Puchar Świata w Libercu
Do konkursu głównego awansowało trzech Polaków. Oprócz Adama skakał też Robert Mateja i Krystian Długopolski. Komentatorem tych zawodów był ... pan Miklas. Na szczęście nie było już Szrona, który doprowadzał do białej gorączki. Już jako czwarty skoczek startował Polak. Niestety Długopolski skoczył bardzo słabo, nie doskoczył nawet do setnego metra. Ostatecznie uplasował się na przed ostatnim miejscu. Trochę później skakał Mateja i nawet nieźle mu to wyszło. Co prawda, nie doskoczył do punktu K, ale i tak skok był dobry. Warto przypomnieć, że w konkusie nie brali udziału Japończycy oraz Schmitt i Hoellwarth. Była to szansa, by Małysz wyprzedził Austriaka. Pod koniec oddawano już dalekie skoki. Przed skokiem Małysza prowadził Norweg Romoroen z Morgensternem (131 metrów). Małysz skoczył bardzo, ale to bardzo słabo i po pierwszej serii był 25 (Mateja był 27)! Źle widziałem drugą część zawodów. Mateja znów skoczył przyzwoicie, na 115 metr i zajął 26 miejsce. Tuż po tym skakał Adam. Na szczęście skoczył dobrze, na 128 metr, ale nie wyprzedził Austriaka Liegla. Potem przypomniało się nam Bischofshofen, gdzie Adam wyprzedzał jednego po drugim. Tu było podobnie, tyle, że teraz skakali lepiej. Adam zdołał wyprzedzić kilkunastu skoczków, ale i kilkunastu nie udało się. Małysz zajął w pierwszych zawodach w Libercu 15 miejsce. Wygrał Austriak Morgenstern, drugi był Widhoelzl, a trzeci Czech Janda.
Kwalifikacje do drugiego konkursu odbyły się tuż przed konkursem głównym. Znów było trzech Polaków. Drugi konkurs w Libercu stał pod dużym znakiem zapytania, ponieważ od rana wiał silny wiatr. Pierwsi skoczkowie nie lądowali daleko. Przed naszym skoczkiem, Długopolskim, zawodników, którzy skoczyli ponad 100 metrów, było trzech. A Krystian nie skoczył źle. Oddał skok na odległość 106 metrów i był drugi.Z każdym kolejnym skoczkiem szanse na awans wciąż rosły. Tak było do 17 skoczka. Później wiatr unie możliwił wznowienie zawodów i po 35 minutach czekania, odwołano zawody. No cóż, taki jest los. Następny konkurs będzie w Zakopanym i mam nadzieję, że nie tylko publiczność, ale i wiatr sprzyjał polskim skoczkom. To na razie tyle, dziękuję państwu za uwagę, mówił Adam Matysiak :).
W związku z tym, że nie odbyły się drugie zawody, dzisiaj napiszę obszerną relację o przygotowaniu konkursu. Od tego konkursu zmienię też trochę tryb oceniania. Będę się głównie zajmował nad komentarzem, transmisją, przygotowaniem konkursu przez organizatorów oraz na szczegóły techniczne. Zaczynajmy:
» Komentarz - Komentatorem zawodów w czeskim Libercu był Krzysztof Miklas. Chwała Bogu, że zabrakło Szaranowicza. Oba te konkursy byłyby totalnie źle ocenione przez widzów. Na szczęście pan Miklas komentował tak jak zawsze. Spokojnie, ale szegółowo. Oczywiście miał kilka wpadek, ale nie miały one zbytniego wpływu na ocenę komentarzu.
» Transmisja - Z tego co wcześniej pisałem, wiadome jest to, że Liberec leży w Czechach. A każdy Polak wie, że Czechy są naszym sąsiadem. Dlatego transmisja była płynna i nie było żadnych błędów technicznych. {Wiesz, w dobie nowoczesnych technik komunikacyjnych nie sądzę, by odległość tak znacząco wpływała na jakość transmisji. - Taw}
» Przygotowanie konkursu - Ostatni konkurs w Libercu był kilka lat temu. Na początku stycznia powróciły skoki do tego czeskiego miasta. Skocznia jest dość nowoczesna. Organizatorzy postarali się, by konkurs był jak najlepiej przygotowany. Niestety widzów było bardzo mało (koło 10 000), w tym 4 000 Polaków! Śnieg był dobrze przygotowany i gdyby nie silny wiatr, to zawody byłyby przeprowadzone idealnie, ale organizatorzy nie mają wpływu na wiatr.
» Szczegóły techniczne - Podczas oczekiwania na drugi konkurs skoków, mogliśmy obejrzeć kilka materiałów dotyczących skoków. Takim, który najbardziej mi się spodobał, to był o woskowaniu nart. Wcale nie jest to takie łatwe, jakby się zdawało. Oprócz tego mogliśmy posłuchać rozmowy dwóch reporterów na temat skoków. Kibice polscy zachowywali się tam bardzo dobrze i dopingowali nawet Czechów.
Matys
adam-matysiak@wp.pl