Zmęczony


            Takie myśli nachodzą mnie, gdy jadę tramwajem lub autobusem. Nie mając nic do czytania pod
ręką, ani też żadnej muzyki, która mogłaby uprzyjemnić mi czas, oglądam przez szybę swoje miasto.
Obserwując szarugę, zabieganych ludzi, brudne samochody zastanawiam się jednocześnie nad
ostatnimi latami, które umknęły gdzieś mojej uwadze. Zdawało mi się, że pamiętam każdy rok swojego
życia, wszystkie najważniejsze chwile i zdarzenia. Często jednak, właśnie wpatrzony w tych wszystkich
dziwnych ludzi, uświadamiam sobie, że ostatnie lata gdzieś uciekły. Zupełnie jak bym z lat szkolnych
został nagle przerzucony do chwili obecnej, w której z przerażeniem odmierzam mijający czas.
            Teraz, gdy ważny jest tylko pośpiech, gdy kłopot z problemem prześcigają się w coraz to bardziej
wymyślnych okrucieństwach podczas zadawania tortur psychicznych, z rozkoszą oddaję się tym krótkim
chwilom, kiedy mogę powspominać lepsze, bo ciekawsze, bardziej barwne czasy. Ponownie przeżywając
zabawy z dzieciństwa oglądam twarze ludzi, których nie widziałem bodaj całe wieki. Na powrót odżywają
wszystkie marzenia i plany. Znów widzę dziesiątki otwartych drzwi, które mogą prowadzić do szczęśliwego
życia, do zaspokojenia własnych pragnień i spełnienia wszystkich ambicji oraz marzeń.
            A to wszystko zdaje się być wspomnieniem z zupełnie innego świata, innego życia. Zupełnie, jak
bym przypominał sobie sceny z dawno nie czytanej książki, do której zaglądałem kiedyś równie często,
co chętnie. Tak, jak bym rozmyślał o oglądanym dawno temu filmie, który oczarowując mnie za pierwszym
razem wrył mi się w pamięć bardziej, niż wszystkie inne.
            Z głową opartą o szybę autobusu, wpatrzony w pozostawiany w tyle świat, mam ochotę powrócić do
tej starej zakurzonej książki. Obejrzeć jeszcze raz ten film, który tak bardzo oczarował mnie, gdy byłem
dzieckiem, a później nastolatkiem.
Barwna radość, to jednak nie wszystko. Wraz z wspomnieniem beztroski, nie zawsze radosnej, ale z
pewnością przyjemniejszej, niż ciągła świadomość ponoszenia konsekwencji własnego postępowania,
przychodzą na myśl też wszystkie popełnione błędy. Każdy krok, który mnie zwiódł, każda nieprzemyślana
decyzja. Również wyrządzone krzywdy (te małe i duże - mam nadzieję, że było ich nie wiele) - nawet jeśli w
tej chwili już zapomniane i nieistotne - do których można było przy odrobinie zastanowienia i rozsądku nie
dopuszczać.

        Mimo wszystko, nie mam ochoty wysiadać z tego autobusu.

            Chętnie bym został w nim jeszcze przez jakiś czas. Chciałbym jeszcze raz, tak naprawdę wrócić tam,
gdzie świat był inny, bardziej kolorowy, a każdy następny dzień przynosił ze sobą nowe przeżycia. Chciałbym
mieć też możliwość naprawienia popełnionych dawno temu błędów. Zapobieżenia zdarzeniom, do których
można było i należało nie dopuścić. Zrobienia wszystkiego co w ludzkiej mocy wtedy, gdy było to potrzebne.
W minionych latach zagłębiam się czasami tak bardzo, że perspektywa powrotu do obecnego świata i
własnego życia staje się wręcz przerażająca. Tak samo, jak przerażająca jest próba patrzenia w przyszłość i
jej odgadnięcia. Myślę o tym z niechęcią - o tym dziwnym życiu, które upływa pod znakiem ciągłej niepewności
i nie ustających wątpliwości. Niechętnie myślę też o własnym braku wiary w nadchodzącą przyszłość.

            Wszystko to powinno prowadzić do jakiejś konkluzji, do jakiegoś wniosku. Ja doszedłem tylko do jednego,
może niezbyt odkrywczego, ale niestety prawdziwego. Myślę, że człowiek, który nie ma czego żałować nie pragnie
uciekać myślami do czasów, które z perspektywy dnia dzisiejszego zdawały się być lepsze. Nie analizuje swojej
przeszlości, nie myśli nad tym, co było złe i co można było zrobić lepiej - po prostu żyje dalej.
 

Eddie
eddi@GO2.pl