Debiut - brat (siostra?) Idola. Krótkie podsumowanie tegoż.

{To ja się od razu na samym początku tekstu bezczelnie wtrącę :). Moim zdaniem podsumowywanie czegoś, co nawet się jeszcze nie zaczęło, to działanie dość ryzykowne... Ale - zobaczmy, co Sly pisze. - Taw}

Kilka tygodni temu podczas jednej z reklamówek nadano informację, iż na polskiej scenie telewizyjnej (konkretniej w Polsacie) niezaprzeczalnie pojawi się nowy program mający na celu znalezienie w szarej i nieciekawej codzienności kilka perełek obdarzonych kunsztem aktorskim. Oczom moim (troszkę już schorowanym przez ciągłe ględzenie na ircu ;>) ukazało się kilkusenkundowe wstawki filmowe, na jakiej zasadzie wszystko się będzie odbywać. Przyznam szczerze - standardowa procedura. Już na pierwszy rzut oka wszystko skojarzyło mi się z Idolem. Nie wiem jak, niemniej logo - choć czerwone - po drobnych kilku kosmetycznych zmianach tudzież zastosowaniu filtru, wyglądałoby jak te z programu, który osiągnął już całkiem sporą popularność, i którego rola w poszukiwaniu Idola nie została spełniona mimo informacji o sprzedaży płyt panny Janosz...

Sam "Debiut" stawia się w świetle gorszego klona starszego brata. (siostry?) Przynajmniej ja uważam, iż poziom tegoż wcale zadowalający nie będzie. Wiadomo, jaką rolę pełnił w Idolu pan Wojewódzki. Choć cham z niego, niespodzianie emanowało od niego takimi tekstami, że hola! Czyniło go zatem showem dosyć ciekawym i interesującym w kontekście widza. {A ktoś mówi, że Wojewódzki jest niepowtarzalny? ;)} Pewnych rzeczy jednak mimo usilnych prób nie da się powtórzyć, a do tego tak zagmatwać zasadami i ogólną wizualnością, żeby było to korzystne dla konsumenta, czyli mnie. A nie sądzicie chyba, że idea i cała otoczka "Debiutu" nie jest rodem wzięta z Idola? Jest. Po kilku spotach reklamowych jest już to odczuwalne i zauważalne. Ale nie da się producentom ukryć, że konsekwencja to ich silna strona. :>

Niedługo finał Idola II. Ten nie bawi już tak jak kiedyś, a i atmosfera dziwnie niesprzyjająca. Koledze Wojewódzkiemu wyraźnie skończył się poziom i spis wszystkich argumentów tudzież zabawnych tekstów, aczkolwiek wiadomo, iż zapoczątkował pewien rodzaj chamstwa i zbytniego podejścia pod uczucia uczestnika w takich programach szerząc nonszalanckie - dla mnie - propagandowe hasła, często niezrozumiałe. Działa nieubłagalnie na emocjach uczestników, wbrew ich woli. Czego się doczekaliśmy po finale Idola? Niczego. Niby ktoś tam płyty nagrywa, niby szum wokół nich wielki, niemniej popularność nie taka, jak jury by chciało. (A na tyle słaba, by zawojować i odmienić na nowo polski przemysł muzyczny) {Sly, teraz sam sobie zaprzeczasz - właśnie o to chodziło! By "zawojować i odmienić polski przemysł muzyczny" :).} Ale na co liczyliśmy wybierając na tytułową gwiazdę dziewczynę nieposiadającą pewnych cech jak determinacja i dynamizm? {Akurat "dynamizmu" Ali bym nie odmówiła ;).} A sposób śpiewu Ali trafia bodajże do coraz mniejszej garstki ludzi. {Czy sposób śpiewu? Ala ma niezły, popowy głos i właśnie dzięki sposobowi śpiewania wygrała program. To, co spowodowało, że jej płyta nie okazała się wielkim sukcesem to raczej dobór utworów, poziom tekstów i parę innych spraw.} Z czegoś powstać miało coś, tymczasem po drodze to się zgubiło, i nie ma nic. Kompletna pustka. Zero totalne. Wybawca nie okazał się Mesjaszem, a wybitnie tandetnym inicjatorem kolejnej sagi młodych gniewnych typu "nieprzemijającego" Ich Troje. Utwierdził mnie tylko w przekonaniu, iż Polska kocha (szanuje wręcz i popiera!!!) tandetę. Tandetę w czystym znaczeniu tego słowa. Popartą do tego ohydnymi przyprawami... Bez żadnej kwintesencji pojęcia "muzyka".

Przyznam, że nie widzę szansy istnienia (w sensie znaczenia: dobre widowisko) programu Debiut. Naturalnie walory eliminacyjne sprawią, iż zawrotna część kraju zasiądzie przed Tv i "emocjonować" kolejnymi montażami. O ile Wojewódzki jeszcze coś wnosił do Idola, to znalezienie odpowiedniej osoby pokroju tegoż na bazie dziedziny aktorskiej - jest dla mnie niemożliwe. {A skąd wiesz? Ja nie znam ludzi z branży aktorskiej. Z muzycznej też nie znałam. A mój kolega po przyjeździe z castingu opowiadał mniej więcej tak: "Jury było fajne, był Cygan, jedna facetka co uczyła Górniaczkę śpiewać i jeszcze dwóch takich." Dodaję, że chodzi tu o pierwszy casting ;).} Nieprzerwalnie sądzę, iż Idol bez pana Kuby nie byłby w stanie udźwignąć konkurencji... {A po co ma dźwigać? Wystarczy, że pokona ;).} A tak przez kilka miesięcy dostaniemy show emanujący głupotą, sztucznością wykonania, zrealizowany na schematach wcześnie przedstawionych. Polskie kino i tak cierpi na schorzenie, straciło wiele na wartości i w przeciągu kilku(nastu) lat nie pojawiło się za wiele ciekawych pozycji spod narzędzi naszych rodaków. Po co więc kolejna gwiazda? Aby obalić istniejące już w telenowelach? Nie wiem.

Z Polsatem już jest tak, że szukają czegoś na siłę. Bezpodstawnie. Bez patrzenia na skutki swoich poczynań, jakichkolwiek konsekwencji. Oni się nie martwią i zawracają głowy tym, kto wygra program, a ile wpadnie im do kieszeni. Jest on czystym (dla mnie) tworem komercyjnym bazującym na polskiej nieumiejętności, niemożności, ale też i nieprzewidywalności, która w większości wypadków okazuje się jednak być negatywna. Co powie zwycięzca i "Wielki Idol Sceny Filmowej" kilka miesięcy po triumfie? Nie opłacało mi się. Polsat zapomni, widzowie również... i tak dobiegnie "kariera" człowieka, który myśli, iż za sprawą telewizji można się wybić. Można sobie powiedzieć prosto w twarz, bez żadych ściem i dywagacji, niuansów czy insynuacji, że zwycięzca tak naprawdę nie osiągnie wiele. Śmiem twierdzić, że żaden poważny (a do tego szanujący) się reżyser nie zaangażuje początkującego amatora, a do tego nie pomyśli chyba, że ten spowoduje, iż film odniesie sukces. Triumfator kłębił się gdzieś będzie w pustce otoczenia, gigantycznej machinie reklamy i filmu i nie będzie w stanie... podołać, zbawić, odmienić... Dla mnie to czysta profanacja i negacja. Tyle. Co wyniknie z tej - jak ja to określam - nieporadności? Każdy chyba będzie miał okazję się przekonać. Rola w serialu "Samo życie" jest żadną nagrodą. Sam serial dla mnie jest szczytem zgranych chwytów z innych seriali, a fabuła schodzi już totalnie na psy - przekręcana i coraz bardziej mącona przez producentów. Czy to ktoś w ogóle ogląda?! (Aha, i nie oglądam tej czystej, emaującej amatorszczyzną i lamerstwem, beznadziei. Nie oglądam i już!)

Zastanawiał się ktoś kiedyś, czy my - naród o wysokiej samoakceptacji, potrzebuje coraz to nowych aktorów? Wiem, że twierdząc, iż zwycięzca nie ma prawa bytu, sam siebie skazuje na pewną krytykę z kilku frontów, acz nie mogę zrozumieć, po co to wszystko?! Kino rodzime cierpi, przeżywa wyraźną tendecję zniżkową, coraz mniej pieniędzy krązy wokół tego fachu, dlatego co lepsze produkcje zdarzać się będą coraz rzadziej. A kto pomyśli, żeby zaaplikować widzom rozrywkę z jakimś "patałachem", który wygrał nędzny program na Polsacie? No kto?

Jeśli czegoś nie rozumiecie - trudno. Wszystko jest jasne, proste i czytelne. A język przeze mnie używany nad wyraz prosty.

Sly
(zły, ponieważ jego plastyczka zrujnowała mu jego ambicję...)
slyther@o2.pl
amsport@o2.pl

God Save The Sport Corner and his chief Sly :>

{A ja na zakończenie chciałam dodać, że sama jestem ciekawa, na ile prognozy Sly'a spełnią się, i przeprosić za dzisiejszy wzrost skłonności do dopisywania się. Wybaczcie mi to! :)}