"Albowiem kobiece ciało nietykalne jest (...) i nietykalne pozostanie, a tym,
co się sprzeciwiają mej woli, każe pourywać (...)"
Księga Feminy, 2 list do MCP, 13-14
W chwili, kiedy piszę te słowa, w telewizorze można zobaczyć reportaże o pewnym
radiu, które ośmieliło się zareklamować audycję przy użyciu kobiecych piersi (a
dokładniej - przy użyciu billboardów z wymalowanym nań biustem, na którym w
istotnym miejscu znajdowały się... pokrętła). Głośno, oj głośno się o tym
zajściu zrobiło - a to z inicjatywy Wielkiego Ruchu Feministycznego, który
uważa, że:
1. Reklama owa stanowi naruszenie nietykalności własności prywatnej (czyli:
kobiecego ciała)
2. Jest obrazą kobiecej części społeczeństwa i
3. Zawiera podteksty sadomasochistyczne (!) [a nawet !!]
Z całą powagą, jako wzorowy obywatel i człek ze wszech miar poważny, pragnę
skomentować zaistniałe wypadki, a powód podjęcia drastycznych tych działań jest
zaiste prosty: omal, drogie panie feministki, z krzesła nie spadłem podczas
wysłuchiwania powyższych argumentów przemawiających niby za ODEBRANIEM KONCESJI
NA NADAWIANIE nieszczęsnemu radio.
O ile niektóre poczynania bardzo kobiecych kobiet można uważać za słuszne
(aczkolwiek inspirowane amerykańskimi filmami o patologiach rodzinnych, w
których mąż w białym podkoszulku wchodzi do przytulnej przyczepy kempingowej
małżonki, pyta "co na obiad", a kiedy słyszy, że zaledwie marna pizza - rzuca o
ścianę talerzem wrzeszcząc "miał być stek", nawet bez wysłuchania tłumaczeń swej
damy, że musiała się zajmować dzidziusiem), to tutaj mamy do czynienia z
klasycznym przypadkiem wypłynięcia mózgu przez ucho. Zdaje mi się, że niektórzy
nudzą się bardzo, skoro wpadają na genialne pomysły tego pokroju. Pierwsza myśl,
która w związku z tematem wleciała mi do puszki mózgowej (obiła się tam z
rozpędu o ściany), to zdziwienie czemu kochane feminazistki nie zaskarżyły
"CKM", "Playboya", "Hustlera", Kochanowskiego (oraz innych twórców fraszek,
niech no ja sobie przypomnę nazwisko autora, który ma na koncie wierszyk p.t. "Flupy
z piz..y"), Picassa ("Damy z Avignonu"!), szefów Polsatu (leci tam "Różowa
landrynka"), Telekomuny, czy kogoś, kto wypuścił tą sprytną reklamę z panią w
czerwonej sukni - swoją drogą ten ktoś okazał się zbyt sprytny; spot obejrzałem
wiele razy, a i tak nie wiem, o czym ta panna mówiła. Oraz paru innych firm bądź
osób.
Słuchając kolejnych zdań, płynących niczym woda po kaczce z ust jedej z dwóch
pań, które organizowały akcję - przyznam się bezczelnie - zacząłem się śmiać. A
gdy szanowna feministka poczęła powiadać, iż rzeczony billboard to drwina z
kobiecego ciała - skruszyłem się. Zapłakałem. Poczułem, jakże nieszczęsna
kobieta musiała poczuć się urażona - ciała to ona miała, że ho ho; możnaby nim
obdarzyć trzech rosłych drwali.
Co do wspomnianych podtekstów sadomasochistycznych, to przypuszczam, iż szanowna
pani umarłaby na nagłą zapaść serca, płuc, mózgu i marskość wątroby gdyby
zobaczyła seksistowskie wizje matriksowych dziur w kręgosłupie, w które wesoła
kompania wsuwała (a fe!) sobie wtyczki. Mówiąc już zupełnie poważnie - toż to
zwykłe "przegięcie pały"! W czasach, kiedy reklama byle farby do włosów nie może
się obejść bez roznegliżowanej modelki, parę przewrażliwionych bab chce
doprowadzić do zamknięcia całkiem niezłej stacji radiowej tylko z powodu głupiej
planszy, na którą 90% społeczeństwa nie zwróci uwagi, a pozostałe 10% zapomni
godzinę później. Jednak wyszło szydło z worka - i okazało się, czemuż to polskie
amazonki podjęły trud bitwy. Jak zwykle - poszło o...
Pieniądze! Przypadkowo słusznej niewieście wyrwało się z ust zdanie typu:
"naturalnie, będziemy żądać odszkodowania". Kiedy redaktorka przeprowadzająca
wywiad spytała, czy w takim razie ona też może skarżyć radio, nawet jeśli nie
czuje się obrażona, rozmówczyni odpowiedziała (moim zdaniem nieco nie na temat):
"uważamy, że obrażone zostały wszystkie kobiety" (to nie jest słowo w słowo to,
co usłyszłem, ale wicie-rozumicie - masło jem, to i luki pamięciowe mam). O,
dzielne i waleczne niewiasty! Kłaniam się do stóp tak szlachetnych istot o
krystalicznym sercu! Oby wasza niezłomność została nagrodzona życiem aż do
śmierci, a nawet zaznaniem uczucia pełni władz umysłowych jeszcze w tej
dekadzie! Należy się wam to, kobiety...nie! Boginie! Tak, z waszymi przymiotami
jesteście równe samej Temidzie (wagę bezspornie mają, klapki na oczach
również... a i jakieś tam poczucie sprawiedliwości można im przypisać, chociaż
jest równie krzywe, co pionowe ściany w moim mieszkaniu. Poziome zresztą też.).
Ech... ja tu się nabijam, a jeszcze ciekawsze incydenty mają miejsce w kraju
malowanym zbożem rozmaitem. Okazało się, że radny, skazany m.in. za
zanieczyszczanie środowiska i próbę gwałtu, został przewodniczącym komisji
ochrony środowiska i szefem regionalnej rady bezpieczeństwa... (czy też coś w
tym guście. Tyle się tych stołków nastrugało, że hej, a nawet ho, a najlepiej to
przypomnieć Kazika - "Los Angeles ma 30, a Warszawa 500 radnych"). Pięknie.
Czy mogę dodać, że czekam? Oczekuję bowiem, oczekuję na kolejne wpisy do Księgi
Bezdennej Głupoty.
military