*** Sweet Noise - Koniec Wieku ***

Za własnym rozumem... Czuję siebie... Pełen bólu... Płaczę... Mówię... Powtarzam sobie... Obym nigdy nie umierał. Nigdy nie odchodził. Tylko wędrował tam... Gdzie nie ma śmierci... Gdzie zawsze trwa zwycięstwo... Obym nigdy nie umierał... Nigdy nie odchodził... Obym nigdy nie umierał... Nigdy nie odchodził...

Ten wstęp dla zwykłego szaraka może wydać się dziwny, ale dla człowieka słuchającego black/death metalu, a tym bardziej gotyku to normalka. Kto mi więc powie, co to robi w zespole niegdyś thrashowym/hard rockowym? Chhmm? A kto mi powie, co robią elementy muzyki indiańskiej i celtyckiej w zespole, który grzeje struny lepiej od Metallici? A kto mi powie, co robi dźwięk zabawki dla noworodka, w zespole cholernie poważnym? A kto mi wytłumaczy, dlaczego najnowsza płyta SN "Czas Ludzi Cienia" nie ma ani kawałka śpiewanego grawlem, a na Koniec Wieku wypełnia on 3/4 krążka (no może nie grawl, ale mocny krzyk...)?! I kto mi powie, dlaczego Czas Ludzi Cienia wypada tak, delikatnie mówiąc, chujowo w porównaniu z KN?! Chhmm??? Jest jakiś delikwent? Nie? Tak myślałem... Nie znalazł się jeszcze nikt, kto mógł by przewidzieć zespół, który zawiera w sobie thrashowe granie, troszeczkę (malutko w stosunku do Czasu...) efektów inustralnych (takie dziwne dźwięki, które wydawać mogłyby co najwyżej zombie), indiańskie i celtycie granie oraz śpiewanie, a nawet coś z latynoskich klimatów?! No i nieco punkowskie przesłanie, choć powiedziałbym, bardziej dojrzałe. Do tego ryk, jodłowanie, kawałek gregoriańskiego chórka, bongosy, hiszpańskie gitary, coś na kształt lutni, skrzypce i potężne gitary... Jak ktoś sprecyzuje ten gatunek, to niech da mi znać.

Gdy pierwszy raz przesłuchałem "Koniec Wieku" byłem tak wstrząśnięty, powalony, zaskoczony, zdziwiony i powiedziałbym, zgwałcony, że gdy tylko zostałem w domu sam, pogasiłem wszystkie światła, odpaliłem sprzęt na maxa i położyłem się na kanapie... Nie mogłem jednak utrzymać się zbyt długo w jednym miejscu, a więc wstałem i zacząłem latać po domu, siejąc śmierć co poniektórym sprzętom i zniszczenie. Moje emocje raz opadały, pogrążały się w czymś na kształt transu, letargu. Czułem się jakbym lewitował. Ale zaraz ciche pobrzdękiwania przeradzały się w potężny, galopujący atak, w którym gitary grały pierwszą nutę. Do tego perkusja i asysta bongosów... Ryk gdzieś wdzierał się do głowy... "BOJĘ SIĘ NIENAWIŚCI!!!" Aż tu nagle muzyka cichnie, słuchać tylko niesprecyzowany instrument i szept... angielski szept Glacy, niemal łamiący się od smutku. I znów ryk... ARRGGGHHH...

Gdy teraz tak słucham tego albumu, nasuwa mi się pytanie: Dlaczego tak wspaniały zespół tak nisko upadł, wydając Czas Ludzi Cienia. Jeśli czytaliście moją recenzje tego albumu, to wiecie, że wystawiłem mu bardzo dobrą opinię, ale... Niestety tylko i wyłącznie jako odrębna całość, nieporównywalna do reszty twórczości Sweet Noise. Przestawili się na coś industrialnego, z zawartością rapo podobną, o wiele wyżej podkręcając swój słownik wulgaryzmów. Nie powiem: płyta Czas Ludzi podoba mi się także, głównie za dobitne przesłanie, które po prostu mówi: "Spierdalaj skurwielu, okradłeś mnie!" a nie jakieś owijanie w bawełnę. Jednak przy porównaniu ze starymi płytami, takimi jak Ghetto, czy właśnie Koniec Wieku, stawia Czas Ludzi w co najmniej śmiesznej sytuacji...

Kim jestem bez twarzy, bez duszy, bez imienia... KIM JESTEM?!

Album trafił do sklepów w roku 1999, wydany przez te złamasy, Universal (teraz Sweet Noise zmieniło dystrybutora). Jest to trzeci (a są cztery) krążek tej formacji, dziś składającej się z wielu członków... Nic to, albo jak śpiewały Elektryczne Gitary, 'I wszystko ch!", przejdźmy do części głównej, a więc anatomii Końca Wieku... Oj, mówię wam, to dziwaczna płyta... Składa się ona z 5 części o nazwach: "WOJNA, UPADEK, UCIECZKA, DOM, EPILOG". Każda z nich ma kilka utworów, co w sumie daje trzynaście kawałków niezwykle dobrze ułożonych... A więc otwieramy puszkę Pandory!!!

WOJNA

Pierwszym utworem na płycie i w rozdziale 'Wojna' jest W imię Boga. Utwór świetny dzięki perkusji i krzykowi wydobywającego się z gardła Glacy. Aż strach myśleć, co by było, gdyby Glaca śpiewał Pop. ;-) Najlepsze w tej 'piosence' jest wstęp, a słychać w nim bawiące (?) się dzieci, a potem odgłoś biegnącego i krzyk... No właśnie, mi to brzmi na "Hitler!" Ewentualnie "kill her!". Ale co tam będę wnikał, ważne że Glaca i spółka nie lubią systemu, a można to wywnioskować z ich treści. Podsumowując, dobry początek, mocna perkusja (uwielbiam mocną perkusję ;-), strzelające dzieci, płaczące matki i liryka wokalisty.

Wish czyli na polski, Życzenie daje wspaniały pokaz nowatorstwa i odważnych czynów zespołu, bo niewiele zespołów ryzykuje na takie coś, co zrobiło Sweet Noise. Dodało śpiewającego Indianina (?) I TEN BAS przed główną nawalanką to aż wzbudza adrenalinę w twojej krwi. Po prostu wiemu, iż zaraz coś wybuchnie i to z TAAAAKĄ siłą... I wybucha. Perkusja (ach, ech i och) narzuca rytm, thrashowe gitary miażdżą ciężkością, a Indianin śpiewa: "Haj hi haj hi haj hi!" :-) Cokolwiek to znaczy, potem jakieś ciche mówienie zdaje się, Glacy no i już jego grawlowaty krzyk (Czy wiecie, że tylko w tym zespole proste argh wzbudza moje włosy [nosowe] ) Wish kończą bongosy i pijackie śpiewy... Cholera wie kogo!!! (Chyba kastratów)

UPADEK:

The End of Century czyli tytułowy 'Koniec Wieku' to fajny kawałek, zaczynający się spokojnie i rytmicznie z późniejszymi mocnymi gitarami. Do tego te noisowskie dźwięki (każdy fan SN potrafi rozpoznać ich styl grania) Utwór prócz normalnych instrumentów zawiera jakieś, ja wiem co to, flety :-) I *** [cenzura - The LasT Child] śpiew Glacy. Taki spokojny, smutny, gotujący się. Bo w czasie utworu to on zaczyna wrzeć... Ach... krzyk: "CHILDREN!!!" w jego ustach, albo raczej trzewiach brzmi niezwykle podniecająco. No i kawałek ten ma 11.01 minut, pozostając najdłuższym na CD. Gdzieś tak od połowy utwór robi się jeszcze szybszy (jak ten perkusista to wytrzymuje?) aż nagle zwalnia i znów... szept... A nawet coś jakby... płacz. GLACA PŁACZE?! :-) Choć raczej to brzmi na dźwięki wydawane przez dziewczynę, która właśnie przeżyła swój orgazm. Potem wszystko ustaje. Na kilka sekund robi się cicho i BUUMM... Spotykałem się już z wieloma pauzami i bardzo je lubię, ale ta jest chyba najdłuższa (no może poza Dazed and Confused Led Zeppelinów). Czyli tytułowy numerek jest wyczypisty (stare jak świat słowo :-)) i bardzo chciałbym sobie z nim po koncertować.

Civilized - ten kawałek kiedyś, gdy jeszcze nie miałem Koniec Wieku usłyszałem jako tło do klipu z gry komputerowej. Zainteresowało mnie, kto to grał, a jednocześnie wydawał mi się wyjątkowo znajomy i patrzę, a tu... "Sweet Noise - Civilized" Och, ale się wtedy podjarałem. A teraz wysłuchuję go na spokojnie i stwierdzam, że jest jeszcze lepszy :-) Początek zajmuje bardzo fajna gitara, która zapowiada już coś na kształt "ARGH, szatan, śmierć!" ;-) I nagle krzyk razem z gitarami i perkusją wchodzi jednocześnie, waląc po czerepie jak sierp i młot za czasów Stalina. Glaca podczas tej szaleńczej zapieprzanki śpiewa, ledwo nadążając, na dodatek się drąc. Najłatwiej to tu chyba zrozumieć wykrzyczane brutalnie słowa: "SWEET NOISE! SWEET NOISE!". A utwór to w ogóle mówi, raczej z ironią, o naszej pięknej cywilizacji: "We had the holokaust, word wars!" Itd. Pod koniec krzyk "SWEET NOISE" jest już ledwo słyszalny, bo zespół postanowił walić w struny i co tam mają, by nic nie było słychać, a wyszło im to imponująco pobudzająco, czy jak pisał mój qmpel w wypracowaniu z angielskiego: "This is very stimulating".

Next, czyli Kim jestem to znów rąbanina i to kolejna, dobrze zrobiona... Bas z czymś elektrycznym zaczyna, a thrash gitara z arghh prowadzi część główną. Ale w pewnym momencie to naprawdę jest trudno powstrzymywać się od tańca, bo utwór leje po brzuchu, że strach... Aha! Tekst jest polski! To coś dobrego dla nie umiejących czytać. Hehe, a tekst jest bardzo, rzekłbym, ciekawy... Glaca bowiem śpiewa, że... "Mój mózg nie myśli!!!" :-) Potem kawałek spokojnejszy, a następnie baaardzo ciągnący do śpiewania razem z wokalistą fragment. Glaca śpiewa głosem troszkę zmienionym komputerowo (ale wszystko w granicach dobrego smaku!) text: "Kim jestem bez twarzy, bez duszy, bez imienia".

Ostatnim w 'Upadku' jest Płomień życia zaczyna się bardzo sielankowo. Tzn. znów te instrumenty, które spotkać można w folku, czy gotyku, jakieś delikatne partie gitarkowe, aż wreszcie wbijają się bębny i talerze (początek perkusja gra pierwszą nutę...) i tym razem nie ma, ARGH!, lecz spokojny śpiew... nareszcie ;-) Tekst jest polski, a więc wszyscy się ucieszą, prawda? :-) Potem znów Glaca ryczy (ale nie nadaje się to do pogo... raczej do bezsilnego już moshowania). Sam utwór utrzymany jest na niezmiennym rytmie i melodii. Kończy się on świetnym mruczeniem kobiety i mężczyzn.

UCIECZKA

Uciekam - utwór zaczynają fajne bębny, które naprawdę przypominają ucieczkę. Potem dochodzi chyba wyjątkowo rozstrojona gitara :-) aż wreszcie szybkie rozpoczęcie perkusji i łup! Ciągnie się thrashowa nawalanka, która zniewala swoją siłą. (Ile razy to ja już pisałem...) BO TO JEST UCIECZKA! I szybka musi być, a więc do zerwania strun i lakieru! W przerwie (chyba po to, by nie było ofiar na koncertach) 10 sekund mają bębenki itd. A więc jest superowo i gitar tutaj jest w cholerę, zarówno te typowo noisowskie, aż nawet coś na kształt heavy... Pod koniec słyszymy jakieś przepowiednie (chyba Hitlera), mające zakończenie w następnym utworze o nazwie...

Daleko od siebie rozpoczynają moje ulubione gitary... Zgadnijcie jakie? :-) A więc ten i poprzedni to jeden, tylko że podzielony na dwie, dające kopa części. Naprawdę trudno cokolwiek myśleć przy takiej muzyce...

DOM

Utwór Powitanie to najdziwniejszy kawałek na płycie... Tak dziwaczne, że brak mi słów... Zaczyna się od dźwięku zabawki dla noworodka (takiej nakręcanej, która zawieszana jest nad łóżeczkiem) a potem to cichnie i słychać spokojną, wolną gitarę, bez jakiegoś przestera. Następnie dochodzi chyba wiolonczela i odgłos deszczu. I wszystko cichnie, żeby nagle wybuchnąć, ale nie jakąś nawalanką, lecz... ee... Czymś na kształt grzechotek :-) Mówiłem, że to dziwny utwór. Kojarzy się z muzyką Indian... W ogóle ten krążek jakiś taki indiański. Hehe... Ale utwór jest dobry, oraz nawiasem mówiąc, całkowicie instrumentalny. Podsumowując świetny, zwłaszcza końcówka i dla każdego fana dziwnej muzyki, jak znalazł...

Ale kończy się wreszcie to Powitanie i zaczyna się *** [cenzura - The LasT Child] Będę trwał, który startuje od jodłowania, tak, tak. Indianina, lecz wkrótce po skocznej gitarce, rozpoczyna się prawdziwa rzeźnia! Istny atak, szał i szaleńcza gonitwa. Śmierć, zniszczenie, totalne *** [cenzura - The LasT Child] sceny, to mi się kojarzy, gdy słucham tego utworu. Jeden z najlepszych na płycie. Musicie tego posłuchać! O Lucyferze, ja chcę na ich koncert! Arrrhhhh....

Dom bo tak się nazywa kolejna 'piosenka', zaczyna się dla odmiany, śpiewem jakiejś kobiety (mi osobiście kojarzy się z matką. Niekoniecznie moją) Potem dochodzą, zgadnijcie co? Gitary. Mocne gitary... Uhahaha... Ci prawda to nie Będę trwał, ale i tak daje rady. Chociaż ja osobiście już nie daję :-) Aha. Fajny jest środek utworu. Następuje pauza i podczas niej zostaje wypowiedziane szeptem jedno, jedyne słowo: "Przeklinam", a potem znów łubudu...

EPILOG

Początek końca rozpoczyna Z głębi siebie, który nie wyróżnia się zbytnio od reszty, no może tylko początkowym efektem walenia w jakieś wrota :-) Ogólnie jednak, jest oczywiście, superowsko :-)

Kończącym dziełem jest Obym nigdy nie umierał. Kawałek treści macie we wstępie. Wróćmy do tematu. Gdy pierwszy raz usłyszałem ten kawałek, to aż mi włosy stanęły dęba. Nie ma tu rzeźni. Jest tylko głos. Głos... ducha. TAK! To musi być prawdziwy duch. Jest tak okropny, obrzydzający, cierpiący i zrezygnowany, że gdy tak siedziałem sam w ciemnościach to, aż mnie ze strachu skręcało. Naprawdę, coś poruszającego... A na dodatek, ten duch mówi engliszem, zaś tłumaczy Glaca. Chmm... kojarzy mi się Phantom Opera Ghost, Iced Earth tyle, że tam jest jakaś muzyka, a tu... Tylko orientalne dźwięki, bębny i to ten duch... Zaś utwór i album kończy dźwięk chmm... syreny? :-)

GORĄCO zalecam zakupienia tego krążka, bo to po prostu piękny Sweet Noise, za swoich starych, dobrych, złych czasów, kiedy to zamiast automatu walili w bębny, zamiast komputera zrywali struny, a zamiast Dj mieli Indianina :-) Fani thrashu będą w niebo wzięci, fani ryku takżę, fani ostrych treści, jak najbardziej (choć nie ma tu przekleństw...), nawet fani psychodelicznej muzyki i gotyku, znajdą tutaj coś dla swego spaczonego umysłu :-) Album ten jest moim zdaniem najlepszym wydanym przez SN (choć nie słyszałem ich pierwszej płyty).

OCENA: 666/10 + bonus w postaci krucyfiksu :-)

Aha... W mojej recenzji SN "Czas Ludzi Cienia" niech każdy fan starego SN wystawi sobie ocenę 3/10. Oj, oby Noisi wrócili do starego stylu...


© Reksio Dogi - Czuwaj...     www.amator.prv.pl - White shit is dead