"Terroryści, powstańcy, mordercy."

by

UnionJack

Dziś, drogi Czytelniku, trafiłeś na swe nieszczęście na art poważny. Na art pozbawiony olśniewającego humoru, dowcipnych sformułowań, zabawnych gierek słownych. Na art długi, na art wyczerpujący, ciągnący się niczym neapolitańskie spaghetti.
Czytelniku, właśnie czytasz Poważny Artykuł Geopolityczny.

Poważny Artykuł traktować będzie o sprawie aktualnej, bo ponadczasowej. Zajmiemy się dziś, mówiąc umnie, ruchami narodowo-wyzwoleńczymi. Innymi słowy: będzie o powstaniach, krwi i zabijaniu.

W nie tak dawnym, bo styczniowym numerze ActionMaga przeczytać można było artykuł 7-Małego-7 zatytułowany bezkompromisowo "Czeczeńcy - NIE terroryści". Tytuł właściwie stanowił streszczenie całego artu 7-Małego-7: ten bowiem przekonać miał Czytelnika o szlachetnych pobudkach Czeczeńców, zamieszanych w sprawę opanowania teatru na Dubrowce. Niestety, art ten był w swej wymowie dość jednoznaczny, przedstawiający czarno-biało sytuację "udręczonych Czeczeńców" i "dręczących Rosjan". Problem jest zaś, w moim odczuciu, dużo bardziej złożony.
Problem wprost idealny na Poważny Artykuł Geopolityczny.

Na początku trzeba sobie chyba powiedzieć na pytanie, czy Czeczeńcom należy się niepodległość. Cóż, w moim, osobistym odczuciu niepodległość należy się Czeczeńcom, jak psu buda. Więcej! niepodległość należy się każdemu, kto niepodległości się domaga: Palestyńczykom, Baskom, obywatelom Wysp Owczych i Grenlandii, Tybetańczykom, Tajwańczykom. Gdyby pewnego dnia Kaszubi proklamowaliby secesję i niepodległość, jako pierwszy wyrobiłbym sobie wizę do ich pięknego kraju. Niepodległość należy się każdemu narodowi, jak przedszkolakowi leżakowanie.

Problem pojawia się dopiero, gdy mowa o sposobach walki o niepodległość. Tu bowiem granica między szlachetnymi "bojownikami o wolność i sprawiedliwość na tym pozbawionym uczuć świecie" (jak nazywają Czeczeńców ich sympatycy), a zwykłymi terrorystami (wersja prorosyjska) jest cienka. Cienka niebezpiecznie. A to wszak między innymi od odpowiedzi na pytanie "terrorysta, czy powstaniec" zależy odpowiedź, czy walka jest, czy nie jest usprawiedliwiona.

Gdy istnieje problem - a istnieje problem - z rozgraniczeniem dwóch zbliżonych do siebie, choć paradoksalnie mających tak odmienne zabarwienie definicji, pomocą służyć może encyklopedia. Tutaj natknąć się możemy na dwie, przytoczone poniżej definicje [aby poznać dokładne, angielskojęzyczne brzmienie definicji kliknij na na haśle]:

terroryzm - odnosi się do systemowego lub planowego używania przemocy lub grożenia przemocą skierowaną wobec cywilnej ludności [pod. autora], aby wzbudzić strach obliczony na  zrealizowanie politycznych celów. Terroryzmu dopuszczają się pojedyncze osoby, ugrupowanie nie mające cech organizacji państwowych, lub też rządy państw. Wiele osób odrzuca jednak zakwalifikowanie rządów do tej grupy, uważając, że rząd z definicji terroryzmu dopuścić się nie może. [mowa tu o definicji terroryzmu dzielącej to zjawisko na dwie grupy: terroryzm właściwy, popełniany przez słabe grupy obywateli wobec silnego państwa, oraz terror państwowy, popełniany przez silne państwo na słabej grupie obywateli - dop. autora za encyklopedią powszechną PWN)

powstańcy - grupa osób buntująca się przeciwko sprawującemu władzę rządowi [pod. autora], lecz której wielkość nie pozwala na toczenie otwartej wolny. 

Być może ciekawyś, drogi Czytelniku, czemu właśnie te dwa powyższe fragmenty definicji oznaczam czcionką pogrubioną. Dziś pytanie, dziś odpowiedź! Otóż, ja się pod powyższym rozgraniczeniem obiema rękami podpisuję. Dla mnie bowiem powstaniec mordujący w wolnych chwilach cywili nie jest powstańcem, a zwykłym bandytą. Powstańcy prowadzą wszak wojnę ze swym zaborcom: a skoro walczą, to niech postępują wedle słynnej, nilfgaardzkiej doktryny. "Wojna twierdzom, pokój chatom".

Kłopot w tym, że narody walczące o niepodległość nigdy niemal nie znajdują się po jednej, i tylko jednej, stronie linii, oddzielającej terrorystów od bohaterów narodowych. Spójrzmy na naszych Czeczenów: z jednej strony walczą z wojskami rosyjskimi, z barwami narodowymi na ramionach umierają za swoją ojczyznę. Z drugiej strony dokonują zamachów w metrach, wysadzają bloki mieszkalne, atakują teatr. W jednej chwili są powstańcami, w drugiej zaś to zwykli zabójcy. 

Ale i takie rozgraniczenie in meiner Meinung nie wystarczy. Czy powstańcami można nazwać bojowników Al Quaidy, z których każdy niemal posługuje się innym paszportem? Jak o wolność walczyć może Saudyjczyk, Marokańczyk, Afgańczyk? O wolność czego wreszcie? Przecież ich państwa są niepodległe! Czy można walczyć o wyzwolenie czegoś, co jest wyzwolone? Raczej niet. W takiej intencji, można tylko terroryzować.

Pojawia nam się jeszcze jeden problem, last but not least: gdzie jest się, Czytelniku, terrorystą, gdzie zaś powstańcem? Czy Czeczeni mają prawo atakować rosyjską marynarkę na Morzu Ochockim? Czy mają prawo atakować Moskwę, Petersburg, Władywostok? Przecież atakując te miasta, atakują ziemie rdzennie rosyjskie! Dokonują agresji na terytorium Rosji? Czy to da się schować pod parasolem z napisem "powstanie"?

I tak sobie tu w dwójkę, drogi Czytelniku, debatując, zbudowaliśmy sobie zusammen naszą własną definicję powstańców. Definicję, którą od razu, ku pamięci, przytoczmy sobie poniżej:

Powstańcy - to naród walczący o swą niepodległość, w swojej walce atakujący tylko cele wojskowe na własnym terytorium narodowym.

Prawda, że definicja śliczna? Szepnijcie o mnie słówko chłopcom z PWN...

Czy Czeczeńcy, których los tak obchodzi 7-Małego-7, postępują wedle powyższej maksymy? Cóż, równanie ma dwa rozwiązania. Część Czeczeńców rzeczywiście spełnia tą regułę - tym należy się szacunek i sympatia. Tych, w mojej opinii, należy zwać powstańcami. Są jednak i tacy, którzy zajmują się innymi sprawami: podkładają bomby, biorą zakładników. Zamachowcy, porywacze. Zwykli mordercy. Ich nie należy szanować - nimi należy gardzić.

Dlatego, Czytelniku, nim tak jak 7-Mały-7 będziesz życzył komuś śmierci, zastanów się, czy jest śmierć w imię walki o wolność, niepodległość i wolne życie. Zastanów się, czy nie nadużywasz słowa "bojownik o niepodległość". Bo porównaniem tym możesz kogoś obrazić. Na przykład Kościuszkę.

Ale zastanów się też, nim nazwiesz tego człowieka terrorystą, czy barbarzyńcą. Czy to, że ginie dla niepopularnej w świecie, ale wyznawanej przez swój naród idei, oznacza, że ma być dla Ciebie tylko krwiożerczym zbrodniarzem? I znów obrazić kogoś jest niezwykle łatwo.

Bo prawda, drogi czytelniku, jak zwykle leży pośrodku. Tyle tylko, że nie tak łatwo jest ten środek wskazać.

Nawet w tak Poważnym Artykule Geopolitycznym.

UnionJack