego. Bo tu, panocku, banał goni banał i banałem pogania. Owszem, składne to było, chronologicznie poukładane, lecz zaiste do niczego konkretnego nie prowadziło. I tak sobie snując nie zapowiadające niczego dobrego rozważania, dobrnąłem do końcówki. I zauroczyło mnie. Wszystko nabrało sensu, wszystko się wyjaśniło; wszystko wręcz nabrało nowego wymiaru, przemieniając brzydkie kaczątko banalności w pięknego, majestatycznego łabędzia.
Zarzut co do pospolitości opowiadania zostaje zanihilowany przez końcówkę spajającą wszystko w naprawdę solidną, przemyślaną w sensie konstrukcyjnym treść. Udał się zabieg niełatwy do wkomponowania: zaskoczenie czytelnika, mimo podania mu oczywistych faktów na tacy. Naprawdę, moje uznanie dla autora za ten tekst. Oby tak dalej!
Mariusz Saint
/// Szmaragdowa przystań ... .. . . . . . . . .. . Military / // ///
"- My się znamy? - odparł pytaniem zagadniony.
- Żarty sobie stroisz? - pisnął poirytowany właściciel
patriotycznego pudełka, poprawiając jedną ręką krawat i poły
brązowej marynarki. - Idź lepiej do domu i odpocznij, nie wyglądasz
najlepiej. - wyjął z wewnętrznej kieszeni srebrny zegarek i
zerknął na biało-czarną tarczę. - Muszę iść, spieszę się
na swoją zmianę.
- Pracujesz... tam? - Sebastian drżącą ręką wskazał
nietypowy monument na horyzoncie.
- Halo, to ja - Adam! Jesteś chory, czy co?... Tak! Pracuję tam!
Ty też! Jak całe to miasto zresztą!"
"Szmaragdowa Przystań" - Twin Peaks a'la Matrix
Zachęcony próbką twórczości autora ukrywającego się pod pseudonimem Military z uwagą zabrałem się do lektury jego kolejnego tekstu. Zaciekawiło mnie ono i czytałem w skupieniu czekając, czy bossowie tajemniczej fabryki okażą się hitlerowcami czy też kosmitami. Brnąłem przez klimatyczne, spójnie napisane opowiadanie spodziewając się równie dobrej końcowki, co w przypadku "Retrospekcji". I... nie doczekałem się.
W przypadku tego opowiadania jest odwrotnie niż z wyżej wspomnianą "Retrospekcją" - dobra, klimatyczna! całość, ale bez podkreślenia jej ambitnym zakończeniem. Bo po co te kosmity tak te bomby produkowali? Żeby zrzucić je na Hiroszimę i Nagasaki? Spróbować odstraszyć Stalina? Aby przeprowadzać próby atomowe i zanieczyszczać środowisko, aby uczynić je dla siebie przyjaźniejszym? Tego się niestety nie dowiedziałem z opowiadania. To jest mój jedyny zarzut wobec tego tekstu, który poza tym osobiście bardzo przypadł mi do gustu - druga udana próba tego autora.
Mariusz Saint
/// Wycieczka ... .. . . . . . . . . . . . . . . .. . Royal Gryffin / // ///
"Przemierzałem bezkresne doliny i pagórki, góry i pustynie.
Dużo widziałem. Jechałem dniem i nocą. Bezustannie, bez
wytchnienia, jedynie robiąc postoje na uzupełnienie bagażu.
Miałem wytyczoną jasną trasę, jechać w stronę słońca, ścigać
je. Zaczekaj, nie uciekaj. Mijałem wielu ludzi, którzy tak jak
ja żyli swoją legendą. Widziałem brodatego mężczyznę toczącego
kwadratowy kamień pod górę, po śliskim jak lód stoku. Był
bosy i targały nim dreszcze wywołane zimnem poranka."
Z początku nudziło mnie to, jakiś facet jedzie na motorze, co może być w tym ciekawego? Co może się z tego rozwinąć? Ale to tylko początek, potem... potem to wszystko zaczęło się pięknie rozwijać, w coś... w coś ciekawego, jeden, mały zgrzyt na samym początku.
[Ciach /jednak będę bezlitosny :-) / ]
Ale nie popsuło mi to przyjemności z czytania. O nie! Wszystko to było napisane w tak ciekawy sposób... naprawdę przypadło mi do gustu! I ta końcówka. Ta wiedza, to oczucie, ta świadomość. Naprawdę niezłe, takie refleksyjne opowiadanie. Styl bardzo dobry, poza tym jednym zgrzytów nie zauważyłem.
Tak w zasadzie to sam do końca nie wiem co o tym myśleć. Bo to wszystko było takie absurdalne... Nie chce psuć klimatu jaki stworzył autor, ale biorąc to tak na chłopski rozum. Jeżeli mężczyzna, który podróżował miał motor, to oznaczało to jakiś poziom rozwuju cywilizacyjnego. A jak możliwe, że ludzie wtedy nie wiedzieliby, że ziemia jest okrągła? Hmm... to taka mała nieściłość, którą wychwycił mój umysł. Ale ogólnie spodobało mi się.
Bardzo chwalą się też autorowi te jego własne wstawki, jego komentarze.
Reasumując.
Bardzo porządnie napisane opowiadanie Royal Griffinie przez Y (on już wie o co chodzi ;) ) Faramir
/// Wiara w niemożliwe ... .. . . . . .. . nabuchodonoZorka / // ///
"Nagle dociera do mnie cicha melodia . . . coś na kształt
"Sid & Nancy" jednej z moich ulubionych piosenek .
. . sięgam do kieszeni i wyjmuję z niej telefon komórkowy . .
.
Dziwne - myślę sobie - przecież jestem ich wielką
przeciwniczką . . . po co mi komórka? - nic to! . . .
- Zorka?!
- Tak . . ."
"Wiara w niemożliwe" - a jednak!
Ciężko doprawdy określić ten wytwór. Ni to opowiadanie, ni to manifest, ni to zapis jakiegoś snu... W uzyskaniu chociaż szczątkowej orientacji pomógła mi lektura wywiadu z autorką, ale to chyba przemawia na niekorzyść tekstu...
Lecz tak: autorka propaguje wiarę w niemożliwe - teoretycznie to wszystko jest możliwe (zdanie byłej pani premier Wielkiej Brytanii pominiemy :) Przekonuje nas do tego, proponując nam różne abstrakcyjne przykłady wytworzone w jej wyobraźni. No i dobrze. Przykłady są. Brak natomiast moim zdaniem najważniejszego - DLACZEGO mamy w to niemożliwe wierzyć. Możnaby tego dociekać samemu - bo to rozwija wyobraźnię, bo poprawia nastrój, bo daje nadzieję itd. Tego w tekście nie zauważyłem. Aha - czemu po obejrzeniu filmów "Rejs" i "Amelia" ma wzrosnąć w nas poczucie, że wiara w niemożliwe jest najważniejsza? Ja po obejrzeniu "Rejsu" raczej zastanawiałem się, czemu obecnie w Polsce nie da się nakręcić dobrego filmu :)
Na mój gust tekst ten jest przedstawicielem "szufladowców"; jest zbyt osobisty, aby można go było przedstawiać "niewtajemniczonemu" odbiorcy. Tyle. Na zakończenie mogę jeszcze tylko napisać ciekawostkę: ponoć organizowano nabór naturszczyków do filmu "Rejs 2". Niestety, przedsięwzięcie okazało się... filmem porno :)))
Mariusz Saint
nabuchodonoZorka:
Witam.
Parę dni temu znalazłam w skrzynce Twój komentarz to mojej groteski
pt. "Wiara w niemożliwe" .
Na początku chciałabym Ci podziękować za słowa krytyki, bo tylko takie pozwalają
autorowi na doskonalenie twórczości. Wysyłam ci moją polemikę, która zapewne
ukaże się w # Opowiadaniach.
"Wiara w niemożliwe" . . .
Pierwotny tytuł brzmiał : "Muszę pomalować sufit...."
Czy jest wytłumaczenie, które wpłynie na zmianę Twojego zdania co do tego "opowiadania" . . . ?
Pytanie retoryczne .
Rzeczywiście - w tym, co ukazało się w trzecim numerze Opowiadań trudno doszukiwać się
głębszego sensu . . . Nie dziwne . . .Dlaczego ? Już spieszę z odpowiedzią.
W AM ukazała się jego okrojona wersja . . .[początek był jeszcze bardziej absurdalny ;)] . . .
. . .
Lecz nie to jest ważne.
W założeniach "Wiara w niemożliwe" miała być groteską.
GROTESKA - utwór literacki, którego środkami art. są: fantazja, dziwaczność, przejaskrawienie, ekstrawagancja, szarża, komizm, karykatura, absurd.
Ta definicja chyba wszystko wyjaśnia.
No tak, ale możliwe, że mi nie wyszło .
A co do filmów . . . Na początku cytat z opowiadanka :
<<. . po raz trzydziesty siódmy obejrzę "Amelię" i "Rejs" i wszystko wróci do normy . . .
BO NAJWAŻNIEJSZA JEST WIARA W NIEMOŻLIWE !!! >>
A teraz Twój :
<< Aha - czemu po obejrzeniu filmów "Rejs" i "Amelia" ma wzrosnąć w nas
poczucie, że wiara w niemożliwe jest najważniejsza? >>
W grotesce [:)] opisane są przeżycia . . .nie ważne czy prawdziwe, czy nie . . .ważne, że
należą one do podmiotu lirycznego. I to właśnie p. l. dzięki tym
dwóm filmom nabiera wiary w rzeczy wręcz absurdalne . . . chociażby mówiące zdjęcia :) czy
telefony od Czarodziejki z Księżyca ^_^
To w nim wzrasta wiara i chęć do życia . . .Nie wiem jakie rzeczy lub sytuacje
wyzwalają w tobie nadzieję i wiarę w lepsze jutro. . .
Właśnie.
nabuchodonoZorka
Ps. Co do "Rejsu" to najbardziej zakręcony film jaki w życiu widziałam. Płakałam ze śmiechu . . .:)
[I tym optymistycznym akcentem... kończymy to wydanie komentarzy - Far.]
Rain: No niezupełnie, trochę tu wszystko przemieszałem i na zakończnie / na deser trafiły pochlebne opinie o pewnej nigdy nie dającej się sobą znudzić opowieści ...
/// Ostatnia podróż B. Bagginsa ... .. . .. . Union Jack / // ///
"Dźgając krasnoluda w udo bestia odsłoniła szyję. Thudor
ostatnim wysiłkiem machnął od dołu toporem i skrócił ją o
głowę. Bezwładne ciało runęło na ziemię, a żółta, żrąca
siecz wypłynęła z korpusu wypalając kępy trawy. Szczęki nie
zwolniły jednak uścisku.
Bilbo nie widział jednak, jak straszny los dotyka jego kompanię.
Nigdy w życiu nie wybaczył sobie, iż usłuchał nakazu Thudora.
Miast walczyć u boku krasnoludów najszybciej, jak tylko potrafił
biegł po stoku Weathertop. Wiatr szumiał mu uszach, krew
pulsowała w skroniach."
Jedziemy! To opowiadanie miałem przyjemność czytać już wcześniej, gdyż UJ był tak miły, że mi je przesłał. Teraz przeczytałem je raz jeszcze, dla odświeżenia, by sobie je przypomnieć. Ogólnie to jest ono dobre, ze względu na moją wielką miłość do Władcy, czytałem z przyjemnością. Szkoda tylko, że wszystko jest pisane a'la J. Łoziński, sądze, że nazwy przetłumaczone przez panią Skibniewską pasowały by tutaj bardziej. Ale nie będę na to nażekał, w końcu czytało mi się bardzo dobrze! Mam jedną wątpliwość:
[Ciaaachhhh... /zostanę kiedyś cenzorem.../ ]
Dalej wszystko dobrze, tylko... czasami był mały problem z kodowaniem i nie wyświetlały się polskie fonty. No cóż, szkoda, trochę to wtedy traciło się klimat... I trzeba było się skupić, by rozszyfrować dany wyraz, choć ogólnie rzecz biorąc, to za takie coś nie zamierzam obniżać mojego stosunku do tego opowiadania. Widać po nim, że autor zna się na śródziemiu i kocha Silmarillion. A że znam UnionJacka, to mogę to tylko potwierdzić. Dobrze, że napisał to ktoś, kto tak kocha twórczość Tolkiena.
Faramir
Rain: Na parę dni przd zamknięciem numeru, ku mojemu zadowoleniu, do grona recenzentów dołączyła jeszcze jedna zaprzyjażniona z kącikiem osóbka...
"Ostatnia podróż B.Bagginsa"
W trzecim numerze #Opowiadań# pojawiła się pewna historia
rodem z Śródziemia . . .
Historia przedstawiająca wydarzenia tuż po zniszczeniu Jedynego
i powolnego powrotu Ardy do dni jej świetności . . . Historia
pełna dziwnych wydarzeń, niespodziewanych postaci i przedmiotów
[tak . .palantir :)]. Historia . . . która sprawiła, że znowu
znalazłam się w Śródziemiu.
Baaaardzo chciałabym pogratulować autorowi opowiadanka i niezwykłych
zdolności, które przyczyniają się do sprawiania czytelnikom
radości . . . Mimo tego, że losy bohaterów w tej historii są
zapewne wymysłem Union Jacka to śmiało można powiedzieć, że
w pełni oddają klimat Śródziemia.
Rain: Podpisuję się pod tym rękami i nogami. Po lekturze tej opowiastki naszła mnie nieodparta wręcz ochota na przeczytanie "Hobbita" po raz kolejny... niestety okazał się być komuś pożyczony...
Oby jak najwięcej takich opowiadań ukazywało się w tym kąciku.
nabuchodonoZorka
To już naprawdę koniec.
Niecierpliwie wyczekujemy waszych opini (i komentarzy)
Komentatorzy:
Mariusz Saint
mariuszsaint@interia.pl
Faramir
faramir_13@poczta.onet.pl
nabuchodonoZorka
nzorka@poczta.onet.pl
Rainman [dopiski i "ciachy" :-) ]
shappy_rainman@gazeta.pl
<<< poprzednie ::::
^^ do góry ^^ ::::
następne >>>
|