Bay Area Thrashers

"These are the earliest known recordings by Metallica, the four horsemen of the apocalypse" - takim tekstem atakuje na wstępie oglądającego wkładka do jednego z najdziwniejszych wydawnictw Metallicy. Pseudo - koncertowy bootleg (dlaczego pseudo, okaże się wkrótce) zawiera siedem nagrań demo zrobionych na samym początku pracy nad "Kill 'em all" w 1982 roku. To, że zespół miał wtedy czasy swojej świetności jeszcze daleko przed sobą widać i słychać na każdym kroku. Widać - na załączonych zdjęciach, a słychać... niespodziewanie krótko, bo tylko pół godziny*. Tych, którzy mają w sobie jeszcze resztki sympatii dla "Bay area thrashers" dobić powinien fakt, że na stereo też nie ma co liczyć. Dobrą wiadomością jest to, że (jeszcze)gorszych już nie będzie. Sytuację może też ratować to, że w tle utworów słyszymy "odgłosy publiczności" i wyjątkowo perfidne byłoby wspominanie tutaj, że dograno je sztucznie w studiu. (Stąd pseudo-bootleg). Z obowiązku - setlista:

-
Hit the lights
-
Seek and destroy
-
Motorbreath
-
Phantom lord
-
The mechanix
-
Jump in the fire
-
Metal militia

Wbrew ponuremu nastrojowi tej recenzji "
Hit the lights" brzmi całkiem przyzwoicie. Posiadacze "Kill 'em all" również nie będą zawiedzeni, bo wczesna wersja utworu różni się znacznie od albumowej. Zupełnie nieźle brzmi też Seek and destroy (ten wspaniały riff...), znośnie Motorbreath, a równie ciężko jak dobrze (i niewybrednie) Phantom lord. Co więc może się nie podobać? Po pierwsze - jakość dźwięku. Brak profesjonalnego studia odbija się na niej dosyć wyraźnie, tak, że w efekcie słychać tylko zmasowaną i niezbyt finezyjną ścianę dźwięku. Po drugie - patrząc na skład zespołu zauważymy brak połowy “właściwej” Metallicy. Gitara solowa na "Bay area" przypadła Dave'owi Mustaine (późniejsza gwiazda Megadeth, obecnie gwiazda spadająca...), bas natomiast - Ronowi McGowney, wkrótce wyrzuconemu z zespołu. Dla fanów-ekstremistów stanowi to może i plus, ale James nie bez powodu twierdził, że Mustaine nie miał pojęcia o ICH muzyce. Natomiast Mc Gowney pożegnał się z grupą przez “brak kreatywności”, co mówi (i brzmi) samo za siebie. “Thrashersi” grają znośnie, ale... 
Pewne nadzieje może budzić obco brzmiący tytuł "
The Mechanix", który jednak zamiast nieznanego dotąd odpadu** okaże się tylko kolejnym rozczarowaniem, a raczej wczesną wersją "The four horsemen". (Nagraną potem w niezmienionej postaci przez Megadeth.) Najgorsze jednak zostało na koniec. Po zupełnie bezbolesnym wykonaniu "Jump in the fire" nastąpi ostateczna tragedia, która pogrąży "Bay area" na zawsze. Na imię jej - "Metal militia". Jak dla mnie - dno. Potrafiłem jeszcze znieść wersję albumową, która miejscami nawet mi się podobała, ale demo jest pod każdym względem gorsze. Podsumowując: na wydanym w 2000 roku "Bay area thrashers" Metal Mind Records zapomniała umieścić potężny (najlepiej odblaskowy) napis w rodzaju "wyłącznie dla fanatyków" wielkości co najmniej 50% pudełka. To wydawnictwo będzie bezcenne dla wszystkich maniaków "Kill 'em all", oraz zagorzałych kolekcjonerów dem. I tylko dla nich.

 

Bay Area Thrashers

5/10

Ocena:


 

Plusy:

-miejscami nieźle brzmi
-kawałek historii zespołu

 

Wręcz odwrotnie:

-jakość!!!
-za krótko
-Metal militia

 

 

*podobno na wydaniu CD dodano do nagrań wywiad z zespołem. Recenzja powstała na podstawie kasety.

**w odróżnieniu do utworu “deadly school”, który podobno jest właśnie takim zapomnianym odpadem. Niestety nie kojarzę by gdziekolwiek się on ukazał (fan cany?!?!), osobiście znalazłem go w sieci. Z opisu wynika, że zespół nagrał “deadly...” w czasie pracy nad “Kill’em all”, jeszcze za czasów Mustaine’a. Wrzeszczanka brzmi faktycznie jak wczesna Metallica, ale przypomina też lekko “Exodus” Exodusu (pierwszy zespół Kirka!!!). Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?

 

WinegaR