Opowiadania
Czytelników


Cykle

Inne

Online

POWRÓT DO
AM




 
  <<< poprzednie :::: następne >>>
 

:::: MetFan ::::

Idylla/Utopia


Podczas drogi na dworzec jego myśli zboczyły na zagadnienia, nad którymi często rozmyślał. Dotyczyły one sposobu życia ludzi dzisiejszych oraz jego wyglądu niegdyś, kiedy on jeszcze się nie urodził. Jako jeden z niewielu interesował się takimi sprawami, ale pozwalało mu to lepiej doceniać uroki jego świata. Wiedział, z jak wieloma problemami borykał się w przeszłości człowiek, jak trudno było żyć wcześniej. Mimo to homo sapiens przetrwał do dziś i tylko dlatego teraźniejszy świat jest tak wspaniały. Nie ma już jednej z największych udręk przeszłości, którą była kiedyś szkoła. Teraz jedynymi obowiązkowo wymaganymi od człowieka umiejętnościami są czytanie i pisanie. Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć czegoś więcej, poszerzyć swoje zainteresowania, to może dokonać tego jedynie sam. Z tym nie ma jednak żadnych problemów, bo każdy w dowolnej chwili może usiąść przed terminalem, nieważne czy domowym, czy miejskim, by zaczerpnąć wiedzy z Biblioteki - najwspanialszego źródła wiedzy w historii ludzkości. Dzięki niej każdy może studiować w pełnym spokoju interesujące go zagadnienia i nie musi zajmować się tymi, na które nie ma najmniejszej ochoty. Zdobywa wiedzę dla samego siebie i tylko on się ocenia. Nie zaobserwowano jednak zjawiska ciemnoty w społeczeństwie. Po prostu na każdego przychodzi jego pora. Jedni czują wcześniej potrzebę poszerzania horyzontów od innych, inni z kolei później, każdy jednak ją odczuwa i dąży do zaspokojenia swych aktualnych zapotrzebowań. Nie ma wyjątków. Poza tym nikt nie musi się nigdzie spieszyć.

Praca to kolejna rzecz, której ludzkość się pozbyła. Dokładniej mówiąc, nie pracuje teraz nikt poza kilkoma tysiącami zapaleńców, u których spadkiem po przodkach jest syndrom pracoholizmu, ale stanowią oni bardzo nikły odsetek na tle czterech miliardów ludzi żyjących na Ziemi. Wszystkie dotychczasowe obowiązki człowieka przejęły roboty. To one wykonują wszelkie możliwe prace - od śmieciarzy po księgowych. Człowiek zaś jest wolny, w pełnym tego słowa znaczeniu, ponieważ ludzkość poradziła sobie też z najbardziej zniewalającym ją czynnikiem, czyli pieniędzmi. Ich już nie ma. Coś, co kiedyś miało tak wielką wartość i rządziło praktycznie całym postępowaniem człowieka, zostało wymazane z przyszłości ludzkości.

Niegdyś idea świata bez pieniądza była nie do pomyślenia, jednakże wraz ze wzrostem technicznym i poprawieniem warunków życia wszystkich osób zmieniła się mentalność ludzi na całym globie. Teraz wszystko było za darmo. Każdy dostawał to, czego zapragnął, nie wystąpiły jednak zjawiska przesadnej prywaty czy też łapczywości, bo nie było po temu powodów. Każdy miał swoje mieszkanie albo dom oraz podobny stan majątkowy, który w przeszłości uznawany byłby za szczyt luksusu. W czasach dzisiejszych jest to standard, który mają lub mogą mieć bez żadnego wysiłku wszyscy, którzy chcą go posiadać. Nie ma zatem klas majątkowych ani wynikłych z nich podziałów społeczeństwa. Poza tym pojęcie "stanu majątkowego" czy też "klas majątkowych" jest abstrakcją, bo przecież pieniądze nie istnieją, a zarazem żadna rzecz nie ma swojej pieniężnej wartości, więc nie da się gromadzić majątku. Gdyby nie zmiana mentalności oraz stopniowe wyeliminowanie z umysłów elementu przestępczego czynnika popychającego ich do łamania prawa, taka sytuacja nie miałaby szans kiedykolwiek zaistnieć. Tak się jednak nie stało.

Jego rozmyślania zostały przerwane, kiedy zobaczył kiosk - kolejny relikt przeszłości. Równie dobrze mógłby to być zwykły automat z gazetami, jednak społeczeństwo potrzebowało czegoś takiego. Co z tego, że w środku siedział zwykły android wyglądający jak człowiek? Milej było kupować towar od istoty, chociażby sztucznej, niż od maszyny, która wyglądała jak jakiś bliżej niezidentyfikowany pojemnik.
Właśnie dla takich wartości podchodził teraz do niezbyt wielkich rozmiarów budki i schylał swoją twarz do małego okienka, za którym siedziała całkiem ładna kobieta w średnim wieku, nie robiąca właściwie nic innego, poza powyższą czynnością.
Rozmowę zaczął od nieśmiałego "dzień dobry", ponieważ ta nigdy nie przychodziła mu z łatwością, i dopiero wtedy poprosił o "Gazetę", jedyny wydawany do tej pory dziennik - również w celu umilenia życia. Sprzedawczyni - tylko umownie, bo przecież nie ma już pieniędzy - podała mu ją z szerokim uśmiechem na ustach. Można by było pomyśleć, że to prawdziwy człowiek.

Podziękował i pożegnał się, po czym ruszył ponownie w kierunku dworca, czyli wprost przed siebie, otoczony stylizowanymi na przełom XIX i XX wieku budynkami. Wyglądały naprawdę pięknie, a obrazu dopełniała wykładana kostką ulica. Co prawda z jego prawej strony, blisko pięć metrów nad "kamienicami", przebiegał błyszczący metalicznie tor powietrzny, ale nie psuł on nastroju, w jakim utrzymane było otoczenie.

Ponownie zaczął rozmyślać na temat życia dziś i kiedyś.
Teraz nie musiał się martwić o to, czy uda mu się wyżyć do końca miesiąca, ani o zadaną pracę domową, tak jak zapewne robili to ludzie w przeszłości. Nie był też skazany na siedzenie w jednym miejscu. W każdej chwili, z powodu najmniejszej pobudki czy też niewyjaśnionego impulsu, mógł gdzieś wyjechać. Tak jak teraz udawał się do Szkocji.
W tym przypadku powodem jego podróży była ujrzana w dwudziestowiecznym filmie pod tytułem "Highlander" scena, przedstawiająca wspaniały krajobraz szkockich gór z malowniczo położonym poniżej jeziorem.

Postanowił, że uda się w tamto miejsce.
Wpierw kazał komputerowi zlokalizować położenie widocznego na ekranie krajobrazu, po czym opuścił mieszkanie, mając w głowie obraz cyferek, dzięki którym mógł się bez problemu dostać tam, gdzie właśnie zmierzał. Mógłby oczywiście polecieć własnym pojazdem, ale nie posiadał takiego, gdyż go nie potrzebował. Wolał przejść się na dworzec i stamtąd wyruszyć publicznym środkiem transportu, którym był malutki, biały stateczek z trzema poziomymi pasami koloru różnych odcieni niebieskiego, przebiegającymi wzdłuż kadłuba oraz ramieniem chwytnym, znajdującym się pod spodem, za pomocą którego poruszał się po torze powietrznym.

Gdy już dotarł na dworzec - wysoki, oszklony budynek - wsiadł do windy i wyjechał na najwyższe piętro. Lubił rozpoczynać podróż właśnie stąd, ponieważ nie było tu dachu i nad jego głową rozciągało się już tylko niebo. Wsiadł do pierwszego z brzegu pojazdu i przeszedł do kabiny pilota, gdzie znajdowało się siedzenie. Wpisał do komputera współrzędne punktu, w który chciał się wybrać i usadowił wygodnie w fotelu, włączając wpierw muzykę relaksacyjną, będącą standardowym punktem oprogramowania systemu. Następnie poczuł jak pojazd przyłącza się do szyny i zaczyna nabierać prędkości.

Wyjął "Gazetę" i zaczął czytać. Jak zwykle nie wydarzyło się nic na tyle ciekawego, żeby zainteresował się tym na dłużej niż na okres, w którym czytał o danej sprawie. Jest to jedyna dziedzina, której może dzisiejszy świat pozazdrościć przeszłości. Wtedy działo się o wiele więcej ciekawych wydarzeń i dlatego też jego głównym zainteresowaniem jest ogólnie pojęta historia. Nie chciałby jednak żyć w czasach, którymi zajmowało się jego hobby, więc nie narzekał, tylko kupował codziennie gazetę i czytał o tym, co się działo na świecie. Fakt, że nie było to nic interesującego, przestał mu jakiś czas temu przeszkadzać.
Po przeczytaniu "Gazety" odłożył ją na półkę i zapadł w stan pół-drzemki. Muzyka docierała jedynie do jego podświadomości, podczas gdy świadomość była w fazie snu, odczuwał jednak zmiany zachodzące w otoczeniu.
Po pewnym czasie zdał sobie sprawę z tego, że stateczek odłączył ramię chwytne od toru powietrznego i włączył własny napęd, zmieniając dotychczasowy kierunek ruchu. Wyjrzał przez okienko. Przelatywał właśnie nad kanałem La Manche. Był zadowolony z tego, że jest już tak blisko celu swojej podróży.
Po krótkiej chwili wpatrywania się w przesuwającą się poniżej z zastraszającą prędkością wodę, poprosił komputer o zmianę muzyki na sonatę F-dur Brahmsa. Zamknął oczy i zaczął chłonąć otaczające go zewsząd dźwięki. To była wspaniała muzyka i wspaniałe uczucie. Nie dało się go powtórzyć - za każdym razem było trochę inne i za to je kochał.

W niespełna kwadrans później komputer pokładowy zasygnalizował mu, że zbliżają do miejsca przeznaczenia i należy włączyć ręczne sterowanie. Wyłączył muzykę i zaczął manipulować sterami w celu zejścia niżej, co przyszło mu bez najmniejszych problemów. Zmniejszył prędkość stateczku i włączył silniki hamujące, ciągle zniżając pułap lotu. Za okienkiem widział położoną poniżej, pośród kilku wzniesień, dolinę z przepięknym jeziorem pośrodku. Prawdziwą oazę spokoju.

Wylądował na powierzchni wody, tuż przy brzegu, żeby mostek, po którym wchodziło się na pokład, sięgnął brzegu. Nie chciał się pomoczyć, bo tego nie lubił, a poza tym nie wziął ze sobą zapasowego ubrania. Takie są uroki spontanicznych, podejmowanych w jednej chwili decyzji. Czasami lepiej jest porządnie przygotować się do podróży, ale mimo to cieszył się, że znajduje się w tym miejscu i jest całkowicie niezabezpieczony w razie nagłej zmiany pogody, nie wliczając tego, że może się schować wewnątrz swojego środku transportu.

Po chwili wyszedł z pojazdu i zaczął podziwiać pierwotne piękno i głębię znajdującego się przed nim jeziora. Nie przeszkadzał mu w tym nawet malutki stateczek, który - choć wyraźnie odcinał się od otaczającej go natury - w jakiś niezwykły sposób pozostawał dla niego niezauważalny.

Następnie rozpoczął wspinaczkę na położone nieopodal wzgórze. Nie była ona ani długa, ani męcząca, ponieważ pagórek wznosił się bardzo łagodnie. Poza tym nie spieszyło mu się - nie miał ku temu powodów. Zamiast tego wciąż podziwiał niezwykłą urodę otoczenia, w którym się znajdował. Wraz z jego wzrastającym punktem położenia uwydatniała się ona jeszcze bardziej, a apogeum osiągnęła, kiedy znalazł się na szczycie. Eksplodowała feerią barw, dźwięków i zapachów. Coś takiego przeżywał po raz pierwszy w życiu i nie można było powiedzieć, żeby tego żałował.

Gdy już się otrząsnął z tego uczucia, stanął dokładnie pośrodku szczytu, zamknął oczy, wyciągnął ręce na boki i zaczął się łagodnie kołysać, kręcić, niemalże tańczyć w rytm muzyki przygrywanej mu przez samą naturę. Potem położył się na miękkiej trawie, wciąż trzymając zamknięte oczy i rozłożył ręce w geście pełnego zjednoczenia z otoczeniem.

Dzisiaj już nie wróci do domu. Zbiera się na deszcz, więc lepiej zatrzyma się w jakimś dobrym hotelu, najlepiej takim jak u Dicka w jego "Możemy cię zbudować": stylizowanym w drewnie, z miłą, przyjazną atmosferą i wyborową obsługą, gotową spełnić wszelkie zachcianki swojego gościa.

Jednakże teraz nie czas na myślenie o tym, co zrobi później. Wzmagający się wiatr tak kojąco owiewa jego twarz, słyszy usypiający szum trawy, a w oddali odgłosy grzmotu, zwiastun nadchodzącej burzy. Cóż za wspaniałe miejsca na zaśnięcie.

W tym momencie przebudził się. To był tylko sen.




Bartosz 'MetFan' Krypciak

Sosnowiec, styczeń 2003


metfan@poczta.onet.pl



<<< poprzednie :::: ^^ do góry ^^ :::: następne >>>