Nigdy nie zgadniecie, co ujrzałem, gdy po raz
pierwszy dostałem w swoje łapki tą jakże cudowną grę typu FPP/FPS, to było
pudełko wiedziałem, że nie zgadniecie. Otworzyłem je i wyjąłem płytę z grą,
wrzuciłem do napędu i zainstalowałem. Wszystko szło jak po maśle (rozumiecie to
przysłowie, co to mrówki mają po tym maśle). Już gierka była na dysku, a ja
odpaliłem z autostartu. Jest demko i menu, włączyłem opcje i ustawiłem, co
trzeba. Włączyłem "New Game" i moje oczy zaświeciły, gdy ujrzałem cudowny,
kolorowy, jasny, żywy świat i nagle wszystko znikło, hehe... mam was bo wtedy
wpadłem do wody:). Pod wodą też było nieźle, znów wylazłem i chwyciłem piłę
leżącą na małym molo. Moje usta się uśmiechnęły i pierwsze, co pomyślałem to "A
zetnę se drzewo", ekolodzy teraz niech odejdą od komputerów albo poczytają coś
innego. Zacząłem rżnąć, drzewa upadały, a ja ciągle je ciąłem, aż wyciąłem
wszystkie, i tu pełna powaga. Nagle z puszczy zrobiła się polana, tylko gdzie
niegdzie rosły paprocie i inne kwiatki. Spojrzałem w niebo, w stronę Słońca i tu
znów szok, widziałem coś tak pięknego jak widzi człowiek patrząc w słońce. Wiem,
że to żadna nowość, ale tu jest to wyjątkowo ładne. W między czasie rozwaliłem
parę potworów i dorwałem Shotguna. Potwory były nawet niezłe ten, co jest do
byka podobny to mi się nawet podobał, pobawiłem się w torreadora "Ole... Ole
krzyczałem!!!” A na końcu dostał, z Shotguna i padł. Wylazłem na jakiś podest i
dorwałem snajperke, "pif, paf...!!!” do Harpi.
Jeśli chodzi o mnie to ja już jestem na "TAK". Z resztą, co wam całą grę
będę opowiadał, pogadajmy może o świetnej grafice, która towarzyszy nam przez
cały okres gry. Naprawdę świetna, drzewa wydają się żyć, tak samo jest z
paprociami, które wyglądają jak prawdziwe. Cały świat jest stworzony
fantastycznie, piramidy, budowle Azteków i inne tego typu wydają się jeszcze
piękniejsze niż są w rzeczywistości. Gdy wlazłem do środka jakiegoś budynku to
olśniło mnie realistyczność wnętrz, jak bym się przeniósł w czasie, zaraz, zaraz
przecież ja się przeniosłem w czasie, mniejsza o to, jedziemy dalej z cudowną
grafiką. Dzięki niej możemy się bardzo dobrze nauczyć z historii o starożytnych
budowlach i ich wnętrzach, wszystko jest realistyczne. Ale to wszystko to było
pierwsze wrażenie i widziane z dalszej odległości, gdy podejdziemy do drzewa to
zobaczymy jak nie starannie jest wykonany jego pień, albo jak zetniemy roślinkę
i ona upadnie prosto na nas to liście wydają się kwadraciane i wszystkie są
złączone do kupy, ale drzewami się nie przejmujcie, bo jeszcze nigdy nie
widziałem gry, w której drzewo z bliska było, bo realistyczne. O grafice mógłbym
jeszcze powiedzieć bardzo wiele, ale chyba całe GC by nie zajmowało tyle, co ta
recenzja. Kolejnym punktem, który należy poruczyć to fabuła, wiadomo Serious Sam
(marna podróbka Duka), przypakowany na maxa mięśniak który dla mnie jest wzorem
hmm... że się tak wyrażę "obory", jak ktoś może nosić koszulkę ze swoim imieniem
i nazwiskiem na plecach, chyba tylko piłkarze, na dodatek Sam próbuje strzelać
jakimiś grypsami, ale mu to nie wychodzi, w przeciwieństwie do Duka, ale może to
tak ma być w końcu gość się nazywa "Poważny Sam"
(A mi tam się hasełka Sama podobały – szczególnie o
tym potworze co miał dwie głowy:) – Caleb).
Giwery to naprawdę kunszt, świetnie wykonane, zależnie od broni po strzale Sam
cofa się nieco, co ma chyba symulować odrzut? Kolty, piła spalinowa, nóż,
wyrzutnia rakiet, Shotgun, snajperka, laser, i kulka innych i to, co mnie
doszczętnie załamało, spuściłem ręce i patrzyłem, co ma w nich Sam. Okazało się,
że dorwałem armatę:), która strzela kulami armatnimi, nie no to już jest
przegięcie pały:) Jest jeszcze Serious Bomb, która czyści naszą planszę po jej
odpaleniu, nikt nie ma prawa przeżyć, no chyba, że Big Boss. Świat Serious Sam
jest olbrzymi i zarówno pięknie zielony. A teraz zmienimy całkiem kierunek i
popłyniemy w stronę fabuły, której raczej nie ma, ale jednak jest (powiedziałem
to tak jak bym walnął słowa "Jestem za a nawet przeciw!”). Tak, więc Sam
przenosi się z części pierwszej w przeszłość i jakoś udaje mu się uciec ze
statku obcych, którzy są naprawdę obrzydliwi (to troszkę dalej). Później Sam
ląduje w jeziorze i teraz szuka dziury czaso-przestrzennej, która doprowadzi go
do swoich czasów, ale nie jest tak prosto gdyż Sam musi jeszcze unicestwić z
zemsty obcych. Ja, jeśli już o kosmoludach mowa to w Serious Sam 2 jest naprawdę
ich dużo, jedni bez głowy z karabinem, kamikaze z bombą itp. Jest jeszcze pan
dynio głowy ze spalinówą, już wspominałem o byku, po prostu wszystko wygląda jak
by było pomutowane, że hej!!! Ale postacie są bardzo starannie wykonane i są
naprawdę głupie jak buty ja wolę twierdzenie "jak boty". Ale pograć można na
najtrudniejszym poziomie o dziwo wygląda nawet jak by myślały (łał!). Naprawdę
UFO-ki przejawiają skłonności samobójcze (Smuggler nie rób tego), rzeźnicze (tu
ukłon dla Czarnego Iwana), wydaje się, że się uczą (Qn'ik) i mają napierdzielone
we łbach (Archwilimiliłopotopoczerpaczkiewiczanin <-- napisałem to z pamięci!),
jak widać sami znajomi :)
Może przejdźmy teraz do bardzo ważnej sprawy jaką jest muzyka i inne
wydawane dźwięki. W tle słychać pasującą do klimatu muzykę, a jak roztrzaskamy
potwora to usłyszymy coś niby śpiew hmm... ryk "TATU":) Ale dźwięki to nie
wszystko, one są tylko dopełniaczem do całości, najważniejsze jest to że chce
się grać w Serious Sam 2 i się nie nudzi jak to czasem bywa w komputerowej
rozrywce. Grywalność to zaleta tej gry. Jeśli chodzi o plansze to już naprawdę
nie jest to, co mogliśmy ujrzeć w pierwszej odsłonie, tu czasem trzeba pomyśleć,
nie jak w jedynce idziemy cały czas prosto i walimy w to, co stoi przed nami.
Wiadomo hordy wrogów atakujących na raz nie da się usunąć z Serious Sam 2, to
jest zaleta, która ciąga, trzeba myśleć i za razem strzelać (tak, więc niektórzy
niech od razu odłożą tą grę). Jak to ktoś kiedyś napisał że nawet Lara Croft nie
powstydziła by się tych pułapek, absolutna racja, Lara przy Samie wypada
cieniutko (żartuje). O planszach "małe, co nieco" już powiedziałem, ale napiszę
jeszcze troszeczkę, oprócz rund kolorowych są jeszcze plansze ciemne, jak np.
pod ziemią, czy choćby finałowa ostania runda gdzie spadają nawet meteoryty, jak
bym oglądał "Apocalipse" czy "Mumie". Są rundy w zimie i w lecie, są w jesieni i
wiośnie, ale wystarczy tych pór roku, bo mi się łezka w oku kręci.
Powiedziałbym wam coś o, MultiPlayer-ze ale jakoś nie miałem okazji dłużej
pograć, ale wiem, że rundy w nim są małe jak areny. Grałem z kumplem na jednym
kompie (można), przedzielony ekran i tak jakoś się łaziło i mu tyłek łoiło (ale
rymy). Można grać z tego, co wiem Dedmatch, jeden na jeden, a na jednym kompie,
dwóch kumpli przechodzi cała grę. No i tyle mogę nabazgrolić, na pewno Unreal
Tournament to nie jest.
Gra raczej nie ma specyficznego dla siebie klimatu, raz jest wesoło, raz
strasznie, a nawet przygnębiająco, po prostu budzi mieszane uczucia i to ją
sprawia wyjątkową.
Nie mówiłem jeszcze o jakiś poważnych błędach, po krótkim zastanowieniu już
wiem, gra tak mnie wnerwiła, gdy ją włączałem, po prostu ładuje się okropnie
długo i to czasem może człowieka wytrącić z równowagi. To największa wada gry.
Co mogę powiedzieć jeszcze o minusach, no niby nic przez ściany nie przenika nic
nie wygląda jak dup...pupa w buszu, sam nie wiem. Chyba takowych nie ma. Nie
pozostaje mi nic innego jak zachęcić was do kupna lub pożyczenia tej gry, choć
swą premierę miała na początku roku 2002 to nadal jej grafika nie pozostaje dla
tego z tyłu w porównaniu do dzisiejszych gier. Po prostu polecam, szczególnie
dla tego radzę zacząć teraz bo gra jednak nie jest krótka, w końcu musimy
przelecieć: Azteków, Średniowiecze i parę innych, to jakieś kilka set lat, do
dzieła!
Wymagania: P II 300MHz, 64MBRam, Windows od 98 w górę, akcelerator 3D
Producent: Croteam
Wydawca w Polsce: TakeTwo
Rok produkcji: początek 2002