ekranizacje kingowskich powieści

Tytuł mówi chyba wszystko, więc wstępu nie będzie, a od razu przejdę do opisu poszczególnych filmów (tak, podobają mi się niezwykle zawiłe wstępniaki Screama).

LŚNIENIE
Historia pisarza-alkoholika, który wraz z rodziną na zimę przenosi się do górskiego hotelu, aby tam doglądać kotła i innych takich ciekawych rzeczy. Na przykład duchów. Bo są tam i one, a jakże - i straszą! Co z tego wyniknie? Oglądnijcie film, albo najlepiej przeczytajcie powieść, bo jest znacznie lepsza od obu ekranizacji. Tak, obu - pierwsza powstała w okolicach lat... 70-tych(?), a główną rolę zagrał Jack Nicholson. Drugie podejście to miniserial z połowy minionej dekady, ze scenariuszem samego Stephena Kinga, ale jakoś tak mało straszny.

LUNATYCY
Fabuła jest prosta niczym podłoga w moim pokoju. Opowiada ona historię matki i jej dziecka, nastolatka, którzy są w istocie krwiożerczymi potworami. Żeby było ciekawiej, boją się jeno kotów (niby czemu?). Film jest tak słaby, że nawet magnetowid mi go z początku odtwarzać nie chciał. Dopiero metody perswazji (dobry sprzęcik, ładny sprzęcik... łup!) pomogły, ale - nie było warto. Mimo tego, że w jednej scenie pojawia się King.

CHUDSZY
Szczerze mówiąc, filmu nie widziałem, ale czytałem książkę, więc mogę co nieco powiedzieć. Billy Halleck to okropny tłuścioch, który przypadkiem potrąca cygankę (nie przypadkiem, a samochodem, przypadkiem to wtedy zajmowała się jego żona...). Bidulka umiera, a jej ojciec okazuje się wielkim szamanem - i zrzuca na grubego klątwę... chudnięcia! Przez kilkaset stron bohater miota się po USA w poszukiwaniu Rumuna, chcąc go przeprosić i tym samym zdjąć klątwę. Średnia książeczka, szczerze mówiąc.

SKLEPIK Z MARZENIAMI
Już na początku zaznaczę - jest średnio. W małym miasteczku (a jakże...) zostaje otwarty tajemniczy antykwariat. I tyle. Później są morderstwa, coś w rodzaju prania mózgu i siły nieczyste. I słabi aktorzy. I niski budżet. A z ekranu zionie śmiertelną nudą.

BASTION
Znaczna poprawa formy filmowców i jedna z moich ulubionych ekranizacji (właściwie to jest to miniserial). W pewnej bazie wojskowej zostaje uwolniony zabójczy wirus, nieco podobny do grypy. Choroba dziesiątkuje Stany Zjednoczone, a ci, co przeżywają, dzielą się na dwie grupy - "dobrych", dążących do spotkania z tajemniczą staruszką, którą widzieli we śnie, i "złych", zepsutych do szpiku kości dekadentów, miłośników rugby i kuroniowo-dżinsowego stylu mrocznego typka ukazującego się pod postacią kruka. Film cechuje dobre aktorstwo, sprawna reżyseria, niezłe efekty specjalne i fakt, że kiedyś był wyświetlany na RTL7 średnio co miesiąc.

SMĘTARZ DLA ZWIERZAKÓW
Młode małżeństwo z dwójką dzieci przeprowadza się w zaciszne okolice terenów pozamiejskich (czyt. wiocha, gdzie na noc chodniki zwijają). Pewnego dnia ciężarówka przetrąca im kota, więc nowy sąsiad pokazuje sposób na jego odzyskanie - pochowanie zwierzątka na starym, indiańskim cmentarzu, leżącym gdzieś za tytułowym "Smętarzem dla zwierzaków", będącym lokalną atrakcją. Kot powraca, ale... inny. Niedługo później ginie ktoś z rodziny... Książka jest niesamowita - polecam każdemu, trzyma w napięciu jak żadna inna. Co do filmu - tu jest niestety gorzej...

Na dziś to koniec. Nie pamiętam innych ekranizacji kingowych powieści, lecz jeśli się o takich dowiem - z pewnością poinformuję. Tymczasem dobranoc państwu...



[military]

^