Cisza... prawie całkowita cisza. Słyszysz własne kroki, skrzypienie śniegu pod butami i palące się znicze. Idziesz wąską alejką, jest cicho i ciemno, wszędzie groby... z lewej, z prawej. W końcu skręcasz w alejkę nr 82, idziesz dalej, mijasz jedną alejkę i skręcasz kilka grobów dalej. Jest cicho, prawie nikogo nie ma, nad jednym z grobów stoi 20-letni chłopak. Nic nie mówi, nie wydaje żadnych dźwięków... po prostu stoi i patrzy się na świeży grób. Stoi tak już dłuższy czas, nie widzisz tego, ale on płacze... łzy spływają po jego policzkach na czarny płaszcz. Płacze w ciszy, nic nie mówi, bo nie ma nikogo, kto mógłby go wysłuchać... stoi, płacze i myśli...
Myśli o swoich rodzicach, o tym, że tworzyli cały jego świat, byli jego filarem.... myśli o tym jak bardzo pragnąłby znowu ich zobaczyć... myśli o tym, że - jak to później nazwali go urzędnicy ZUS - jest sierotą zupełną. Zabawna nazwa... zupełna sierota. Myśli o tym, że został zupełnie sam, niby ma brata, dalszą rodzinę, ale jednak zdaje sobie sprawę, że... jest tylko on.
Myśli o tym, że to wszystko jego wina, obwinia się za ich śmierć... myśli o tym, że gdyby to on tam był, świat wyglądał by dziś inaczej... lepiej, normalnie! Ma rację, to była jego wina! Siedział sobie wygodnie w domu kiedy jakiś pijak wjechał na chodnik i zabił jego rodziców! A przecież to był jego pies! To on powinien z nim wyjść, a nie jego rodzice... Doskonale zdaje sobie z tego sprawę...
Stoi tam i zastanawia się, co zrobiłby w tej sytuacji jego ojciec... zastanawia się jak załatwiliby wszystkie sprawy jego rodzice...
Wspomina rodziców.... myśli o tym, że to był dzień urodzin jego matki. Co za ironia, zginęła w rocznicę swoich urodzin... przeklina całe życie... zastanawia się nad jego dalszym sensem.
Myśli o tym, jak bardzo nienawidzi kierowcy, który zabił jego rodziców... wie, że kiedyś go zabije, wyrwie mu serce... będzie patrzył jak cierpi z bólu.
Myśli o tym, jak bardzo zmieniło się jego życie... i to w kilka minut, w kilka krótkich minut.
Widzisz jak stoi tam, zapala dwa znicze... po jednym dla każdego rodzica, od tej pory będzie tu przychodził i zapalał zawsze dwa znicze. Dwa znicze po dwa złote jeden, w dodatku darmowymi zapałkami... tyle mu kurwa zostało... dwa pieprzone znicze!
Widziałeś go tam... dzień po pogrzebie jego rodziców? Widziałeś mnie?
GOD... THERE IS NO GOD!