Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

Online

POWRÓT DO
AM




 
  <<< poprzednie :::: następne >>>
 

:::: Grey Wolf vel Royal Gryffin ::::

Gwiazda


Naciągnął na siebie w pośpiechu koszulę, spodnie i w przedpokoju narzucił na plecy czarny płaszcz. Powodowany jakimś odruchem wyszedł z domu bez uprzedniego zawiadomienia rodziców czy nawet rodzeństwa. Jak lunatyk błądził przed chwilą po przepastnych wnętrzach domu jednorodzinnego gdzieś na Górnym Śląsku. Po pobieżnym zlustrowaniu tarczy zegara ściennego coś wpadło mu do głowy i teraz właśnie stał ubrany pod zachmurzonym niebem.

Było dość ciepło jak na zimę, plus dwa. Śnieg się stracił i na ziemi leżały tylko duże połacie lodu, powstającego z roztopionego puchu podczas nocy, gdy temperatura spadała do dość niskich wartości. Zamiast, białych gwiazdek z nieba spadała kurtyna małych kropel, szczelnie przylegających do wszystkich kawałków materii. Było prawie bezwietrznie. Zabrakło prądu, bądź była jakaś awaria w elektrowni, czego następstwem były ciemności panujące teraz wokół.

Ostrożnie stąpając, skierował swoje kroki w stronę najbliższego przystanku linii 294. Było ślisko. Pomimo dodatniej temperatury powietrza przy gruncie chwytał już mróz. Na drodze panowała gołoledź, tak niebezpieczna dla kierowców. Woda z kałuż powstałych po roztopach dostawała się do prawego buta, który niedawno został uszkodzony, przez kawałek szkła, leżący na ulicy.

Do odjazdu autobusu było jeszcze 10 minut. Wędrowiec miał więc troszkę czasu by poobserwować ciemność. Gdy wychodził z domu szczekał pies, a gdzieś w oddali wyła syrena karetki. Błoto plaskało pod naciskiem jego nóg. Cicha, nastrojowa muzyka rozbrzmiewała w jego uszach. Baterie w discmanie zaczęły się powoli wyczerpywać. Na szczęście w kieszeni znajdowały się zapasowe, nowe dwa "paluszki". Szybki ruch kciuka i klapka zamykająca otwór z zasilaniem się otworzyła, po czym nastąpiła wymiana. Muzyka odzyskała swoją moc.

Jakaś kobieta śpiewała w dźwięcznym języku elfów pieśń o niezrozumiałych słowach. Co z tego, że nie rozumiał tekstu, skoro go czuł. Śpiewowi towarzyszył flet, kobza i cymbały. Opowiadała o świecie, wymiarze wolności a pomimo to nie było tam szczęścia. Nie zawsze, gdyś wolny jak ptak, w twoim posiadaniu szczęście się znajduje.

Ciemność styczniowego wieczoru rozjaśniły reflektory autobusu. Wewnątrz okazało się, że jadą w nim tylko dwie osoby, nie licząc podróżnika. Szyby były zaparowane, od oddechów wszystkich ludzi, którzy podróżowali tym środkiem transportu podczas całego dnia. Na oknach znajdowały się westchnienia, kichnięcia i śmiechy nie zdających sobie z tego sprawy istot. Na kolejnym przystanku wsiadła jakaś para. Osobnik ze słuchawkami podróżował zwrócony tyłem do kierunku jazdy. Kierowca pomijał większość postojów, bo któż normalny jeździ o tej porze autobusem.

Na jednym z przystanków, przez spotniałą szybę, jego oczom ukazało się młode drzewo w zbroi z lodu. Piękny i zarazem przerażający widok. Coś co daje życie, także to życie potrafi unieruchomić i zdusić na pewien czas... Muzyka go w tym utwierdziła. Zaczęły się pojawiać pierwsze blaski świateł z latarni. To rozpoczynało się miasto. Droga, którą pokonywał na jednym z tylnich siedzeń, była mu doskonale znana. Niemal codziennie przebywał ja podczas wędrówki do szkoły. Miał mokro w prawym bucie.

Na ostatnim przystanku wysiadł, bo dalej już nie mógł zajechać. Skierował się w stronę tak dobrze znanego rynku i fontanny. Stanął przed ratuszem spojrzał na zegar i poszedł na dworzec. Miał gdzieś, że moknie w tej mżawce. Obserwował przechodniów swoimi ciemnymi oczyma. Widział ich, myślał nad tym po co tu przemykają w pośpiechu. Oni mieli swój cel, do którego teraz zmierzali. Jaki był jego punkt docelowy?? Dworzec. A co potem?

"Na styk" zdążył na ostatni pojazd MZK odjeżdżający w stronę jego okolic. Tradycyjnie zasiadł na "swoim" miejscu. Teraz było całkiem pusto. Kierowca mógł wreszcie puścić swoją muzykę na wszystkich głośnikach rozmieszczonych pod sufitem. Wysiądę troszkę wcześniej i przejdę się na nogach - pomyślał. I tak też zrobił.

Było już zimniej i wreszcie światło się pojawiło. Ulica mieniła się iskierkami lodu. Przestało mżyć. Przemknął obok kolejnego więźnia lodowej zbroi. W oddali na zakręcie pojawiło się kilku podpitych zbirów. Trudno trzeba było przejść obok nich. Nawet słuchawki nie zagłuszały ich pijackich głosów. Odległość między grupą a pojedynczym człowiekiem drastycznie się zmniejszała. 100, 75, 50, 25 metrów i w końcu kontakt bezpośredni.....

Teraz pewnie Drogi Czytelniku czekasz, aby się coś wydarzyło. No i się wydarzy, ale nie to czego byś się spodziewał. Najzwyczajniej w świecie przejdą obok siebie i każdy pójdzie w swoją stronę. Po co zabijać czy kaleczyć tego biednego nie mającego celu ludzika? Chociaż, kto wie, może to byłoby lepsze. Szukacie zmyślonych opowieści a nie dostrzegacie tych co macie przed oczyma.

Przed wejściem do domu zwrócił głowę w stronę tego kawałka nieba, na którym teraz nie było chmur. Zobaczyłem gwiazdę... Zrobiło mi się głupio i tak jakoś ciężko, ten kolosalny kamień na moim sercu narastał od dłuższego czasu, ale teraz jego waga przekroczyła pewną wartość graniczną i przytłoczyła mnie zupełnie. Moje serce ledwie biło pod naciskiem tych wszystkich skumulowanych rzeczy. Zobaczyłem gwiazdę, nie wiem jaki to gwiazdozbiór. To nieistotne. Nie mogłem się powstrzymać. Uroniłem kilka łez, które spadły na ziemię i zmieszały się z błotem. Przyłapałem się na tym, że znów myślę o Niej. Płakałem nad sobą i moją decyzją podjętą wtedy przy towarzystwie gwiazd. Straciłem Ją...
Nie porzucajcie swoich Gwiazd.




Grey Wolf vel Royal Gryffin

phantazm@interia.pl


<<< poprzednie :::: ^^ do góry ^^ :::: następne >>>