ALFRED HITCHCOCK - Przygody Trzech Detektywów


"Miej serce i patrzaj w serce", jak to pisał bodaj Mickiewicz w swoim najbardziej z przełomowych wierszy ("Romantyzm", jeśli mnie zasuszona pamięć nie myli {chyba jednak "Romantyczność" - PP}). Chcesz znać dalsze wersy, a właściwie to wcześniejsze, bo ten był chyba jednym z końcowych? Poszperaj w tomiku z poezją, tymczasem "miej gałki oczne i patrzaj... na nagłówek"! Albo "pójdź dziecię, ja cię kierunek wskażę. Trochę wyżej". Dość tych zabaw słownych, chodzi mi o autora recenzowanej powieści, a jest nim... Alfred Hitchcock! Człeku, jak jeszcze możesz mieć siłę czytać te bzdety! Książka samego Ala vel. "najpierw pokaż trzęsienie ziemi, a później niech napięcie rośnie"!

[Być może ktoś domyślił się, że Hiczkoka lubię, i że jeszcze parę minut będę piał na jego cześć. Ale spokojnie, popieję sobie w ciszy i nie będę was onomatopejami zawalał.]

Uff. Już mi przeszło. Szczerze mówiąc, to aż zrobiło się głupio, a to z dwóch powodów. Po pierwsze: recenzowany tytuł jest diablo długą serią krótkich książeczek (a o autorach tychże mam niezbyt przychylną opinię - kasę trzaskali i już), et secundo - trzej detektywi to nie Sam Spade, Sherlock Watson i Brudny Halski, ale... zasmarkane małolaty, w osobach przemądrzałego tłuściocha o głupim imieniu (Jupiter! Heeeheeeheee...), średnio głupiego koleżki i totalnego głąba, za to o niezłych warunkach fizycznych. A sam cykl jest kryminałem dla dzieci. W związku z zaistniałą sytuacją proszę o okolicznościową minutę ciszy.
...
...
...

Seria detektywistyczna składa się z kilkunastu odcinków, a w każdym z nich nasz dream team rozwiązuje jakąś nietypową zagadkę, korzystając z darmowej podwózki oferowanej przez znajomego kierowcę limuzyny. Słowem - typowe amerykańskie dzieciaki z okolic Gór Skalistych. Drużyna działa głównie na terenie złomowiska, na którym upatrzyli sobie siedzibę - ciasną przyczepę, do której można się dostać jedynie przez wąski tunel (hmm...). Dziarskie chłopaki mają tam sprzęt detektywistyczny, co się zowie - telefon(!), jeszcze jakieś ksero, a tłusty chowa tam słodycze. No, może bez ostatniego, choć kto tam wie skubańca.

Po solidnej porcji zalet, czas na wady. Tych jest kilka. Mianowicie: każdy odcinek serii jest dokładnie_taki_sam. Mimo, że ferajna ma do nowe problemy do przezwyciężenia, to można usnąć czytając o kolejnych genialnych pomysłach Jupitera, któremu do MacGyvera może i niedaleko, ale nie ma tej klasy. Nie jest tak, że nie lubię książek dla młodzieży; przeciwnie, czytałem sporo z tego gatunku i mogę wam powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze - Polska rządzi. Polecam powieści... [choroba, zapomniałem nazwiska! Wiem tyle, że na imię ma Krzysztof i był dziennikarzem]. Po drugie: Hitchcock pisze może i składnie, ale jego dzieła pozbawione są jakichkolwiek emocji. A takich książek nie lubimy, prawda? Denerwujące staje się też, szczególnie podczas lektury kolejnych odcinków, to, że autor co i rusz na nowo opisuje bohaterów. Ja rozumiem, czytelnik może "wstrzelić" się w serię w samym jej środku, ale takim razie wystarczyłby jeden rozdział, który byłby w każdej części i zawierał krótką charakterystykę chłopaczków. Ale, jeśli chodzi o pojedynczy tytuł - jest całkiem dobrze, nie za długo (w tym przypadku to zaleta), z sensownie rozwijającą się akcją.

Jeśli chcecie, to możecie poczytać "Trzech Detektywów", ale najwyżej z dwa tomy, zanim się znudzicie. Przypomina mi się w związku z nimi taki serial "Sliders": przez pierwsze dwa sezony wszystko było ok, ale jak twórcom zbrakło pomysłów i chcieli go na siłę wydłużyć, to im wyszło... ehem, to im wyszła kiła .

Jeśli poszukujecie naprawdę ciekawych przygód, to polecam np. "Szatana z siódmej klasy", czy choćby "Awanturę o Basię". Nie dość, że krajowe, to jeszcze o wysokiej jakości, czego niestety nie można powiedzieć zbyt często.

military