Kupiłem tę kasetę jakiś czas temu chcąc się dowiedzieć co jest takie zarąbiste w gotyku. Powiem tyle: jeśli lubicie jak w tle powtarza się jakiś dziadowy riff, basu w ogóle nie słychać, perkusja niby gra (ale co to za gra), klawisze brzmią wesoło-mrocznie, a gościu jęczy i wzdycha jakby go łoś zgwałcił, to jest to album dla was! Klawisze czasem robią za podkład, ale często wychodzą na główny plan z jakimiś słodkimi dźwiękami. Ale i tak najgorszy jest ów nieszczęsny wokalista! Jak by nie on, to uznałbym, że ta płyta nie jest taka zła, ale facio:
Wiecie, po ponownym przesłuchaniu (po kilku miesiącach) słyszę, że jakby goście MOCNO dopracowali klawiory, gitarę usprawnili (albo przeciwnie, ograniczyli do cichutkiego pogrywania w "mrocznych" momentach), ZAMORDOWALI WOKALISTĘ, przy okazji odkryli w sobie umiętności kompozytorskie Ihsahna i nagrali tę kasetę jeszcze raz, to bym jej przyznał nawet 4 z plusem!
Wszystkie kawałki są jednak monotonne, choć dają się słuchać zanim wokal wejdzie. Jedyny w miarę dobry to "AZURE LANDSCAPE", w którym są jakieś chórki, a wokalista już na okrągło nie wzdycha. Ale jednak to nie zmienia oceny...
P.S. Po angielsku "Brood K." czyta się "Brółdkej", a nie "Bródka", jak gościu z tą xywą zapewne myślał. |