Uczucia w piosenkach
by Chrapek


Witamy w kolejnym odcinku z cyklu: "W czym Queen jest lepsza od innych zespołach":). Ale teraz zacznę nieco poważniej. W praktyce temat jest dość podobny do tego o którym psałem w numerze pierwszym - mianowicie o tekście piosenki. O ile jednak tamto zależało od autora tekstu, uczucie w piosenkach zależy jedynie od wykonawców - wokalisty, gitarzysty, a w naszym wypadku także basity i perkusisty :). Czemu o tym wspominam? Ano uczucia są zależne z tekstem. Niech mi nikt nie wmawia że można uczuciowo zaśpiewać Disco Polo :). Z samym określeniem na pewno się spotkaliście - w fachowych pismach, czy chociażby w niefachowym Idolu :). Przykłady uczuciowości? Proszę bardzo - "The Show Must Go On", "Innuendo", "I'm, Going Slightly Mad". TO właśnie są chyba jedne z największych przykładów, że wokalista rozumie tekst i wkłada w niego całe swoje serce. To jest bardzo ważne bo dlatego właśnie słuchacz nie tylko chłonie bezmyślnie piosenkę, ale zaczyna się nią interesować, przeżywać, i także rozumieć. Nieprawdą jest, że wszystkie piosenki to komercha i nie ma w nich przesłania. W piosenkach Queen znajdziecie bardzo wiele przesłań. Myśl przewodnia na dzień dzisiejszy (może dla Was już nie dzisiejszy :)) -"The Miracle", i to co Queen śpiewają na samym końcu. Piosenka może też jednak działać, jak pocztówka z pozdrowieniami, przynosząca otuchę, i pocieszenie, radość. Nie musi mieć, wcale jakiejś poważnej myśli przewodniej- chociażby "Thank's God It's Christmas". Ale nie było by cyklu "W czym Queen jest lepsza od innych zespołów" gdybym nie zaczął bluzgać na te Enrikopodobne wytwory :). Ale tym razem dla odmiany - skupmy się na polskim rynku muzycznym. Co mi się od razu nasuwa na myśl? - ano przebój ostatniego pół roku - zespół Ich Troje. Szczerze mówiąc zacznę od tego że nie wiem co ludzie w nich widzą. Ale skupmy się na naszym głownym zadaniu. Ich wokalista śpiewa specjalnie udawaną chrypą, i właściwie to ryczy cały czas na jeden sposób. Nie próbuje nadać swemu głosowi nawet odrobiny emocjonalności. Po co się wysilać, no nie? Teraz porównajmy Freddiego i niejakiego Wiśniewskiego M. Szczerze mówiąc jak sobie pomyślę że mieliby oni śpiewać na jednej scenie, to aż mnie skręca ze śmiechu. Panowie i Panie to zupełnie nie ten poziom! To prawie jak porównywać Disco Polo z muzyką klasyczną. A te enriqi i inne britneje? Dokładnie to samo. Nawet gorzej bo ich głosy są przepuszczne przez kompy, więc szczerze mówiąc to już żadna emocjonalność nie jest możliwa. W końcu z maszyny człowieka nie zrobisz. O tzw. zepole TATU nie wspomnę, bo jak dla mojego ucha, to jest wrzask przefiltrowany przez jakiś Rejestrator Dźwięku z Windowsa :). Cóż rozpędziłem się i właściwie nie napisałem dokładnie o tym o czym chciałem. Ale mam nadzieję, że odgadliście myśl przewodnią tego tekstu :)... Ach żeby tak wszystkie zespoły wzorował sie choć trochę na Queen... Mógłbym wtedy włączyć radio bez ryzyka, że ogłuchnę, czy że mnie do reszty odmóżdży :)...

CHRAPEK