Dziwna bajka o occie i kartkach
czyli jeszcze smutniejsza prawda o komunizmie


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



Właśnie zauważyłem, że ostatnio zrobiłem się w moich tekstach zbyt grzeczny. Prawie nie obrażam ludzi, nie daję się zbytnio ponosić emocjom, a co najgorsze - podaję argumenty... Co mi do głowy strzeliło, żeby podawać argumenty? Kto widział, żeby czynił tak writer, który ponoć chwyta się wszelkich środków, aby tylko zabłysnąć? Ale nie martwcie się, jeszcze nie całkiem zszedłem na psy. Tym razem będzie tak, jak tygryski lubią najbardziej: skrajnie złośliwie, wrednie, niekulturalnie i nawet niemoralnie. A cel na dzisiejszą noc to "Komunizm?" z AM #34.

"W tekście tym chciałem powiedzieć małe co nieco o komunizmie. Co prawda w czasach komunistycznych żyłem przez okres pierwszych moich pięciu lat, wiec dokładnie nie pamiętam, jak było, ale czytałem trochę literatury fachowej i to, co w niej wyczytałem połączone z moją poprzednią wiedzą skłoniło mnie do napisania o nim kilka słów"

Ciekawe, jakaż to była "fachowa literatura". Teksty audycji Radia Maryja? Beznadziejne wypowiedzi Eddiego? Czy też może "Mistrz i Małgorzata", bardzo modną ostatnio powieść, którą w dzisiejszych czasach wypada po prostu czytać, ale rozumieć już nie trzeba?

"Nie wiem, czy wiesz, ale chyba nie wiesz, jak w tamtych czasach się żyło. Wtedy w trzypokojowym mieszkaniu żyły 3 rodziny. Nie było tak, że mieszkanie jest dla jednej rodziny. Na to mogli pozwolić sobie tylko ci, którzy właśnie donosili lub podporządkowywali się władzy - zwłaszcza pisarze głosząc idee komunistyczne. To był prezent od rządu"

No coś ty, stary, jeszcze gorzej było! Połowa Polaków w oborach mieszkała. A te trzypokojowe mieszkania, o których mówisz, były bez łazienki, gazu i prądu, z powybijanymi szybami i cieknącym dachem. O takich drobiazgach, jak szczury i inne karaluchy to już nawet nie wspominam. Trzy rodziny? To była wersja luksusowa - jak powszechnie wiadomo, standard stanowiło pięć rodzin na dwa metry kwadratowe. Prezent od rządu? A gdzieżby tam! Za najlichszą norę płaciło się przecież całe majątki. I nie zapominajmy, że na przydział mieszkania trzeba było zawsze czekać minimum po 30 lat. A kto nie chciał, mieszkał na ulicy. Milicja oczywiście strzelała do bezdomnych.

"Nie wiem jak ty, ale ja w tamtych czasach wkopałbym sąsiada, który kradnie za to, aby móc godnie żyć. (Więcej informacji znajdziesz chociażby w "Mistrz i Małgorzata" M. Bułhakowa)"

A tak, sąsiedzi to była prawdziwa plaga. Wiadomo, w czasach, kiedy trzeba było jeść korę z drzew (a zdarzały się i przypadki kanibalizmu), ludzie musieli się jakoś wyżywić, tak więc każdy kablował na każdego. Nigdy nie byłeś pewien dnia ani godziny - w każdej chwili mógł wpaść oddział zomowców i porwać cię zaskoczonego na przesłuchanie. Nieważne powody, wystarczył mały donosik. Delikwenta torturowano przez całą dobę, a później skazywano oczywiście na karę śmierci bez prawa łaski. A następnie wybijano całą jego rodzinę do dziesiątego pokolenia włącznie, usypiano jego psy, palono dom, a majątek rozdawano partyjnym szychom. Oprócz tego codziennością były łapanki na ulicach, czołgi jeżdżące po miastach i strzelające dla zabawy oraz bombardowanie losowo wybranych dzielnic.

Czy wspomniałem o tym, że ściany miały uszy? Otóż co drugie mieszkanie w każdym bloku było tajną kwaterą tajnego sowieckiego agenta, który na bieżąco podsłuchiwał i podglądał sąsiadów. Wiecie, kamera w każdym kącie, mikrofon w konserwie, szpieg w szafie... Do tego radzieckie satelity, krążące nad osiedlami i zaglądające ludziom do okien, oraz szczegółowa rewizja trzy razy dziennie, połączona z badaniem wykrywaczem kłamstw. Nikogo w takiej sytuacji nie dziwiło, że zanim człowiek zdążył sobie pomyśleć cokolwiek przeciwko władzy, już był na Syberii.

"To mnie rozbawiło. Sam sens zdania jest "zdeczka" idiotyczny. Według mnie podawanie przykładu to... podawanie przykładu, a nie pisanie żebyś zrobił coś tam a się przekonasz. Prawda? A swoja drogą jak "naplujesz" na demokrację w demokratycznym państwie to się nic nie stanie. A wiesz, czemu? Bo każdemu człowiekowi w chwili narodzin nadawane są tzw. prawa naturalne" [to niby o cenzurze - PG]

Chłopie, pojęcia bladego nie masz o sowieckiej cenzurze! Przecież przez jej sito nie przechodziła ani jedna książka oprócz dzieł Marksa i Engelsa, ewentualnie propagandowych powieści o radzieckich bohaterach z czasów drugiej wojny. Nawet bajki przerabiano na poprawne politycznie, dla przykładu tą o siedmiu krasnoludkach (nosili sobie czerwone wdzianka, więc zrobili z nich komunistycznych działaczy). A czerwony kapturek stał się radzieckim szpiegiem. Książki telefoniczne też pozmieniano, bo komuś w Moskwie nie podobały się polskie końcówki nazwisk. Chyba nie muszę dodawać, że cała dostępna literatura była po rosyjsku, który tak w ogóle był naszym językiem urzędowym i za jego nieużywanie groziły dożywotnie ciężkie roboty.

"(...) to już było wcześniej wiadome i praktykowane, a komunizm był swoistym przedłużeniem tego procederu. Już w czasach pierwszych zaborów likwidowano szkolnictwo wyższe właśnie z tego powodu - aby nie było ludzi, którzy mogliby poprowadzić lud do wolności"

Najprawdziwsza prawda! Spójrzmy wokół siebie - ile mamy obecnie szkół i uczelni? Prawie żadnej, a spośród tych, które są większość wybudowano już w latach dziewięćdziesiątych (w tym połowę postawił nasz wielki dobroczyńca Rydzyk - ave!). Nie ma się co dziwić, że same głupole chodzą po Polsce, skoro za komuny nijakiej edukacji nie było. Na szczęście okazało się, że również idiota potrafi poprowadzić lud do wolności i teraz mamy demokrację.

"Mam nadzieję, że chociaż trochę otworzyłem wam oczy na ta sprawę i nie dacie się omamić tymi głupimi bredniami"

Hej, już kończysz? Fatalnie, bo ja dopiero się zacząłem rozgrzewać. Nic to, będę opowiadał dalej. Kartki, kolejki, sam ocet na półkach - to dopiero były klimaty. Każdy wie, że kartki były na wszystko. Najpierw na żarcie, benzynę i srajtaśmę, później na powietrze, trawę pod blokiem i chmurki na niebie. W końcu zabrakło również kartek, więc wprowadzono kartki na kartki. Podobnie z tymi kolejkami. Ogonki osiągały niekiedy imponujące długości (ciekawe, czy w Księdze Guinessa odnotowano któryś z nich?). Zdarzało się, że ludzie stojący na końcu kolejki w jednym mieście gadali sobie z tymi z drugiego miasta. Przy tym czasami okazywało się, że w tym drugim mieście stoi się o kilka tygodni krócej, więc ludzie przechodzili sobie z jednej kolejki do drugiej.

Pochody pierwszomajowe to też była fajna sprawa. O piątej rano do domów wszystkich obywateli wpadała milicja, zakuwała obywateli w kajdany i wywlekała ich na ulicę, żeby w ten sposób zmajstrować pochód. Obywatele musieli śpiewać hymn ZSRR i pieśni na cześć Lenina, a wojsko od czasu do czasu oddawało salwę w środek tłumu, dla zachowania dyscypliny.

Ale na szczęście te podłe czasy już minęły i nastała nam demokracja i kapitalizm. Teraz możemy sobie spokojnie zarabiać na swoje tyłki i nikt nie będzie nam robił żadnych krętactw z naszymi krowami. Co prawda niektórzy za cholerę nie mogą dostać pracy, ale kto by się przejmował szczegółami. Możemy sobie pisywać do magazynów typu AM i zachwycać się wolnością słowa. To nic, że kiedy napiszesz złe słowo o komunizmie, to obrzucą cię słownictwem godnym najgorszych debili i wykolejeńców, a z drugiej strony w twoich własnych tekstach przyczepią się do każdego słowa, które choć trochę wyda się obraźliwe. Skoro w konstytucji stoi napisane, że jest wolność, to znaczy że tak jest - i kropka. Nie dyskutować, bo rację mają tylko ci, którzy są w Magu przy "władzy".

Doprawdy, jesteśmy teraz szczęśliwi. W sklepach nareszcie można kupić coś oprócz octu. I bez żadnych kartek! Ba, jeszcze coś lepszego wymyślono - teraz z kartkami męczą się tylko elity, zwykli szarzy ludzie karteczek nie mają. Chodzi mi oczywiście o takie karteczki z napisem "100 zł". Nie musimy już kupować wież stereo na czarnym rynku, przepłacając 100% ceny sklepowej. Czasami nawet dają je za 50% ceny, a że psują się dwa miesiące później - kto by się tym przejmował? W końcu zawsze możemy sobie kupić następną, w sklepach jest ich pełno, więc w czym problem.

A najfajniejsze w obecnych czasach jest to, że możemy sobie jeździć do dalekich krajów (co, jak wiadomo, za komuchów było niemożliwe). A więc jeździmy sobie i jeździmy, mało nie zajeżdżając na śmierć naszych biednych maluszków kupowanych na kredyt. Przeciętny Polak co drugi dzień spędza na Karaibach. Niektórzy nawet na stałe sobie wyjeżdżają, tak im się podoba w naszym pięknym (bo wyplenionym z komuchów) kraju. Co ja mówię - pięknym kraju? Ależ nie, kraj jest nadal paskudny, bo komuchów u nas ciągle pełno, tylko się lepiej maskują. Nasz rząd jest ich pełen - same komuchy, Żydy i masony, winne wszelkiemu złu, bezrobociu, wysokim podatkom i dziurze budżetowej, a Kwaśniewski największy. No i Miller też przecie komuch. Smuggler ma niezbite dowody, że służył on w PZPR, ZOMO i kto wie, czy nie w SB. Skoro naszym państwem rządzą czerwoni, to nie ma się co dziwić, że nie jest lepiej, niż przed 1989.

No, to mam przechlapane. Naraziłem się zwolennikom Jedynej Słusznej Prawdy O Komunizmie. Już po mnie. Pewnie nie ujrzycie już więcej mojej twórczości w AM, ten tekst - jeśli się ukaże, to dokładnie przecenzurowany przez Eddiego, okurwiony, opierdolony i ogówniony przez Smugglera i wyklęty przez papieża na dokładkę. A ja sam będę dostawał listy z pogróżkami, ku chwale konstytucyjnemu zapisowi o wolności słowa, myśli i poglądów. Chyba, że ktoś znowu nie zrozumie jakże skomplikowanego sposobu moich wypowiedzi. Wtedy może pozostanie mi jeszcze tych kilka dni życia, chociaż mój wysiłek pójdzie na marne.



Ześwirowany Postkomunistyczny Samobójca
pewien.gosc@wp.pl