|
IMMOLATION - Unholy Cult |
| Do tej pory nie udało mi się odnaleźć na łamach KM-u, żadnej recenzji płyty tego kultowego zespołu, więc czas zacząć błagać Szatana o wybaczenie i nadrabiać zaległości :-) Unholy Cult to najnowsza płyta Immolation, kapeli, którą obok Nile wiele osób uważa za najlepszego przedstawiciela amerykańskiej sceny i biorąc tu pod uwage wszelkie za i przeciw, można przyznać im rację. W zasadzie już na długo przed premierą było wiadomo, że będzie to genialna płyta, bowiem Ross Dolan z włosami do kolan i jego banda złego krążka jeszcze nie nagrali, pozostawało tylko pytanie czy album ten przebije rewelacyjne, wydane w 2000 roku "Close To A World Below". Po pierwszych trzech przesłuchaniach znałem już odpowiedź - przebiło. Nie znajdziemy już co prawda tylu szybkich temp, które wypełniały poprzednią płytę, jednak agresja i wirtuozeria towarzyszą nam niezmiennie na każdym wydawnictwie Immolation, pozostały niezmienne. Dzieło to rozpoczyna krótki gitarowy wstęp, który spełnia swą rolę i wywołuje oczekiwane ciary na plecach. Intro szybko przechodzi w otwierający Of Martyrs And Men, który znając panów z Immolation będzie rozpoczynał wszystkie koncery na trasie promującej Unholy Cult. Pierwsze bluźnierstwa poza nami - jak zwykle fenomenalne brzmienie sekcji rytmicznej i wysunięta do przodu perkusja obsługiwana przez nadczłowieka Hernandeza, który tak skomplikowane partie gra w znany tylko sobie samemu sposób, no i esensja wszystkich płyt nieświętego kwartetu - wokal Rossa. Jest to dla mnie gardło numer 1 na całej scenie deathmetalowej, facet dysponuje niesamowitym, wręcz demonicznym growlingiem, który mimo wszystko jest niezwykle czytelny, zrozumienie każdego słowa nie sprawia kłopotu i nie wymaga godzin ślęczenia nad książeczką z tekstami. Kolejna sprawa to gitarzyści. Ponownie dostajemy porcję niezwykle połamanych riffów i rewelacyjnych, melodyjnych i niemniej skomplikowanych solówek, odegranych z szaleńczą prędkością. Na koniec zostawiłem sobie omówienie wkładki do płyty i jej zawartości. Niezmiennie od wydania "Dawn of Possession" Immolation raczy nas coraz bardziej doskonałymi okładkami, więc tym razem nie mogło być inaczej. Jest to bez wątpienia najlepsza graficznie okładka jaka się Nowojorczykom przytrafiła. Warstwa liryczna Unholy Cult jak zwykle koncentruje się na wiadomym temacie :) Nie ma już co prawda tak sugestywnych tytułów jak "Burn With Jesus" czy "No Jesus, No Beast", ani tak chorych poezji jak choćby "Father You're Not A Father", ale nienawiść do pewnej znanej i lubianej instytucji nie ustała i chwała Dolanowi za to. Podsumowując: Immolation nagrało kolejną doskonałą płytę. Dla mnie to najlepszy album deathmetalowy w 2002 roku, chociaż kilka osób może wypomnieć mi tutaj, że zapominam o najnowszym wydawnictwie Nile. Oczywiście to także świetna płyta, jednak "Black Seeds Of Vengeance", było lepsze. Mimo, że "Unholy Cult" ukazała się stosunkowo niedawno, już z czystym sumieniem można uznać ją za kultową - kto jeszcze nie ma niech nadrobi zaległości, a kto mieć nie zamierza niech spłonie w piekle ;). Ocena: 9,5/10 Satyr <svartahrid@interia.pl> |