Puchar Świata w Zakopanem
18-19.01.2003

Z wielkimi nadziejami usiedliśmy przed telewizorami. Jak to będzie? Czy Małysz wygra? Tego nie wiedział nikt. Przy Wielkiej Krokwi zgromadziło się około 50 tysięcy widzów, chociaż FIS ogranicza maksymalną ilość widzów do 37 tys. Ludzie byli wszędzie. Niektórzy z nich, aby coś zobaczyć, wchodzili nawet na wysokie drzewa. Organizacja zawodów była wspaniała. Doskonała praca DJ-ów i wspaniałe nagłośnienie spowodowało, że wszyscy kibice bawili się, cieszyli i śpiewali. Wróćmy jednak do zawodów. Do głównego konkursu, awansowało tylko czterech Polaków z ośmiu wystawionych! Nie jest to dużo jak na gospodarza Pucharu świata, zważywszy, że w konkursach odbywających się w Austrii czy Niemczech startowało zazwyczaj powyżej dziesięciu zawodników z kraju organizującego zawody. Ale cóż, mówi się trudno, lecz taka jest prawdziwa sytuacja w polskim narciarstwie. Już na początku zawodów było dobre skakanie: Austriak Nagiller skoczył 129 metrów! Wkrótce startował Pochwała, ale skoczył zaledwie 109 metrów. Zastanawiałem się wtedy, czemu podczas MP skakał wspaniale i niemal zabrał tytuł Małyszowi, a teraz skoczył tak słabo. Po skokach kilku kolejnych zawodników, na belce pojawił się Robert Mateja. Skoczył trochę lepiej, bo na 114. metr, ale i tak nie wystarczało to do awansu do drugiej serii skoków. Po kilku minutach na rozbiegu pojawił się tzw. "diabełek zakopiański", Marcin Bachleda. Skoczył 118 metrów, pokazując kolegom jak powinni to robić. Obliczyłem, że jeżeli jeszcze pięciu skoczków skoczy gorzej niż on, to będziemy mieć przynajmniej dwóch Polaków w drugiej rundzie, bo co do awansu Adama, to nie miałem wątpliwości, że awansuje. Na szczęście tak się stało i Bachleda uplasował się dokładnie na 30 miejscu! Kiedy przyszła kolej na piętnastu najlepszych zawodników w generalnej klasyfikacji, zaczęło się skakanie na najwyższym poziomie. Najpierw Morgenstern skoczył 128 metrów, potem i inni daleko lecieli. Gdy na belkę wsiadł Hannawald, kibice nie buczeli. To dobrze o nich świadczyło. Hannawald po wyjściu z progu leciał, leciał i leciał, i wylądował na 140. metr (bijąc o 3,5 metra rekord Małysza ustanowiony na Mistrzostwach Polski), a najdziwniejsze było to, że ustał ten skok. To było coś nie prawdopodobnego. Zaraz potem skakał Adam. Widział to wszystko co zrobił Hannawald. Na pewno chciał skoczyć tak samo. Bardzo ładnie poszybował, ale wylądował o 6 metrów bliżej, na 134 metrze. Wówczas był trzeci, tuż za Peterką i Hannawaldem. Potem przyszła kolej na Widhoelzla. Skoczył przeciętnie, bo tylko 125 metrów. Jako następny skakał Hoellwarth. Austriak skoczył bardzo słabo, uplasował się tuż przed Ammannem i Bachledą, na 28 miejscu. Jako ostatni skakał Ahonen. Fin skoczył również nie najlepiej, zajmując miejsce w połowie drugiej dziesiątki. Sytuacja była bardzo dobra, ponieważ Adam odrabiał straty punktowe do wszystkich zawodników, których miał przed sobą w klasyfikacji Pucharu świata. Do tego Hannawald lądował bez telemarku, więc dostał najniższe noty konkursu. O bardzo wysokim poziomie zawodów świadczy to, że skok na 128 metrów dawał dopiero 10. miejsce. W przerwie między seriami był wywiad z Prezydentem RP, z Adamem, dyrektorem zawodów, dyrektorem FIS-u, Walterem Hoferem i z Apoloniuszem Tajnerem, trenerem polskiej kadry skoczków. Na drugą serię czekaliśmy z wielkimi nadziejami, że może uda się Adamowi odrobić straty do prowadzących w konkursie. Marcin Bachleda skoczył słabo, być może dlatego, że obniżono rozbieg. Ammann skoczył jednak jeszcze gorzej i jako jedyny został sklasyfikowany za Bachledą. Jako następny skakał Hoellwarth, który zdołał wyprzedzić kilku zawodników (ostatecznie zajął 25 miejsce). Po kilku minutach swój skok oddał Ahonen, który skoczył po raz kolejny słabo i zajął ostatecznie 20. miejsce. Później skakał Widhoelzl. Skoczył dość dobrze i dostał się do pierwszej dziesiątki. Wtedy zaczęło się prawdziwe skakanie. Wszyscy zaczęli daleko latać. Tuż przed skokiem Małysza ktoś puścił petardę i Adam musiał poczekać, a wiatr był wtedy dobry. Niektórzy nawet rozważali, że mogą Adama zdyskwalifikować, ale na szczęście tego nie zrobiono, a Adam skoczył na 128 metr, zajmując drugie miejsce za Austriakiem Florianem Lieglem. Wiedzieliśmy już, że Adam tym razem nie wygra. Peterka skoczył trochę słabiej, więc było już pewne, że Adam zajmie miejsce na podium. Hannawald pokazał wielką klasę i skoczył bezpiecznie na 134 metr, zapewniając sobie zwycięstwo. Dziś był nie do pobicia. Może jutro Adam po raz pierwszy w tym sezonie zdobędzie 100 punktów za jednym razem. Oby.

Dzień był pogodny. Skoki tym razem nie były już rozgrywane przy sztucznym oświetleniu, a przy zwykłym świetle dziennym. Do konkursu głównego oprócz wcześniejszej czwórki Polaków, awansował Grzegorz Sobczyk. W konkursie było więc więcej nasych reprezentantów, ale nie było to, co przed rokiem, gdy zakwalifikowało się ponad dziesięciu. Jak zawsze na początku skoki nie były dalekie. W tym i Polaków. Co prawda Grzegorz Sobczyk nie skoczył źle, ale na pewno stać go na więcej. Później skakał Tomek Pochwała. Wylądował na ostatnim miejscu po skoku na 100. metr. Po kilku minutach na belce zasiadł Robert Mateja. Skoczył podobnie do Tomka - 102,5 metra. Liczyłem, że Marcin Bachleda pokaże w końcu jak trzeba skakać. Ale nie tego się spodziewałem. Marcin skoczył bardzo słabo (110 metrów) i do tego zaliczył upadek. Na szczęście nic mu się nie stało, ale za to narty ucierpiały - całkiem się połamały. Szkoda, wielka szkoda. Ale trzeba wrócić do konkursu. Skoki były coraz lepsze. Kilku skoczków skoczyło bardzo daleko, ale nie było to to co wczoraj. Pod koniec stawki pojawił się Adam Małysz. Skoczył dobrze, ale nie na tyle by objąć prowadzenie w konkursie. Tuż po nim skakał Hannawald. Znów skoczył bardzo daleko, nie dając innym szans. Ahonen nie pokazał wielkiej klasy, jaką pokazywał podczas Turnieju Czterech Skoczni. Pierwszy był Hannawald, drugi Austriak Liegl, trzeci Primoz Peterka, a czwarty Adam Małysz. W drugiej serii warunki na skoczni się nie zmieniły. Nadal wiał lekki wiatr w plecy skoczków. Jak już wczęśniej wspomniałem, do konkursu głównego, oprócz Adama, żaden z Polaków nie awansował. Skoki były dobre, ale cały czas czułem niedosyt, bo we wczorajszym konkursie była walka, a tutaj... Dopiero końcówka była w miarę dobra, ale nie było takich emocji. Na początku bardzo daleko skoczył Andreas Goldberger (128,5), potem Pettersen (124). Reszta skoczków lądowała niedaleko punktu K. Dopiero Adam skoczył nieźle, bo 125,5 metra. Potem skakał Słoweniec Peterka. Na szczęście skoczył minimalnie gorzej od Polaka, plasując się za Adamem o 0,4 punkta! Adam był na podium - to było pewne. Został Liegl i Hannawald. Austriak skoczył 125 metrów, nie dając szans Polakowi. Został Niemiec. Hannawald nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał tej okazji. Skoczył bez najmniejszego trudu 130 metrów i został bezapelacyjnie zwycięzcą konkursu w Zakopanem. Tak jak wczoraj, podium nie zmieniło się. Nie udało się Małyszowi wygrać zawodów w Polsce. Szkoda. Może w Japonii się uda. Miejmy taką nadzieję.

» Komentarz - Oba konkursy komentował Włodzimierz Szaranowicz. "Szron" nie pokazał wielkiej klasy, ale też nie wypadł słabo, tak jak miał w zwyczaju. Wiele razy mówił bez sensu, przerywał, tak jakby myślał, że komentuje dla siebie. Widać, pana Szrona angażuje TVP na ważniejsze zawody, dlatego obawiam się już Mistrzostw świata :).

» Transmisja - Nie było żadnych problemów z transmisją skoków, ponieważ konkurs był odgrywany w Polsce. Pojawiły się drobne zakłócenia, ale było to spowodowane złym odbiorem przekazu stacji regionalnej, która nadawała sygnał. Normalnie mówiąc: był błąd w przesyłaniu sygnału przez regionalny nadajnik.

» Przygotowanie konkursu - Przygotowanie konkursu było doskonałe. Doskonała oprawa muzyczna, wiele wywiadów. Wszystko to, co było potrzebne, było tutaj, w Zakopanem.

» Szczegóły techniczne - Największym plusem tego konkursu pod względem technicznym było nałożenie dwóch skoczków podczas swego skoku. Niestety nie była to dokładna robota, ponieważ ujęcia kamer były robione ręcznie, co powodowało nieścisłości. Brakowało mi tylko tej zielonej linii, która wskazuje ile musi dany zawodnik skoczyć, by wyjść na prowadzenie.

Matys
adam-matysiak@wp.pl