.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|To nie jest kolejna komedia dla kretynów|

Wymowny tytuł, nie? W oryginale jest jeszcze lepszy: "Not another teen movie". Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że zarówno angielska nazwa, jak i jej polski odpowiednik, powinny pozbyć się jednego, jakże małego, słówka "nie". I na tym w zasadzie mógłbym zakończyć recenzję.
Jednak tego nie zrobię. Po pierwsze, dlatego, że omawiany film pojawił się w katalogu kaset wideo pod nagłówkiem "NOWOŚCI". Drugim zaś powodem jest to, że zaczynają mnie już denerwować marne połupczyny po "American Pie".

Film powstał w 2001 roku, kiedy to tryumf święciła fala obrazów "szarlotkopodobnych". Trochę tych filmów powstało - jeden był lepszy, drugi gorszy, ale ogólnie trzymały się tych samych ram i tej samej tematyki. Sytuacja całkiem podobna do tej z Juzefem kilka miesięcy temu w AM :). Omawiany tutaj, jest niczym innym, tylko prawnukiem wielkiego protoplasty. I jako taki, w sumie niewiele ma do gadania.

Fabuła. Zastanówcie się, jaka może być fabuła w tego typu filmach? Tradycyjnie - jakaś tam szkoła, jacyś tam ludzie i ich problemy. I tu się zaczyna jazda :). Tradycyjnie, jest kilku kolesi, którzy mają problemy z dziewczynami; uczennica z Francji :); koleś, który ma problemy z identyfikacją kulturową; oraz paczka przyjaciół, z których jeden, zakłada się że z najbrzydszej/najdziwniejszej dziewczyny w szkole zrobi królową balu matrualnego - skąd ja to znam?. Zapomniałbym jeszcze o właśnie tej dziewczynie - Janie, całkiem, całkiem zresztą. Żeby tego nie było przypadkiem mało - jest jeszcze taka jedna brunetka, która próbuje zaciągnąć własnego brata do łóżka.

I czegóż można się spodziewać po takiej mieszaninie? Akcja filmu jest prosta jak drut, nie wymaga żadnego wysiłku umysłowego. No, może ciut przesadziłem - miejscami pojawiają się podobno aluzje do znanych seriali młodzieżowych typu "Jezioro Marzeń" czy "Asy z Klasy". Napisałem 'podobno' ponieważ powyższych nie oglądałem, a opieram się tu na zdaniu kumpli, z którymi miałem przyjemność obejrzeć film - pozdrowienia!
Kilka razy wspominałem już, że obraz ten jest klonem "Amerykańskiej Szarlotki". A klon, jak to klon - trochę się różni od oryginału, choćby liniami papilarnymi, czy charakterem. Tak też jest i tym razem. Ale bynajmniej nie w sensie pozytywnym. W porównaniu do poprzednika, TNJKKDK (uff!) jest ciosany większą siekierą. Znajduje się w nim kilka scen, które - przez chamstwo i obrzydzenie - człowiek chce przewinąć, albo takie które już dawno widział.
Innymi słowy mówiąc - w filmie nie znajdziecie nic odkrywczego. Te same kawałki, te same numery. Tylko film miejscami mocniejszy lub, jak kto woli, bardziej chamski oraz subtelny, niczym rewolucja październikowa.

Wybaczcie, że recenzja jest tak krótka i prymitywna, ale jest takie przysłowie - "jaki pan, taki kram". Dlatego właśnie, przydałoby się jakoś podsumować cały ten kram. Jeśli ktoś lubi niezobowiązującą rozrywkę - może śmiało obejrzeć. Tym bardziej, jeśli, tak jak w moim przypadku, będzie się oglądało w towarzystwie paczki kumpli. Wiadomo - facet to świnia, więc będziecie się nawet dobrze bawić. Sam się nawet nieźle kilka razy uśmiałem :)).

jeszcze tylko kwestia oceny. Stosując CeKaeMowską skalę - śmieszny po dużym kuflu piwa. Jeśli zaś chodzi o tradycyjną ocenę - za ojca głównej bohaterki, weterana z Wietnamu niech będzie...

4+/10

.:|Gregorius|:.



|strona 5|