|
|||
|
.::.
Incubation military Biję pokłony przed twórcami wybitnego dzieła, niech żyją oni po wsze czasy opływając w dobrobyt i panienki! Niechaj za życia dostąpią boskości, albowiem wspaniała jest gra ich i ich gra jest wspaniała! Incubation na króla! Incubation na królową! Niech żyje Incubation! Myślę, że w poprzednim akapicie dość dosadnie przedstawiłem moją opinię, co do gry. Jednak słowa czci same w sobie dowodu na doskonałość nie dają, więc nieco rozwinę tą apostrofę. Zacznę może od fabuły, która jest rozwinięta, a przypomina nieco "Obcego" i inne tego typu (świetne) filmy. Na planecie Scay-Hallwa ludzie zakładają swoje miasta, rozbudowują się, słowem - kszałtują ją pod swoje gusta. I wszystko byłoby zupełnie wspaniale, sielanka pozwalałaby nawet na leżenie na hamaku i zupełne bimbanie na obowiązki, ale... Ludzki wirus wydostaje się poza obszar zabudowany, wprost do gniazd, jam, nor miejscowych zwierzątek. Milutkie stworki zmieniają się w mordercze potwory, które... niespodzianka! Mordują!!! Na planetę zostaje wezwany oddział kapitana Bratta, który ma pokazać maszkaronom najnowsze osiągi przemysłu zbrojeniowego (kula po kuli). Incubation jest turową grą taktyczną, podobną nieco do cyklu Jagged Alliance, lecz oddzieloną od niego przepaścią technologiczną. Grafika jest w pełni trójwymiarowa, dźwięk nie przypomina chrobotania wiatraczka a sama gra wciąga jak odkurzacz na bagnach. Dowodzimy kilku żołnierzowym oddziałem, którego skład zmienia się w zależności od naszych poczynań - tzn. ktoś może zginąć, a na jego miejsce kupimy innego. Jest tylko jeden (poza kilkoma wyjątkowymi misjami) niezastąpiony - rzeczony Bratt, w którego skórę, jak się wydaje, wchodzimy. Nasi podwładni za dzielne strzelanie dostają punkty doświadczenia, zwiększające ich poszczególne cechy i pozwalające na zakup nowych giwer. A tych jest całkiem sporo... pistolety, karabiny, CKM'y, snajperka, miotacz ognia, granatniki... W paru misjach mamy nawet wielkiego robota bojowego, którego wdziękom nikt i nic się nie oprze. Grafika, jako się rzekło, jest trójwymiarowa. Mimo wieku gry trzyma się całkiem nieźle; szczególnie dobrze prezentują się projekty poziomów - mimo, że niektóre mapy są jasne i kolorowe, to i tak atmosfera jest grobowa. Postaci już nie wyglądają tak pięknie, chociaż do potworków przyczepić się nie da. Animacja stoi na wysokim poziomie. A wszystko to suto podlane krwią... Wspomniałem już, że można dowolnie zmieniać położenie kamery? Ba! Nawet da się przełączyć w tryb FPP! Dźwięk... Ozłociłbym dźwiękowca i jego ekipę, a następnie wrzucił do basenu z miodem i mlekiem, i oczywiście z panienkami. Wszystko brzmi dokładnie tak, jak powinno, muzyka (w formacie audio!) mrozi krew w żyłach i szpik w kościach, a roplaskujące się mięcho ciętych bagnetem potworów miło łechta bębenki uszne. Aktorzy podkładający głos w wersji polskiej spisali się całkiem nieźle, więc narzekać nie będę. I najlepsze - piosenka, którą słyszymy podczas wychodzenia z gry. Zwyczajnie świetna! Klimatyczna a zarazem dynamiczna, z adekwatnym do treści (żołądkowych) gry tekstem. Mimo, że nie przepadam za rapem, ten utwór na zawsze zapadł mi w pamięć. Warto wspomnieć, że prócz muzyki są w nim też dźwięki otoczenia... np. chrzęst przegryzanej kości, syk czegoś czającego się w mroku... Gra jest wybitna! Najlepsza strategia, w jaką kiedykolwiek grałem - i mówię to z ręką na sercu! Ech, co ja gadam - Incubation nie tylko jest najlepszą strategią. To również doskonała strzelanka, wyścig, platformówka, zręcznościówka, TPP, przygodówka, wyborowa i zalewajka! Czemuż, ach czemuż nie powstał sequel?!?! (To znaczy - powstał, a zwie się "Battle Isle - Wojna, o Andozję", ale tyle ma z pierwowzorem wspólnego, co minister z ministrantem. I jest niegrywalna.)
Blue Byte
OCENA: |
|||