KAT  - Róże miłości najlepiej przyjmują się na grobach



Długo zabierałem się do napisania recenzji do tego albumu. Wydaje mi się iż fan polskiego metalu (ale nie tylko polskiego) powinien mieć ją w swej kolekcji. Może nie jest to pozycja z cyklu "must have" ale warto. Odbiegająca nieco od tego do czego już zdołał nas Kat przyzwyczaić. Płyta dosyć zróżnicowana jeśli chodzi o warstwę brzmieniową. 

Już na początku zespół pokazuje swój pazur serwując nam świetny i szybki utwór "Odi profanum vulgus". Łezka się w oku kręci (jeśli akurat nie machamy piórami:)), bo toż to niemal powrót do korzeni (może troszkę przesadzam:)). Gitary porządni młócą, a Kostrzewski wyśpiewuje "jestem śmieszny czort więc śmieje się, Panie ja skamlę, nie! ja pluję w twarz!" [nie ma zmiłuj:)]. 
Następny utwór to znana chyba wszystkim ballada "Purpurowe Gody". Świetny gitarowy wstępik, słychać każdą poruszana strunę i za chwile wokal "Niewinność zmęczona, rozchyla białe swe nogi....", a potem już ostro, ale nadal wolno i refren "prącie trzy na metr czarne jak w habicie ksiądz..." [bez komentarza:)]
[The LasT Child - żenujące] i w końcu kwintesencja tegoż utworu "spijam dziewczęcą krew błony dziewiczej, jak zagęszczony sok...". 
Dobra lecimy dalej, następny w kolejności jest "Płaszcz Skrytobójcy". Rozpoczyna się bardzo monumentalnie, z perkusją wybijającą wolny rytm, powolne tempo i w końcu posępny wokal, dalej jest jeszcze lepiej gitary pracują spokojnie ale ciężko, pojedyńcze riffy i tekst "dziewczyno wracaj..." pojawiający się w tle, niesamowity klimat. 
Dalej jest "Stworzyłem piękna rzecz" , Kostrzeski streszcza nam proces powstawania człowieka, który "zabija aby zjeść" i znów na początku dość mocne riffy, niezła perkusja i tekst "Niebo to jest żart..." Ciekawe w tym utworze są różne dźwięki jakie z siebie wydaje pan Roman, gwizdy, świsty itp. zabiegi niewątpliwie go urozmaicają. Jakże prawdziwy tekst "umiecie zbyt mało dlatego kłamać musicie".
Kolejny utwór to jeden z moich faworytów na tej płytce. Mówię tu o "Słodkim kremie". Tego po prostu trzeba posłuchać. Rozpoczyna się jak ballada, świetna gitarka (w tle ostrzejszy nieco riff). Gdzieś tak od połowy jest już nieco mocniej (gitary narastają powoli) i ten tekst o księdzu kosztującym zbłąkanej, niewinnej dziewczyny, po prostu poezja:). Dwa kolejne utwory są stosunkowo szybki i znów z intrygujcym tekstem. 
Jeszcze dwa słowa chciałbym powiedzieć o ostatnim numerze który można traktować bardziej jako outro. Bardzo powolne tempo, spokojne gitary i w koncu wchodzi wokal, cóż niejeden wokalista death'owy by się mógł uczyć:) a jako ciekawostkę powiem, że to był 12 letni (o ile mnie pamieć nie myli) wówczas chłopak, jak nie wierzycie to poczytajcie ksiażeczkę dodaną do płytki. 

Teraz przyszedł czas na podsumowanie. Mi osobiście płytka ta bardzo przypadła do gustu więc spokojnie mogę wystawić: 8/10. 
Więcej nie postawie bo brzmienie selektywne ale jednak mogło by być szybciej:) i riffy niekiedy dość zbliżone do siebie.

King_Diamond