| Kryminały Macieja Słomczyńskiego
Kiedyś, z braku lepszego zajęcia, postanowiłam poszperać w biblioteczce brata. Zwykle tego nie robię, bo jego książki traktują niemal jedynie o wojnie itp. Jednak w pochmurny dzień dzieci się nudzą, w związku z czym będąc przekonana, że "nie ma tak zlej książki, by w jakimś stopniu nie przyniosła korzyści" wybrałam z szafki braciszka mego czarny tom pt. "Gdzie przykazań brak dziesięciu". Był to kryminał Macieja Słomczyńskiego, czyli Joe Alex,a.
Jak się wkrótce dowiedziałam, autor napisał coś ponad 10 książek kryminalnych, z których większość pochłonęłam w czasie szarych wiosennych dni. Od razu się przyznam, że nie lubię zbytnio tego typu literatury, gdyż jest dla mnie zbyt schematyczna. Jednak ku mojemu miłemu zaskoczeniu, Słomczyński odbiegł nieco od typowej relacji detektyw- morderca, jaka najczęściej spotykana jest w kryminałach.
Już po pierwszym rozdziale "Gdzie przykazań brak dziesięciu" możemy zauważyć typowo angielski humor autora (Słomczyński mieszkał przez jakiś czas w Londynie). Jego bohater nie jest żadnym detektywem, policjantem czy innym stróżem prawa i sprawiedliwości. Jest on natomiast... pisarzem. Tworzy książki kryminalne rozchodzące się w powojennej Anglii jak świeże bułeczki. Widzimy tu swoisty porte parole autora, użycza on bohaterowi nie tylko swojego zawodu, ale i nazwiska- Joe Alex (jest to pseudonim artystyczny Słomczyńskiego). Tak więc Joe mieszka sobie w Londynie, pisze książki, zgarnia kasę i nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie ambicje bohatera. Nienawidzi on swojego zawodu. Wie, że kochają go tysiące czytelników jednak pisania kryminałów nie uważa ani za sztukę, ani nawet za przyzwoitą pracę. Z pewnością "biedny" Joe zanudziłby się na śmierć, gdyby nie jego przyjaciel jeszcze z czasów II wojny- Ben Parker, pracownik Scotland Yardu, który doskonale zdaje sobie sprawę z przebiegłości Alex'a i jego niezwykłego talentu w kojarzeniu faktów. Tak więc Ben, kiedy tylko ma jakiś problem z rozszyfrowaniem kryminalnej zagadki, gdy morderca okazuje się zbyt inteligentny lub gdy przez jakieś "niepodważalne alibi" zbiera mu się na płacz, zjawia się w mieszkaniu pisarza. Wtedy Joe z właściwą sobie dumą, arogancją, ironią i bezgraniczną wdzięcznością towarzyszy koledze w tym "polowaniu na dziki".
No tak... rozpisałam się na temat pana J.A. a przecież mialo być o książce :) W "Gdzie przykazań..." bohater wybiera się do Devonu, gdzie na życie członka rodziny ukochanej (?) Alex'a czyha... [a sami sobie przeczytajcie ;P]
Moim zdaniem cykl o Joe Alex'ie powinien znaleźć się w biblioteczce zarówno zapalonego kryminałomaniaka jak i kogoś, kto jedynie z ciekawości zagląda na półki oznaczone karteczką "kryminał".
Pozdrawiam - Vene veneath@wp.pl
© Vene |