Wstępniak .:. Recenzje .:. Gadanie .:. TNT .:. Stuff .:. THPS2&3 .:. GTA3 Center .:. Konsole Center .:. Listy .:. Redakcja

.::. Medal of Honor: Allied Assault

Devil, Łódź

  Wojna - najprawdziwsze piekło. Świszczące nad głową kule, latające samoloty, które zrzucają bomby, zasieki zagradzające drogę do ważnych strategicznie obszarów, trupy przyjaciół padające tuż pod Twoje nogi. Walka za ojczyznę, za słuszną sprawę wymaga cierpień, rozlewu krwi; zakazane jest tu wykazywanie uczuć, litowanie się nad rannym jak i w pełni sprawnym nieprzyjacielem. Każdy, kto przeszedł taki koszmar nie będzie mnie już dalej słuchał. Reszta żółtodziobów żądna takich wrażeń niech usiądzie wokół mnie i nastawi uszy...

  "Dopływając ujrzałem plażę - to był okropny widok. Pełno zasiek, od cholery sprzymierzonych żołdaków, co chwila widziałem unoszący się w powietrze piasek ukazujący moc ukrytej pod ziemią miny. Gdy właz barki opadł, kilka kul dosięgło moich towarzyszy. Upadli, podobnie jak wspomniany właz. Spojrzałem na swój mundur - cały był ubabrany we krwi, chociaż jeszcze nie oddałem nawet strzału. Spojrzałem po twarzach ziomków - malowało się na nich straszliwe przerażenie. Nie dziwię im się, sam prawie sram po gaciach. Jednak trzeba to zrobić, trzeba walczyć za kraj, za wolność! Wybiegłem z barki..."

  Wiele już słyszałem o tej grze. Początkowo wydawano ją tylko na PSXa (Medal of Honor oraz MoH: Underground). Muszę przyznać, że ów gra zrobiła na mnie bardzo duże, pozytywne wrażenie. Temat wojny zawsze mnie kręcił, oglądałem masę filmów w takich klimatach ('Szeregowiec Ryan' i 'Parszywa dwunastka' rulez!). Jednak nigdy nie doczekałem równie wyśmienitej gry. Lata mijały, przynosiły ze sobą różne "produkty wojenne". Pojawił się 'Return to Castle Wolfenstein', jednak zupełnie nie spełnił moich oczekiwań - za dużo bajerów. Aż pewnego dnia stało się - MoH:AA wylądował na moim biurku! Zaczęło się.

  Nie napiszę, kiedy gra się rozpoczyna - nie mam pamięci do dat i tego typu rzeczy. Powiem natomiast tyle: jest wojna i my bierzemy w niej udział. To wystarcza, aby odpowiednio się zmobilizować. Na początku musimy przejść odpowiednie szkolenie: strzelanie z różnego rodzaju pukawek, dokładne opanowanie rzucania granatami itp., itd. Gdy już pomyślnie przejdziemy trening - cóż, nie ma zmiłuj, zostajemy zrzuceni na głęboką wodę. Czy sobie poradzimy czy nie, to już nie leży w interesie "góry" tylko naszym. Ostatecznie jednak warto by było przeżyć.

  Pierwsza misja i od razu ostry dym. Znajdujemy się niejako na granicy. Coś idzie nie tak i musimy strzelać dookoła ratując swój biedny tyłek. Następnie przenosimy się do miasta i znów, lawirując między skrzyniami, pocinając podejrzanymi uliczkami naszpikowanymi Niemcami musimy dążyć do celu. Nie ma lekko, żołnierzu, ale misję trza wykonać.

  A jakież to misje mamy do spełnienia? Najprzeróżniejsze, Czytelniku! Oczyść drogę dla swojej kompanii z wrogich snajperów, rozwal czołgi, dostań się do łodzi podwodnej uprzednio kradnąc odpowiednie papiery i wdzianko jakiejś szychy, przemierz całą plażę, skombinuj miny, dostań się do bunkra, zabij cieci obsługujących działko... Uff! Stary, zadania do wykonania są bardzo mocno zróżnicowane i złożone, naprawdę - nie będziesz się przy nich nudził. Wręcz przeciwnie: z zapartym tchem będziesz wyczekiwał następnych!

  "Wpadłem do wody. Mam ją po pas, jest mi przez to zimno. Jednak nie zwracam na to najmniejszej uwagi - wokoło giną ludzie i ja mogę być jednym z nich. Chowam się za zasiekami. Właśnie dołączył do mnie kompan. Mija krótka chwila a już leży martwy. Pora się stąd zwijać - lawiruję między zasiekami, brodząc w wodzie. Po kilku chwilach jestem na plaży. Zgroza - wszędzie koledzy z innych dywizji, także z mojej. Niestety, wielu już nie żyje. Wszędzie krzyki, wybuchy - chyba zaraz sam strzelę sobie w głowę. Jednak muszę się wziąć w garść! W oddali widzę medyka, który reanimuje żołnierza - chyba nie ma już dla niego szans. Biegnę tam, co chwila padając na czerwony od krwi piasek i chowając się za przyozdobioną ludzkimi wnętrznościami osłoną. Wreszcie doszedłem - biorę na zapas trochę leków i ruszam dalej. W samą porę: medyk dostał serię. Biegnę przed siebie i - nie czarujmy się - czekam na śmierć. Jednak ta jeszcze po mnie nie przychodzi. Jeszcze nie teraz..."

  Panie i Panowie, chciałbym teraz przedstawić największą zaletę tejże gry: klimat! To on stanowi siłę całej produkcji i inne gry tego typu powinny się na niej wzorować. Wcale tego wątku nie wyolbrzymiam, takie są fakty. Wszędzie krew, zwłoki Twoich kumpli, drgający po każdym wybuchu ekran - to naprawdę działa na psychikę gracza i powoduje prawdziwe wczucie się w klimat wojny, wszechogarniającego zła i niebezpieczeństwa. Jest po prostu zajefajnie. Klimat zostaje podbity także doskonale zrealizowaną oprawą wizualną, która czyni grę jeszcze realistyczniejszą. Graficy postarali się, aby nie wpaść w archaizm i rutynę - wszystko mamy zrobione z sercem i jajem. Charakterystyczne dla tamtych czasów i określonych rejonów globu budynki, znakomicie przedstawione widoki nieustannie toczącej się wojny, wszystko zniszczone, przygnębiające, bijące przenikliwą szarością. Wojna przedstawiona jest wręcz idealnie, prawie jak w 'Szeregowcu Ryanie'. Klimat: potęga; grafika: cycuś!

  Skoro jestem przy grafice, napomknąć muszę, co nieco o muzyce. O ile kwestii granych prawie w ogóle nie ma, tak efekty dźwiękowe po prostu wgniatają w ziemię! Odgłos wyjmowanej z plecaka broni, zmiany zużytego magazynku, przeładowywania broni - to wszystko jest fenomenalnie dźwiękowo zobrazowane. Ja wcale nie przesadzam - to prawda. Jeszcze nigdy, w żadnej innej grze nie słyszałem takich efektów. Dodajcie do tego wszystkiego całą otoczkę wojny: świszczące kule, wybuchy, krzyki. Jest git, a nawet GIT!

  "Wpadłem do okopu, gdzieś na środku plaży. Delikatnie wyglądam na powierzchnię - jest jeszcze gorzej niż na początku. Prawie wszyscy padają martwi na ziemię przeszyci gradem pocisków, tylko nieliczni dobiegają pod mury warowni. Ponownie chowam się. Jestem rozrywany licznymi myślami - iść dalej, lecz prawie na pewno zginąć czy zostać tutaj, przeczekać nawałnicę i zobaczyć, co dalej. Niedaleko wybuchła bomba, zostałem obsypany piaskiem. Spoglądam na siebie - ręce mi się trzęsą, cały jestem w błocie i krwi, na kroczu pojawiła się plama. Chyba się posikałem ze strachu, nawet nie poczułem, kiedy. Do piersi przyciskam karabin, jednak chyba nie zrobię z niego użytku. Zostaję... Nagle ktoś wpada do okopu - to mój dowódca. Zdziwił się, że mnie tu spotkał - bezradnego, przestraszonego. Podchodzi do mnie, łapie za kark i krzyczy, żebym "brał dupę w troki i biegł pod mury". Nie będę się z nim kłócił - będąc w takim stanie sam by mnie zabił. Ostrożnie wychodzę z okopu i potykam się o coś. Podnoszę się, odwracam i widzę człowieka: bez nóg, osmalonego, lecz... nadal żywego. Podnoszę się i biegnę ile sił w nogach..."

  Teraz czas się do czegoś przyczepić. Jedyną rzeczą, o której mogę coś złego napisać jest liniowość gry. To wystarczy, aby produkcja straciła bardzo dużo ze swojej wartości. Tak też jest i tutaj - straszne ograniczenia mierzą mnie niemiłosiernie. Na czym to wszystko polega? Idę lasem (powinienem raczej napisać "tunelem leśnym" gdyż wygląda to jak korytarz), po chwili widzę rozwidlenie - idę naprzód, ale znajduje się tam działo, więc wracam i MUSZĘ iść drugą drogą, która jest z góry narzucona. Jest to wielka wada. Gdyby nie ona byłaby to pierwsza gra, której wystawiłem maksymalną ocenę. Naprawdę, jest to jedyna, (ale jakże poważna) wada znakomitego produktu. Wielka szkoda...

  Kończąc recenzję należy napisać "słowo ostatnie i decydujące". Właściwie to w przypadku tej gry nie ma co pisać podsumowania - każdy wie, że ta gra mnie zachwyciła i jedyną rzeczą jest jej polecenie każdemu. Gdyby nie ta liniowość, mielibyśmy do czynienia z grą niemalże perfekcyjną, a tak jest tylko "dziewięć z minusem". Mimo wszystko warto ją kupić i stać się drugim Tomem Hanksem. Wpierw do sklepu z grami, potem na Tygrysy!

  "Dobiegłem! Stoję pod murami i cały dygoczę ze strachu. Koło mnie kilkunastu żołnierzy, dowódca coś krzyczy. Jest skutecznie zagłuszany przez wybuchy i strzały. Z gąszczu dźwięków wyławiam tylko poszczególne słowa. "Przebiegamy przez pole...", "na górze są działka...", "uwaga na miny...". Co niektórzy już wybiegli zza węgła - jednemu udało się dojść, jednak dostał po nodze, trzej pozostali zginęli. Teraz moja kolej. Biegnę jako pierwszy, za mną trójka. Z wahaniem, jednak odważnie ruszyłem. Minąłem płotki, tabliczkę, przeskoczyłem nad dziurą po wybuchu. W duchu pomyślałem sobie: "Uda mi się!". Biegnąc nadepnąłem na coś twardego, mimo hałasu panującego wokoło usłyszałem brzęknięcie. To był odgłos odbezpieczanej miny... Wybuch. Ogrom piasku. Krzyk. Poczułem, że unoszę się w powietrzu. Świat zwolnił swój bieg, nadal lecę. Upadłem, lecz nic nie poczułem. Obraz mi się rozmazuje, ale nadal wszystko widzę. Nie czuję ciała, tylko umysł jeszcze funkcjonuje. Widzę żołnierzy, naszych żołnierzy, którzy przebiegają koło mnie, umykając wrogim kulom. Wiem już, że umrę. Czuję to. Czas jakby jeszcze bardziej zwalnia. Rodzina, narzeczona, przyjaciele. Zostawiam ich. Umieram myśląc o najbliższych. Oby powodziło im się dobrze..."

Producent: Electronic Arts
Gatunek: FPP
Wymagania: Pentium III 450, 128MB RAM, Win 98/ME/XP

OCENA: -9/10
Plusy:
+ Klimat
Minusy:
- Liniowość

Wyjście do AM