Tekst ten dedykuję osobie, dzięki której w bardzo krótkim czasie nauczyłem się więcej, niż przez większość swojego życia - jedynej, na którą warto czekać.
Aniu, żadne słowa nie oddadzą tego, kim dla mnie jesteś. Zrozumiałem i poczekam na Ciebie.
Kocham Cię...









"Dobry związek jest jak węzeł na linie
- czasami trzeba nim mocno szarpnąć,
żeby później porządnie trzymał."

M. Migal
 
 

Oczekiwanie






Myślisz, że łatwo jest cokolwiek zmienić?
Wyobraź sobie, że samotnie stoisz w szczerym polu. Znalazłeś się tam, bo w
którymś miejscu, w którymś momencie swojego życia zrobiłeś coś źle. Zostałeś
sam.
Dlaczego akurat na polu?
Może być i łąka, byle była duża i pusta. Tak przy okazji, gdy widzę taki obraz,
to wyobrażam sobie również, że jest mgła. Niezbyt gęsta, taka typowo jesienna,
przenikająca chłodem.
Bo samotność, to chłód - w sercu, w duszy, w myślach.
Nie wiedziałeś, że chodzi mi o samotność?
Tak, przepraszam, nie wspomniałem o tym. Gdy wyobrażam sobie jednego,
jedynego człowieka stojącego gdzieś na wielkiej łące, wśród szarej, chłodnej
mgły. I gdy staram się wniknąć do jego wnętrza, poczuć to samo co i on czuje,
to myślę właśnie o samotności. Bo tylko to można odnaleźć w sercu takiego
człowieka.
Pozwól jednak, że wrócę do swojego wątku.
Potrafisz sobie coś takiego wyobrazić? Jesteś tam sam. Gdzieś za twoimi
plecami stoi kilka zniszczonych, starych drzew. Pusta, olbrzymia przestrzeń
wokół ciebie. Wdychasz gęstą, przenikającą zimnem mgłę. Rozglądasz się
dookoła pustym wzrokiem. Mimo tego, że nic cię nie krępuje i możesz ruszyć w
dowolnym kierunku, decydujesz się zostać w miejscu. Tak naprawdę, nie
potrafisz się stamtąd ruszyć. Być może nawet tego nie chcesz. Obserwujesz
tylko, jak gdzieś w oddali co jakiś czas majaczą niewyraźne sylwetki. Albo tylko
jedna, ciągle ta sama.
I wiesz, że w tym pustym miejscu, gdzie nawet wiatru nie ma, znalazłeś się przez
swój błąd, ze swojej własnej winy.
Uświadomiłeś to sobie dopiero później, gdy się tu znalazłeś. Do tej pory
wydawało ci się, że robiłeś wszystko dobrze. Pozostawałeś ślepy i głuchy na
sygnały o popełnionych pomyłkach. Wchłaniałeś świat i ludzi. Łaknąłeś każdej,
nawet najmniejszej drobiny szczęścia, z którym się zetknąłeś. Przestałeś czekać,
aż ono samo bardziej zbliży się do ciebie, wyciągałeś po nie ręce i chwytałeś
coraz bardziej łapczywie.
Gdy zlęknione twoją natarczywością zaczęło się odsuwać i coraz częściej
umykać z zasięgu twoich dłoni, ty stawałeś się coraz bardziej nachalny i
nieustępliwy.
I nikt nie wątpi w to, że miałeś szczere zamiary. Okazałeś się jednak ślepcem,
do tego strasznie w sobie zadufanym. Wydawało ci się, że jeśli nie dasz szczęściu
chwili swobody i będziesz je trzymał bez przerwy przy sobie, to ono nie będzie
chciało uciec.
Pomyliłeś się i zbłądziłeś.
Wystraszyłeś się, że ucieknie i dlatego odeszło.
Dziwnie brzmi? Tak, masz rację, tak to wygląda przynajmniej z pozoru.
Widzisz, gdy człowiek się boi, przestaje kontrolować sam siebie. A to jest właśnie
jeden z tych momentów, w których trzeba nad sobą panować. Strach powoduje,
że postępujemy głupio, nieostrożnie, pochopnie.
Jednych paraliżuje, a u innych sprawia, że zaczynają działać w panice. I o tym
właśnie mówię.
Ta zachłanność, ograniczenie swobody szczęściu, którego przecież tak
pragnąłeś, za którym tęskniłeś i które w końcu się do ciebie uśmiechnęło
– to wszystko było głupim działaniem w panice.
Pozwól, że przytoczę pewne porównanie, które trochę odbiega od tematu, ale w
miarę pasuje.
Gdy jesteś bardzo głodny, tak bardzo, że już nie jesteś w stanie tego znieść
– czy rzucisz się na jadło, gdy tylko pojawi się w zasięgu twojej ręki, bojąc się,
że zaraz zniknie i będziesz chciał wchłonąć wszystko na raz?
Czy też może będziesz smakował je powoli, z rozmysłem, zdając sobie sprawę
z tego, jak bardzo na nie czekałeś?
Masz rację. Wchłonięcie wszystkiego na raz jest głupotą. Co z tego, że zjesz
wszystko od razu, skoro na później nic ci nie zostanie i znów będziesz musiał
głodować?
I tak samo jest z tym szczęściem. Trzeba je smakować powoli, z rozmysłem i
szacunkiem, pamiętając jak długo się na nie czekało. Szczęście potrzebuje
swobody, możliwości rozwoju i pola do działania.
Nadążasz za mną?
Wiem, że trochę zatraciłem się w swoich rozważaniach. Wybiegłem za bardzo do
przodu i zacząłem gubić się w dygresjach. Wszystko jednak związane jest z
obrazem, który chcę ci przedstawić. Może właśnie dzięki temu będziesz w stanie
to wszystko zrozumieć. Chciałbym, żebyś przede wszystkim zrozumiał jak to jest,
gdy stoi się samotnie w szczerym polu. Bo to wszystko jest powiązane ze sobą.
Tak bardzo, że z początku zdaje się być absurdem. Przecież chęć czynienia
dobra nie może być karana, prawda? A jednak może, jak już powiedziałem, gdy
chce się czynić dobro będąc przeświadczonym o tym, że nie jest się w stanie
czynić źle. Gdy jesteś przeświadczony o tym, że nie możesz się mylić, zamykasz
jednocześnie swoje oczy na prawdopodobieństwo popełnienia błędu. I to jest
pierwszy krok do samotności.
Tak wygląda właśnie pierwszy krok do pustego pola, na którym człowiek znajduje
się zupełnie niespodziewanie, bo w swojej ślepocie i swoim zadufaniu przestaje
w ogóle przewidywać taką możliwość.
Wtedy dopiero zaczynasz się zastanawiać nad swoim postępowaniem.
Analizujesz każdy swój krok, jeden po drugim. Odkrywasz kolejne popełnione
błędy i jednocześnie szukasz możliwych rozwiązań, które w przyszłości pozwolą
ci ustrzec się przed nimi.
Jeśli jesteś w stanie wyobrazić sobie to wszystko, to wiesz gdzie znajduję się w
tej chwili.
Moje pole jednak nie jest tak całkowicie puste. Nie stoję osamotniony, bo moje
szczęście jest ze mną, ale nie patrzy mi już prosto w twarz i nie uśmiecha się do
mnie. Przynajmniej nie tak, jak robiło to kiedyś.
W tej chwili patrzymy na siebie, z dystansu. Ja patrzę z nadzieją, że mogę
jednak coś naprawić; z wiarą, że skoro przybyło tu ze mną, to jednak ufa w taką
możliwość.
Ono, moje szczęście, patrzy z powątpiewaniem. Kolejna dziwna rzecz, prawda?
Jest tu ze mną, ale jednak wątpi. Patrzy na każdy mój ruch i ocenia. Chciałbym
skrócić ten dystans, ale coś mnie powstrzymuje. Może właśnie ta świadomość,
że jestem obserwowany i prędzej zostanie dostrzeżony najmniejszy błąd z mojej
strony, niż krok we właściwą stronę.
Twierdzisz, że mogę się mylić?
Tak, masz rację, popełniłem wystarczającą ilość błędów, żeby znaleźć się tu
gdzie teraz jestem, więc nie ma żadnej gwarancji, że moje obecne spostrzeżenia
nie są mylne, nawet mimo całej nauki, jaką zdążyłem do tej pory wyciągnąć z
konsekwencji swojego postępowania.
Gdybym jednak powiedział, że widzę różnicę w oczach, które teraz na mnie
patrzą?
Znów masz rację. Szczęście może się obawiać. Być może samo chciałoby
podejść bliżej, ale nie jest pewne, czy znów nie zostanie zamknięte w klatce.
Gdyby jednak zaufało mi, wiem, że postarałbym się nie zawieść go tym razem.
Ciężko jednak zdobyć zaufanie, które już raz się straciło.
Przyznaję, nie musisz mnie więcej o to pytać, jestem smutny. Wiem, że świat
pełen radości i beztroskich uśmiechów jest w zasięgu ręki i brakuje mi go.
Moje szczęście jednak nie daje podejść do siebie zbyt blisko. To prawda, co jakiś
czas uśmiecha się do mnie, ale już nie wiem, czy jest to uśmiech szczery, płynący
z radości, której źródłem jestem ja. Czy też może jest to uśmiech, który po prostu
jest tam, gdzie powinien być w danej, konkretnej chwili.
Wiesz, właśnie przyszła mi do głowy taka myśl. Zdaje mi się, że moje szczęście
chciałoby jednak powrócić razem ze mną do tego radosnego świata.
Nie, nie żartuję. Naprawdę tak myślę. Czy przychodziło by tu ze mną, gdyby tego
nie chciało? Sam widzisz, że coś w tym jednak być musi, skoro nie zostałem tu
sam, wśród tego chłodu. Może po prostu potrzeba więcej czasu. Więcej spokoju
i mniej pośpiechu. Może powinienem właśnie zostać jakiś czas w bezruchu,
pozwolić, żeby szczęście tym razem samo do mnie podeszło. Poczekać.
Myślisz, że nie ruszając się z miejsca i nic nie robiąc można cokolwiek zmienić?
 

B. Lipiński