Następna strona

Poprzednia strona


 

MedeiS przed premierą




Izabelin - 18/01/2003

     Nie wiem jak mi to wyjdzie, bo przyznam się Wam szczerze, że nie mam za bardzo
głowy do pisania. Chciałbym jednak opowiedzieć o wrażeniach z wczorajszego dnia.
A cóż to za dzień? - możecie zapytać.
Ano taki zwykły, zimowy, sobota na dodatek. Wydarzyła się jednak rzecz, która
zostanie mi w pamięci na bardzo długi czas.

Zacznę jednak od początku, czyli denerwującego sygnału mojego telefonu komórkowego.
Przyszedł SMS od Dartzky'ego. Oddzwaniam. Dla podniesienia napięcia muszę dodać,
że to był piątek wieczór. Taki całkiem zwyczajny piątek.
Rozmowa z Daretzkym była dość krótka. Kręciła się w zasadzie wokół najważniejszej
informacji tego wieczoru - jutro na 99% jedziemy do studia w Izabelinie!
Od tego momentu świat już nie był taki sam.
A nie, przepraszam, to jeszcze nie ten moment.
Nadeszła sobota. Daretzky zrywa mnie z wyrka telefonem, tak o świcie, gdzieś koło
południa. Ustalamy godzinę i miejsce spotkania.
Oszczędzę Wam szczegółów związanych z jazdą w tamtą stronę. W krajobrazie nie było
nic godnego opisania, Sierra Daretzky'ego zachowywała się bardzo poprawnie a
podczas jazdy przez puszczę Kampinoską nie zaatakował nas żaden dziki zwierz.

Zdaję sobie sprawę z tego, że w tym momencie możecie przeklinać mnie za wodolejstwo.
Wybaczcie, nie da się inaczej, mam od niedawna nową klawiaturę i naprawdę świetnie
się na niej pisze.

Andrzej "Aka" Karpiński - człowiek, który otworzył nam drzwi i towarzyszył podczas
całej wizyty w studiu. Wiem, znacie to nazwisko. Wstyd nie znać i powiedzieć, że
jest się fanem Huntera, prawda?
Nie będę jednak opisywał Andrzeja, który odwalił kawał świetnej roboty pracując nad
nowym albumem Huntera.
Przechodzimy do sedna sprawy - MEDEIS!!!

     Studio realizacji dzwięku, pełno głośników, sprzętu, stół mikserski, komputer,
przygaszone swiatło. Prosimy Andrzeja, żeby puścil nam kilka numerów z nowej
płyty Huntera.
Rozsiadamy się na krzesłach, przedstawienie się zaczyna. Gdybym nie znał głosu
Draqli, gdybym nie słyszał prezentowanych już oficjalnie Fallen, Fantasmagoria i
Kiedy Umieram, pomyślałbym, że Andrzej stara się zarazić nas metalowym objawieniem,
które na zawsze zmieni oblicze tej muzyki na całym świecie. Te numery trzeba po
prostu słyszec.
Greed, So!, Kiedy Umieram, tytułowy Siedem, Why, było jeszcze kilka innych, ale mój
umysł podczas słuchania stracił kompletnie zdolność do zapamiętywania tytułów.
Na godzinę przeniósł się do innego, lepszego świata. Kompletnie odfrunął,
zagłębiając się tylko w to, co słyszały uszy.
Nawet nie jestem w stanie tak dokładnie tego opisać. Faktycznie było w tym coś z
objawienia. W życiu nie słyszałem, żeby któraś z polskich kapel nagrała taki
materiał. To już nie jest zawodostwo. To jest prawdziwy, światowy profesjonalizm
połączony z prawdziwą miłością do muzyki.
Dopiero, gdy zapoznałem się z utworami nagranymi na MEDEIS uświadomiłem sobie, ile
ten zespół włożył w tą płytę serca i pracy. Bluźnierstwem jest stwierdzenie, że to
po prostu kolejne nagranie. Sami zresztą już niedługo się przekonacie.
Jeśli ta płytanie uderzy was tak, że przysiądziecie i nie będziecie w stanie się
podnieść, to ja naprawdę przestanę wierzyć w prawdziwych artystów.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po każdym kolejnym numerze czułem niedosyt.
Gdy wracaliśmy z Daretzkym do Warszawy, chciałem już mieć tą płytę przy sobie i
słuchać jej do upadłego. Jest na niej wszystko, co tylko może człowieka poruszyć.
     Wyczuwalny smutek i niepokój w momentach spokojnych, gdzie melodia wprowadza
słuchacza w nastrój utworu. Przy czym wprowadzenie bywa czasem zwodnicze, bo po
jakimś czasie atakuje słuchacza prawdziwa moc ciężkich riffów, uderzenie tak silne,
że mózg niemal eksploduje pod czaszką, gdy człowiek najmniej się tego spodziewa.
To wszystko w połączeniu z tekstami Draqli daje wrażenie przeniesienia się do
świata, w którym człowiek zapomina co to obojętność.
Są numery typowo trashowe, przy których jazda samochodem z prędkością 200 km/h
zdaje się być zaledwie dziecinną zabawą. Szybkie, mocne, a przy tym wszystkim
dokładnie przemyślane i niezaprzeczalnie doskonałe technicznie.
Są też utwory, podczas których grzechem jest nawet ruszenie nogą, żeby trochę
postukać do rytmu. Słuchając ich popada się w jakiś dziwny stan, ni to zaduma,
ni melancholia. To jest tak, jakby człowiek cofnął się gdzieś do swojego wnętrza.
Budzą się wszystkie emocje, kawałek rozmarzenia, trochę smutku, odrobina
refleksji. A wszystko po to, żeby za chwilę uderzyć brutalną szczerością przekazu.
Nie będę ukrywał, że te utwory właśnie najbardziej mnie poruszyły.
Gdy usłyszałem Siedem, wiedziałem już, że będzie to coś, co chciałbym puścić
wszystkim ludziom, których sobie najbardziej cenię.
Również Kiedy Umieram - zdaje się, że już jest to jeden z moich ulubieńców na
tej płycie.
To jest materiał, obok którego nie można przejść obojętnie a w człowieku
pozostawia niezapomniane wrażenie przeżycia czegoś niesamowitego, wielkiego.

     Gdyby obawy zespołu się sprawdziły i płyta nie ukazałaby się na rynku -
wierzcie mi - wielu ludzi straciłoby na tym bardzo wiele. Nie mówię tu o
pieniądzach, wokół których kręci się obecny świat. Nie mówię o popularności,
która stała się podstawowym wyznacznikiem ludzkiej wartości w czasach, w których
przyszło nam żyć.
Stracilibyśmy przede wszystkim my, ludzie, którzy chcą słuchać tej muzyki i
czekają na tą płytę, ale też ci, którzy tego materiału jeszcze nie znają i nigdy
słowa o Hunterze nie słyszeli.
Nie będę ukrywał, że jest to materiał komercyjny, ale w najlepszym tego słowa
znaczeniu. Ta muzyka może dotrzeć dosłownie do każdego, nawet ludzi, którzy
ciężkiej muzyki nie znoszą. Jednocześnie też jest to muzyka, która każdego
zatwardziałego fana metalu po prostu powali.
Najważniejsze jednak jest to, że na tej płycie, zarówno w tekstach jak i muzyce
jest szczerość, której obecnie wychwalanym i najbardziej promowanym 'artystom'
brakuje. Słuchając tych nagrań czułem, że nagrali to zwykli ludzie, którzy mają
coś do przekazania i zrobili to wkładając w tą pracę maksimum serca i szczerości.
Nagrali to jednak na takim poziomie, że my, odbiorcy, będziemy mogli z dumą
powiedzieć, iż zespół ten wierzy równie mocno w swoich fanów, jak oni w niego.

Nie wiem kto będzie wydawcą MEDEIS, niedługo się to okaże. Mogę jednak ze spokojnym
sumieniem napisać, że każda wytwórnia, która tego materiału wydać nie chciała już
może zacząć płakać nad swoją głupotą, bo błąd jest to niewybaczalny.
Można tylko pogratulować tym, którzy przyczynią się do ukazania się tej płyty na
rynku.
Za jakiś czas będziecie sami mogli tego posłuchać i ocenić czy w moim krótkim i z
pewnością niepełnym opisie jest jakieś słowo kłamstwa.
Ja tylko mogę z całą szczerością zapewnić Was, że jeśli postawicie ten album obok
którejkolwiek płyty Metallici, to Hetfield powinien bardzo nisko pochylić czoło i
raczej prędko go nie podnosić.

Do odczekania pozostało już nie wiele. Gdy wybije odpowiednia godzina, uderzajcie
do sklepów i pytajcie o Huntera 'Medeis'. Weźcie ze sobą swoich znajomych, a oni
niech wezmą forsę i swoich znajomych, bo nie usłyszeć tej płyty, to grzech.
Niewybaczalny.


Pozdrawiam,

Eddie

Powrót