Tauplitz/Bad Mitterndorf/skocznia Kulm
Pierwszego dnia lutego odbył się pierwszy konkurs Pucharu Świata w lotach narciarskich. Na początku dobre wieści. Małysz bardzo dobrze spisywał się na treningach, bijąc nawet rekord skoczni o 5 metrów, ale długo się nie cieszył, bo i Hannawald pobił rekord, tyle że tym razem skoczył o 4 metry dalej niż Adam. Niezależnie od tego, widać było, że Polak jest w formie. Do głównego konkursu awansowali wszyscy Polacy: Robert Mateja, Tomisław Tajner, Marcin Bachleda i Adam Małysz. Nie będę dłużej przeciągał, zaczynamy. Na początku, tak jak mogliśmy się spodziewać, nie było dalekich skoków. Startowali tacy zawodnicy jak np: Christoff Duffner, czy Tommy Ingebrigtsen. Jako dziesiąty skakał Robert Mateja, który ostatnio wygrał Turniej Kontynentalny (Puchar Świata drugiej kategorii), a w dodatku zajął 10. miejsce w kwalifikacjach! Niestety podczas konkursu skoczył bardzo słabo, nie dając sobie szans na awans. Po paru minutach na belce pojawił się drugi z Polaków, Tomisław Tajner. Tak samo jak Mateja, Tonio zawiódł. Został nam jeszcze tylko Marcin Bachleda, ale o tym za chwilę. Zapomniałem wspomnieć jeszcze o kibicach. Ludzi było podobno około 30 tys., czyli mniej więcej o 20 tys. ludzi mniej niż w Zakopanem! Warto dodać, że widownia wokół skoczni mamuciej jest o wiele większa niż przy skoczni dużej. Nie dorównywali także naszym kibicom pod względem głośności dopingu. Austriacy byli dość cicho w porównaniu do Polaków, co powinno jeszcze bardziej nas podbudowywać. Wrócę do konkursu. Po kilku minutach od skoku Tonia, jako dwudziesty pierwszy skoczek, na belce pojawił się Marcin Bachleda. Pokazał w końcu swoim kolegom, jak trzeba skakać, ale nie była to odległość, która dałaby łatwy awans. Od Polaka musiało skoczyć gorzej jeszcze 4 zawodników, a z ubiegiem czasu byli już coraz tylko coraz lepsi. Od czasu do czasu były lepsze skoki, ale zdarzały się też słabsze, lecz na tyle dobre, by wyprzedzić Bachledę. Po kilku słabszych skokach, dwaj Austriacy zaczęli dominować. Pierwszy skoczył ponad 200 metrów i był to Christian Nagiller, a drugi to Florian Liegl - skoczył bardzo daleko, na 208 metr. Ten skok był pewnego rodzaju prezentem urodzinowym, ponieważ tego dnia Liegl skończył 20 lat. Pod koniec pierwszej serii wiatr nieco się pogorszył, co spowodowało, że Pettersen i Peterka skoczyli bardzo słabo. Po Peterce skakał Sven Hannawald. Nie był to rewelacyjny skok i praktycznie nie dawał już mu szans na zwycięstwo. Po Niemcu skakał Andreas Widhoelzl. Jego skok był podobny do Hannawalda, ale minimalnie mu zabrakło by wyprzedzić Niemca. Po skoku Austriaka na belce pojawił się wicelider klasyfikacji Pucharu Świata, dwukrotny jego zdobywca, dwukrotny medalista olimpijski, mistrz i wicemistrz Mistrzostw Świata sprzed dwóch lat, rekordzista wielu skoczni, rekordzista Świata w odległości na średniej i dużej skoczni, rekordzista Polski, proszę państwa przed nami, Adam Małysz!!!!!!!!!! Nasz najlepszy skoczek nas nie zawiódł i skoczył bardzo daleko, na 197,5 metra, co dawało mu trzecią pozycję, za dwoma Austriakami. Jako ostatni skakał Fin Janne Ahonen. Ostatnio nie jest w wysokiej formie, co mogliśmy oglądać podczas konkursów w Japonii. Ahonen nie poleciał daleko i zajął 19 miejsce po pierwszej serii. Była to duża niespodzianka, bo rosła szansa Małysza by po raz pierwszy w tym sezonie założył żółty plastron lidera. Druga seria była trochę dla nas smutna, ponieważ tym razem szczęście nie dopisało Bachledzie i Polak zajął 32 miejsce, tuż za głównym konkursem. Już na początku drugiej serii skakali wielcy zawodnicy, tyle że nie skakali tak dobrze jak we wcześniejszych konkursach. Najpierw Pettersen, później Peterka, Hautamaeki i Ahonen. Wszyscy skakali słabo, ale Ahonen z 19 miejsca awansował na miejsce 16, co jednak i tak było jego porażką. Prawdziwe długie loty zaczęły się dopiero pod koniec, gdy szósty po pierwszej serii Hannawald poleciał najdalej w całej drugiej serii lądując na 196 metrze. Nikt go na razie nie zdołał wyprzedzić. Za Małyszem o 0.1 punktu był Słoweniec Kranjec. Młody skoczek nie podołał zadaniu i nie wyprzedził Hannawalda. Trzeci po pierwszej serii Adam, musiał skoczyć w granicach 195 metrów. Niestety zabrakło odległości i not, ponieważ sędziowie dość nisko ocenili lot Małysza. W obecnej chwili Adam był drugi, za Hannawaldem. Zostało jeszcze dwóch skoczków z Austrii. Pierwszy z nich, Christian Nagiller, nie skoczył dalej od Polaka, a różnica między nimi po pierwszej serii wynosiła zaledwie 0.2 punkta. Tym samym oddał Małyszowi miejsce na podium. Został Florian Liegl. Austriak nie przepuścił szansy jaka się nadarzyła, sprawiając tym samym najlepszy prezent urodzinowy. Zatem Adam na podium. Brakuje nam tylko zwycięstwa. Może jutro.
Drugiego lutego odbył się drugi konkurs w lotach narciarskich zaliczany do Pucharu Świata. Skocznia ta okazała się tym razem pechowa dla Polaków. Do głównego konkursu, oprócz Małysza, awansował jedynie Robert Mateja. Marcin Bachleda, który we wczorajszym konkursie był tuż za główną "30", tym razem był tuż za konkursem, bo 51! Jak pech, to pech. Tonio Tajner był 53. W kwalifikacjach, Austriak Christian Nagiller skoczył 220 metrów!, co byłoby rekordem skoczni, gdyby się nie przewrócił. Co prawda nie było to z jego winy, bo przyczyną upadku było obluzowanie się narty, ale i tak był to wspaniały wynik jak na tę skocznię. Na początku zawodów skoczkowie bardzo męczyli się z gęsto padającym śniegiem i to powodowało, że bardzo blisko lądowali. Jako siódmy skakał Robert Mateja. Polak skoczył słabo, ale na szczęście organizatorzy podnieśli rozbieg i ten skok się nie liczył. Skoki po podniesieniu belki nie były rewelacyjne, ale znacznie lepsze. W tej serii nie było niespodzianek, więc aż do czasu, gdy na skoczni pojawili się główni zawodnicy skoki nie były dalekie. W pierwszej części serii nikt nie skoczył powyżej 185 metrów (punkt K). Dopiero najlepsi skoczkowie pokazali klasę. Daleko skoczył Hannawald i Widhoelzl, nie wspominając o wcześniejszych zawodnikach tj. Matti Hautamaeki czy Florian Liegl. Adam skoczył bardzo dobrze, plasując się tuż za Hannawaldem. Janne Ahonen, który skakał jako ostatni, wytrzymał tym razem presję i skoczył nieźle, ale nie rewelacyjnie. Sytuacja po pierwszej serii była dobra, ponieważ Małysz był tuż za Hannawaldem, a miał przewagę nad Ahonenem i gdyby tak zakończyły się zawody, Adam założyłby po raz pierwszy w tym sezonie koszulkę lidera. Odbyła się jednak druga seria i wszystko się zmieniło. Skoki na początku tej serii były, tak jak podczas wcześniejszej, słabe i dopiero najlepsi zawodnicy stworzyli iście gorącą atmosferę. Daleko skoczył Nagiller, Hautamaeki, Ahonen, Liegl, ale nie Małysz. Niestety Polak skoczył "zaledwie" 185 metrów i zajmował dopiero trzecie miejsce, tuż przed Ahonenem. Oczywiście Hannawald wykorzystał szansę i wygrał drugie zawody w Kulm. Drugi był Liegl, trzeci Hautamaeki, czwarty Adam, piąty Ahonen. Niestety różnica punktowa między czwartym a piątym miejscem wynosi 5 punktów, czyli o jeden punkt za mało. No cóż, tak bywa. Tak jak wcześniej pisałem, skocznia w Kulm nie jest szczęśliwa dla polskich skoczków. Tak zakończył się drugi konkurs lotów narciarskich.
» Komentarz - Komentatorem zawodów był Krzysztof Miklas. Po raz pierwszy nie mam za najlepszego zdania o tym komentatorze. Często mylił zawodników, a do tego nie pamiętał podstawowych punktów przyznawanych za poszczególne miejsca. Oprócz tego nie było innych błędów.
» Transmisja - Zawody w Bad Mitterndorf odbywały się w Austrii, ale nie przeszkadzało to w oglądaniu skoków. {A czemu to, że były w Austrii. miało przeszkadzać w oglądaniu? ;)} Czasem były tylko problemy z dźwiękiem.
» Przygotowanie konkursu - Zawody były przygotowane bardzo dobrze, ale po ich zakończeniu cała widownia była zaśmiecona i naprawdę brzydko to wyglądało. Widać, że publiczność austriacka jest gorzej wychowana od polskiej. {Hehe, patriota się znalazł :). A Polaków tam w Austrii nie było? ;)}
» Szczegóły techniczne - Nie było awarii komputera, była pokazywana zielona linia, która wskazywała, ile dany skoczek musi skoczyć by wyjść na prowadzenie. Nie było prócz tego nic godnego uwagi.
Matys
adam-matysiak@wp.pl