|
.::.
WAGES OF WAR
- the business of battle
Winix
To
niewątpliwie klasyka gier strategicznych. Pamiętam, był rok 1996, a ja
wyczytałem w Gamblerze (teraz RIP) o Wages of War ciekawe rzeczy, więc
zapragnąłem ją mieć. Jak to było wyciągnąłem trochę kasy od rodziców i
pojechałem kupić sobie gierkę. Gdy byłem w sklepie od razu wpadła mi w oko,
brązowe pudełko, a na nim łysy komandos w trójkąciku. Wróciłem do domu, wszystko
rozpakowałem i włożyłem płytę do napędu CD-Rom (nie to już nie czasy dyskietek).
Zainstalowałem na dysk i włączyłem. Oczywiście zacząłem od "Scenario" czyli
jedna runda, żeby się zapoznać z grą, włączyłem pierwszą lepszą misje i Play.
Zapomniałem dodać o intrze w którym przedstawiony jest lecący na wojnę
helikopter, który później zostaje zestrzelony. W zasadzie nie widzę powiązania z
dalszą grą, ale...
Jak już mówiłem kliknąłem "Play" i pojawiłem się w osobistym biurze. Tak
to właśnie ja jestem szefem (bossem), do dyspozycji ma sporo kasy. Nagle dzwoni
telefon, a na telewizorku do niego wbudowanym pojawia się jakaś baba (kobieta),
która zleciła mi zadanie. Na oknie od drzwi widzę cień jakiegoś gościa, który
wsuwa pod nimi kopertę z celem misji. Później wybieram sobie najemników, których
jest nawet sporo (koło 30), każdy posiada inne zdolności. Wybrałem sześciu i
sporo za nich zapłaciłem. Później dopadłem się do tego, co uwielbiam, czyli
broń. Na biurku leżał jeden katalog z masą giwer, z których można było kupić
jakieś 10. Ale z tego, co widziałem jest ich baaardzo dużo. Wszystko było
ustawione, przyszli najemnicy, uzbroiłem ich i w misje. Okazuje się, że ja
jestem Big Bossem i kieruję misją z bezpiecznego miejsca. Ustawiłem komandosów,
(bo tak można ich nazwać) na poziomie i zaczęła się gra.
Cała rozgrywka jest turowa, czyli nie musze tłumaczyć. Widok znany z "Comandosów"
i "Jagget Alliance" grafika jak na tamte czasy dobra, na planszach możemy
znaleźć zniszczone samochody, opony, beczki, skrzynie, budynki do których z
łatwością możemy wejść otwierając drzwi (dziwne? :)). W domkach zaś mnóstwo
przedmiotów: komputery, sofy, stoły, meble... no wszystko co powinno się znaleźć
w budynku. Szkoda tylko, że nie można sobie siąść.
Wrogowie to głównie jakieś araby i taliby. Wyszedłem ze scenario i
włączyłem kampanię, która składa się z 16 długich misji. Za każdym razem dzwoni
do nas zleceniodawca i przysyła kopertę z celami misji. Na dodatek możemy
negocjować w sprawie zapłaty. Włączyłem pierwszą misję kupując broń i kilka
bomb. Ale było huku jak wpierw wybuchł samochód, a później helikopter, a na
końcu zabili osobę, którą miałem uratować i się załamałem. Od nowa, później znów
od nowa, od nowa i tak cały czas, aż w końcu przeszedłem uf... Tak coraz dalsze
misje, więcej katalogów z bronią i tym samym więcej broni.
Misje są naprawę świetne, od takich na śniegu, po przez pustynię aż po puszczę
czy prywatne posiadłości. Jednak przy kupnie najemników nie można przesadzać, bo
ja wydasz więcej niż masz to koniec gry.
Postacie mówią, a nawet krzyczą, w tle leci czasem nawet fajna muzyka w formacie
*.mid.
Można zastawiać bomby, miny i w ogóle wszystko, co powinien umieć robić
dobry komandos. Na moje znajomości strategii gra prezentuje się bardzo dobrze, a
muszę powiedzieć, że na tym typie gier nie znam się kompletnie, ale Wages of War
przypadło mi do gustu, więc poleca zapalonym fanom strategii turowych z
podobnych do Jagget Alliance by wrócili do tego tytułu, nawet po upływie tych
siedmiu lat.
OCENA:       
8/10
Plusy:
+ broń
+ komandosi
+ klimat
+ czasem muzyka
+ własne biuro (wreszcie)
|
Minusy:
- czasem muzyka
|
|