Andrzej Pilipiuk "Kroniki Jakuba Wędrowycza"


Jaki nadęty i poważny jest świat polskiej książki, szczególnie fantastycznej... Czy nie macie już trochę dość tych wszystkich smoków, wielkich bohaterów, statków kosmicznych, broni laserowej, i oczywiście "błyskotliwych metafor polskiej rzeczywistości", które zazwyczaj okazują się nudnym stekiem bzdur? Nie chcielibyście się nieco zrelaksować? Jeśli na wszystkie powyższe pytania odpowiedzieliście bez zastanowienia: "tak", "Kroniki Jakuba Wędrowycza" to coś dla Was.

Jakub Wędrowycz to swoisty fenomen. Pasożyt społeczny, alkoholik, przestępca, domorosły egzorcysta i menel do kwadratu. Co ludzie w nim takiego widzą, dlaczego czytają książki o nim? Może powoduje to jego nienawiść dla policji, która to staje się w Polsce powszechna niczym posiadanie telefonu komórkowego? Czy to dlatego, że w Kubie tkwi jednak jakiś, mały bo mały, pierwiastek sympatyczności? A może traktujemy Jakuba jako swoisty worek treningowy, głośno śmiejąc się z niego, podczas gdy sami nie chcemy zauważać swoich wad? Nie mam pojęcia. Niech każdy spróbuje odpowiedzieć sobie samemu. Nie da się jednak ukryć, że opowiadania Andrzeja Pilipiuka są w Polsce bardzo popularne.

"Kroniki..." są napisane znakomitym, bardzo lekkim językiem - idealnie pasuje on do opowieści o prostackich do bólu menelach. Nie spotkałem podczas lektury żadnej, najmniejszej nawet metafory ani porównania. Może to i wada, ale mi akurat taki styl (oczywiście, tylko w tym przypadku) doskonale pasuje. Jest prosto, jasno, łatwo, dowcipnie. Bohaterowie mówią mieszanką języka polskiego z rosyjskim - często brzmi to wprost przezabawnie.

Podczas czytania niektórych opowiadań miałem nieodparte wrażenie, że Pilipiuk coś palił / pił / wąchał (albo wszystko naraz). Książka jest maksymalnie zakręcona, wprost wylewa się z niej absurd; ukraińska mafia, wynajęta przez urząd skarbowy, duchy, sataniści - to tylko mały fragment dłuuugiej listy dziwactw, które występują w przygodach Wędrowycza. Czasami nie wiadomo, czy to, co się dzieje, to prawda, czy tylko majaki głównego bohatera (który jest, że użyję eufemizmu, smakoszem napojów alkoholowych z bardzo dużym doświadczeniem).

Niestety, "Kroniki..." mają pewne wady, jak wszystko na tym świecie. Podczas czytania znalazłem całe mnóstwo błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. Oj, chyba coś się korekcie nie bardzo chciało pracować... Na szczęście pod koniec stężenie błędów drastycznie spada, i absolutnie nic już nie przeszkadza w poznawaniu losów najlepszego cywilnego egzorcysty w Polsce.

Czas na króciutkie podsumowanie. Książka nie jest może niczym rewelacyjnym czy rewolucyjnym, ale czyta się ją znakomicie. W sam raz dla odprężenia się po szkole lub pracy. Muszę jednak lojalnie ostrzec - jeśli nie lubisz pokręconego humoru i absurdu, nawet tego nie dotykaj!

Ocena: 8/10

PS. Nie przeczytałem jeszcze innych utworów z serii o Jakubie Wędrowyczu ("Czarownik Iwanow" oraz "Weźmisz czarno kure..."), ale z tego, co o nich słyszałem, są równie dobre, jak "Kroniki...". Czyli - możecie kupować w ciemno, jeśli spodobała Wam się pierwsza książka.
Słyszeliście, że kręcony ma być film na podstawie opowiadań Pilipiuka? O, raju! Ciekawe, kto zagra główną rolę (ktoś się w ogóle odważy)? :)

| fido bezczelny |
[ filko@poczta.onet.pl ]