Radio, prasa, Internet... - o Unii Europejskiej głośno jest we wszystkich mediach. Programów związanych z Unią nie mogło więc zabraknąć również w telewizji. Jednym z nich jest "Hiszpańska corrida".

Hiszpańska corrida - jeszcze jeden program o Unii?

Program wyprodukowany został przez TVN 24. Dziennikarze z pierwszej polskiej telewizji informacyjnej już niejednokrotnie udowadniali, że znają się na tym, co robią, a logo TVN 24 staje się powoli swoistym znakiem jakości. "Hiszpańska corrida" tylko to potwierdza. Zanim jednak dojdziemy do oceny, słówko o tematyce.

Jak już wspomniałam, program dotyczy Unii Europejskiej, koncentruje się jednak na jednym z krajów członkowskich - jak łatwo odgadnąć, Hiszpanii. W kolejnych odcinkach prezentowane są kolejne aspekty życia Hiszpana-Europejczyka - takie jak nowa waluta czy religia. Wszystko to prezentowane jest w prosty, zrozumiały sposób, a lwią część programu stanowią rozmowy z Hiszpanami. Co więcej, nie są to np. znani politycy - ich już wystarczająco nasłuchaliśmy się w różnych "Faktach" i "Wiadomościach", ale przede wszystkim zwykli, "szarzy obywatele". Nie wszyscy zachwycają się bezkrytycznie Unią, więc program nie nabiera charakteru irytującej propagandy, choć akcenty prounijne są widoczne - na przykład taka wypowiedź starszego pana, który narzeka na niską emeryturę - banalne ileś tam peset - natychmiast jest zilustrowana odpowiednim przeliczeniem - to tylko jakieś... 2000 złotych... ;) W "Hiszpańskiej Corridzie" nie pomija się spraw tylko pozornie nieistotnych. "Kiedy kupuję rano gazetę, wiem, że kosztuje 1 Euro. Jeśli jednak chcę kupić samochód za - powiedzmy - 30 tysięcy Euro przeliczam, ile to peset" - opowiada jeden z Hiszpanów. Dowiadujemy się też, że dla mieszkańców z Hiszpanii zmiana waluty była szczególnie trudna, bo od dawna nie używali odpowiedników europejskich centów (1 Euro to aż 166 peset). Nieważne? Ale to właśnie mówienie o takich drobiazgach pozwala Polakom oswoić się z UE.

Reporterzy TVN-u zaglądają nie tylko do dużych miast, ale i niewielkich, prowincjonalnych miasteczek. Dowiadujemy się, co udało się w nich zmienić dzięki funduszom unijnym. I nie chodzi tu wcale o suche liczby - tyle a tyle dotacji - możemy na własne oczy zobaczyć efekty niektórych inwestycji. Odrobina statystyk też nie zaszkodzi - przyrost liczby autostrad po wstąpieniu Hiszpanii do UE robi wrażenie... Na mnie wrażenie zrobił za to odcinek poświęcony w dużej części kwestii religii. Czy Unia ingeruje w sprawy religijne? Czy stare obyczaje nie zginęły po wejściu do Wspólnoty? Dowiadujemy się, że nie, a jako dowód ma posłużyć materiał filmowy z tradycyjnej parady hiszpańskiej (wybaczcie, ale pojęcia nie mam, jak to się nazywało ;)).

To wszystko składa się na interesujący program o UE, w którym na dodatek propaganda została odłożona daleeeeko na drugi plan. Nie ma tu nudnego ględzenia o plusach UE - są konkretne przykłady i rozmowy ze zwykłymi Hiszpanami, a całość zaprezentowana jest w sposób przystępny dla przeciętnego telewidza. Szkoda tylko, że program emitowany jest w okolicach północy, w przeciwieństwie do takich reklam z Wołoszańskim, które nie wnoszą nic nowego do naszych informacji o Unii, ale za to można zobaczyć je dosłownie o każdej porze dnia i nocy.

Tawananna
tawananna@wp.pl