CHARLES DICKENS - KLUB PICKWICKA


Anglia w swej przeszłości powiła kilku zacnych synów. Był Szekspir, był słynny wódz Cromwell, tak samo jak sir Arthur Conan Doyle i John Bull (który nie istnieje i nie istniał, lecz stał się symbolem wszystkiego, co pochodzi z zamglonej krainy). Można by jeszcze wymieniać - średnio lubiany Kuba Rozpruwacz, masoneria wraz z członkami, która chyba najwięcej wpływów miała w Wielkiej Brytanii i jeszcze paru ludzi i organizacji, owych homo sapiens zrzeszających. Zawsze jednak w zestawieniach największych zjadaczy ryb z frytkami powinien znaleźć się Karol Dickens, twórca m.in. "Opowieści wigilijnej" i opisywanego tu "Klubu Pickwicka". Tako rzekłem, a na poparcie swych słów daję poniższy artykuł.

Samuel Pickwick, przewodniczący klubu filozofów-badaczy, jest postacią nietypową jak na bohatera powieści. Sympatyczny ten gentleman, mimo swego niewątpliwego uroku jest bowiem osobą naiwną, nieobeznaną z prawdziwym światem, czasami nieco dziecinną. Nie przeszkadza mu to mieć spory majątek, dający możliwość swobodnego podróżowania po ojczyźnie wraz z grupką przyjaciół - panami Tupmanem, Snodgrassem i Winkle. W wojażach towarzyszy im Sam Weller, niezwykle bystry służący o ciętym języku i dużym poczuciu humoru, bardzo często wyciągający z opresji swego pracodawcę. Ta oto kompania przeżywa rozmaite przygody w malowniczych plenerach Anglii, prowadząc jednocześnie wnikliwą obserwację napotykanych osób (które przeważnie są normalniejsze niż nasi bohaterowie, lecz w ich mniemaniu zdają się być wybrykami natury).

Tempo, z jakim rozwija się akcja, jest - jak by tu rzec - ślimacze. Ani trochę jednak nie utrudnia to lektury, gdyż nawet w statycznych opisach aż kipi od humoru słownego (Zegary Londynu wybiły północ. Bardzo indywidualnie zresztą). Właśnie on jest największą z zalet "Klubu" - przy czym jest to dowcip inteligentny. Nie raz i nie dwa można paść na posadzkę krztusząc się ze śmiechu, a świetne dialogi tylko przytrzymują nas w parterze. Specjalną uwagę należy zwrócić na postać Sama Wellera, który raczy nas "welleryzmami", czyli powiedzeniami typu "po kolei, panowie, po kolei, jak mawiał pewien gentleman prowadząc kilka osób na egzekucję". Również persony, które staną na drodze poszukiwaczom przygód, są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju (a szczególnie Alfred Jingle, esq., z Niemanic, który pod nosem naszych bohaterów wyczynia takie rzeczy, że głowa mała).

Kwiecistość wypowiedzi i bogactwo opisów nie byłoby tak znakomite, gdyby nie znakomity styl, jakim posługiwał się Dickens. Książka napisana jest luźno, na wesoło, a czyta się ją nad wyraz przyjemnie. Nie ma przytłaczającego patetyzmu, jakim cechują się polskie powieści z bliźniaczego okresu. Nie myślcie jednak, iż "Klub" jest jakąś rozdymaną do rozmiarów powieści humoreską. Często właściwa akcja jest przerywana przez opowiadania, które pan Pickwick z lubością zapisuje w swych notatach (cała książka jest właściwie wyciągiem z owych notat, opracowanym jakoby przez narratorów). Historie te zwykle są ponure i smutne; pokazują ciemną stronę życia Anglii, które nie jest w całości tak karykaturalne, jak można sądzić z lektury. Jednak, aby czytelnik nie popadł w stan depresji, po zakończeniu przygnębiającej opowieści natychmiast ma miejsce jakieś zabawne zdarzenie, rozluźniające atmosferę.

Podsumowując - "Klub Pickwicka" jest jedną z najlepszych powieści, z jakimi się zetknąłem. Będąc drwiną z (zbyt) poważnych Anglików, pokazuje jednocześnie, że życie bywa ciężkie. Udowadnia również, że nie należy się załamywać, gdyż smutek szybko odchodzi w zapomnienie, przyćmiony radością choćby z zachodu słońca. Podnosząca na duchu pozycja.

military