Bóg istnieje - czyli artykuł dygresyjny z dowodem.

  Będzie to polemika do tekstów z AM~33: "Boga nie ma" Fido bezczelnego i "Okolice wiary" Doorshlaq'a. Zamieszczę też dowód na istninie Boga. Nie, to nie będzie znowu: "nie ma dowodów na to, że nie istnieje". To będzie prawdziwy dowód wysunięty przez Kartezjusza. Fakt: filozoficzny, ale chyba "praktycznie" nie da się tego udowodnić.

Jak zwykle cytaty innym kolorem.

Na początek Fido bezczelny i "Boga nie ma".

  Pytasz się dlaczego Bóg stworzył zło, ale to pytanie nie jest właściwe. Przypomnij sobie skąd się wzięło zło: niektórzy aniołowie zbuntowali się przeciwko Bogu i odeszli od Niego. Dlatego teraz siedzą w piekle diabełki i namawiają do złego. Bóg nie stworzył zła, ale DOPUŚCIŁ JEGO ISTNIENIE. Zapytasz: gdzie różnica? A czy Ty jako katolik zawsze i wszędzie zwalczałeś wszelkie przejawy zła? Nawracałeś wszystkich niewierzących? Nie wydaje mnie się. Taka już jest masz natura, że nie jesteśmy wszechmogący, więc musimy dopuścić istnienie pewnych rzeczy. Dopuszczanie nie jest równoznaczne z akceptowaniem. A jak to się ma do Boga? Przecież On jest wszechmogący. Myślę, że Bog zrobił to w jakimś celu, którego możemy się tylko domyślać. Może po to, żeby wystawić ludzi na próbę, a może żeby ich ukarać za Adama i Ewę. To taka sama zagadka, jak to, dlaczego Jezus musiał umrzeć. Na ludzki rozum to przecież całkowicie bezsensowna śmierć. Jednak Bóg miał w tym jakiś cel, który też możemy pojąć tylko częściowo. Konkludując: mi to się wydaje oczywiste, że żaden chrześcijanin nie wytłumaczy Ci w jasny i prosty sposób rzeczy, która jest bardziej skomplikowana, niż jest w stanie pojąć ludzki rozum.
  A teraz mała dygresja: jak wspomniałeś o tym świecie idealnym, to mi się przypomniał Matrix: "Czy wiesz, że pierwszy Matrix miał być idealnym światem, gdzie każdy byłby szczęśliwy? [...] Ale ludzie potrzebują wszelkich niewygód znanych z przeszłości. W idealnym otoczeniu nie wierzyli w jego istnienie i budzili się."

  Mówisz waść o cudach... to fakt, wszystkie mogą być spreparowane. Zauważ jednak, że taka na przykład Ziemia przecież może być centrum świata, a słońce może krążyć dookoła niej. Co, że Kopernik udowodnił, że jest inaczej? A nie pomyślałeś, że przecież mogło go nigdy nie być? Takiej potężnej organizacji jak rząd przecież bardzo łatwo jest spreparować taką błahostkę. Wystarczy wydać na ten temat kilka książek, puścić coś w telewizji, przekupić naukowców i założę się, że ludzie uwierzyliby nawet w to, że technologię procesorów powyżej 1GHz mamy od kosmitów :). Że kazdy może sobie kupić teleskop, przeprowadzić obliczenia i ma dowód? W podobny sposób ja mam dowód na istnienie Boga przez wiarę i to, co dzięki niej czuję. Tylko jest jeden problem: po co ktoś miałby to preparować? Po to żeby kontrolować ludzi przez to w co wierzą? Przecież jak ktoś wie na czym polega chrześcijaństwo, a polega ono na przykazaniu miłości, to będzie według niego postępował i nie da sobą manipulować. Jedyny sensowny powód to żeby "zmusić" ludzi do "dobrego" życia.
  Ale jednak istnieje taki cud, którego nie da się spreparować. To cud, którego doświadczasz na sobie. Kiedy czujesz przy sobie obecność Boga. Masz pewność, że jest i że Cię chroni. Jednak do tego potrzebna jest wiara, której jak widać Ci brakuje. Tak to już jest z tą wiarą, że jest mnóstwo dowodów przeciwko niej. Ale wierzyć naprawdę, to wierzyć wbrew dowodom i zdrowemu rozsądkowi, co już kiedyś wyjaśniałem.

  "Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył mężczyznę i niewiastę" Rdz 1,27 - to nie znaczy, że tak jak my popełnia błędy, ale że my jesteśmy Jego dziećmi. To znaczy, że jesteśmy do Niego PODOBNI. A to z kolei znaczy, że mamy z Nim pewne wspólne cechy, ale NIE WSZYSTKIE. Tak jak dziecko jest podobne do dorosłego człowieka, ale się od niego różni np. sposobem myślenia. Tak samo człowiek różni się od Boga sposobem myślenia, ale także właśnie tymi błędami, które wynikają z naszej niedoskonałości fizycznej oraz intelektualnej.

  Powiedz mi więc na czym według Ciebie polega ta niewszechpotężność Boga? Znaczy że nie potrafi stworzyć świata idealnego? Potrafi i stworzył, jak wynika z Księgi Rodzaju, ale to ludzie przez swoją głupotę zaprzepaścili szansę na życie w nim.

  --- Tu będzie parę słów do Doorshlaq'a ---

  "Kakadudu nie rozumie pewnej prostej sprawy. To nie nieistnienia czegoś trzeba dowodzić, lecz istnienia. Jeżeli teraz powiem, że np. widzę ducha (wiem, zły przykład) to nie Ty będziesz musiał mi udowodnić, że go nie ma, lecz ja Tobie, że jest"
  W sumie to masz rację, że strzeliłem gafę. Ale jakbym na przykład postawił tezę, że nieprawdą jest, że Bóg nie istnieje, to musiałbym udowodnić, że jest prawdziwa, czy że nie jest? Wszystko zależy od punktu widzenia, ten kto wysuwa jakąkolwiek teorię powinien ją udowodnić niezależnie od tego czy mówi ona o isnieniu, czy nieistnieniu czegoś. Ale jest jeszcze jeden problem: co zrobić gdy nie da się przedstawić NIEPODWAŻALNEGO dowodu ani na istnienie, ani na nieistnienie? Wtedy trzeba się uciec do dowodów mniej "wyraźnych". Zatem twierdzenie, że nie ma dowodów ani za, ani przeciw skutkuje tym, że sprawa isnienia Boga przedstawia się następująco: nie wiadomo. Co oznacza, że Boga może nie być, bo nie ma dowodów na to, że istnieje, ale może On także istnieć, ponieważ NIE MA DOWODÓW NA TO, ŻE NIE ISTNIEJE. Teraz rozumiesz co miałem na myśli? A przechodząc do dowodów "rozmytych":). Pewien pan imieniem Rene Descartes (czyli Kartezjusz) wysunął ciekawy dowód na isnienie Boga. Zamieszczam go na końcu tekstu.

  "Dowód przedstawiony w skądinąd genialnej książce "Mistrz i Małgorzata" (...) to, tak jak napisał Qn'ik, jedynie fikcja literacka."
  Qn'ik napisał też, że ten dowód można zbić dowcipem o rybkach w akwarium (z pointą: "Skoro Boga nie ma, to kto nam zmienia wodę w akwarium?"). A wiecie, że dowody na temat ewolucji (nie wiem jakie poglądy ma Qn'ik, ale to także do niego) też można zbić dowcipem? "W czasie wykładu na temat ewolucji student pyta profesora: Więc uważa pan, ze gdyby obciąć uszy wszystkim ludziom i obcinać je wszystkim nowo narodzonym dzieciom, to w końcu zaczęłyby się rodzić dzieci bez uszu? Profesor mówi, że tak. Na to student: To jak wytłumaczyć fakt, że wciąż rodzą się dziewice?". Wiem, ten akapit jest nie na temat, ale w końcu to artykuł dygresyjny...

  "To straszne, że człowiek musiał wymyślić sobie jakąś marchewkę na kiju, aby widzieć sens życia."
  A coś Ty sie tak uczepił tej marchewki na kiju? A jaki Ty widzisz sens życia? Staranie się aby "przeżyć życie jak najlepiej"? A skoro wymyśliłeś sobie cel życia i do niego dążysz, to ja mogę powiedzieć, że też wymyśliłeś sobie taką marchewkę na kiju, żeby widzieć sens życia. Pracież każdy sens życia można można tak nazwać, więc zastanów się czy chcesz polemizować, czy nabijać się bez sensu.
  Ja uważam, że życie nie miałoby sensu bez Boga. Ponieważ wtedy złych ludzi czekałby taki sam los, jak dobrych.

  "nie wierzę, więc się nie modlę i nie wierzę w siłę modlitwy. Jak więc mogę modlić się o to, żebym zaczął wierzyć, skoro adresat moich modlitw moim zdaniem nie istnieje/nie słucha mnie", ale "jeszcze resztki wiary na dnie się tlą".
  I dzięki tym resztkom wiary wiesz, że modlitwa może odnieść skutek, jeżeli tylko jest szczera. Ale z tą modlitwą o wiarę, to po części masz rację: jeśli ktoś nie wierzy w ogóle, to on sam uważa, że modlitwa nie ma sensu, ale jeśli ktoś go namówi, albo usłyszy od kogoś, albo wierzy, ale ma wątpliwości, albo chce popełnić samobójstwo i przychodzi mu na myśl: "a może by tak spróbować?", to przez modlitwę może uzyskać łaskę wiary.

  Co do "Paradoksu Chińczyka" (że powiedział: "wszyscy Chińczycy to kłamcy") to nie jest to paradoks, bo da się go rozwiązać w niezwykle banalny sposób. Zakładając, że on kłamie (co zresztą wynika z tego, co powiedział). A zatem uznając, że on kłamie, zdanie "Wszyscy Chińczycy to kłamcy" jest kłamstwem. Prawdą więc jest, że "Nie wszyscy Chińczycy to kłamcy". A skoro nie wszyscy kłamią, to znaczy, że część z nich mówi prawdę, a część kłamie. Do tych kłamiących należy także ów Chińczyk, co potwierdza, że zdanie, które wypowiedział jest kłamstwem. Też mi paradoks. Znasz jeszcze jakieś równie genialne paradoksy?

  A co Doorshlaq ma do powiedzenia na temat dewotek: "Dewotka to baba, która jest fanatyczką wierzącą ślepo księdzu."
  O przepraszam, ale według "Encuklopedii Popularnej PWN" dewocja to: "Przesadna, POWIERZCHOWNA pobożność; nadgorliwość w praktykach zewn. PRZY BRAKU wewnętrznej religijności." (podkreślenia moje). To o czym piszesz to fanatyzm, co zresztą zauważyłeś ;).

  "Poza tym ja też jestem przeciw aborcji - chyba, że matka została zgwałcona."
  Aaaach, więc chcesz karać dziecko za grzech gwałciciela? Rezczywiście od razu widać, że masz "prawidłowy system wartości".

  A teraz obiecany dowód. Jest trochę długi, więc go skróciłem. Jeśli ktoś jest zainteresowany, to mogę wysłać mailem całość - adres na dole.

  "(...) Otóż - jeżeli rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, (...) że ja sam nie mogę być przyczyną owej idei - to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie, lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei. (...)
  Pozostaje więc tylko idea Boga, (...) czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną, o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje, o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie samego. (...) Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako że ja jestem skończony (...).
  I dlatego (...) trzeba dojść do wniosku, że już to samo, iż ja istnieję i posiadam ideę bytu najdoskonalszego, to jest Boga, dowodzi jak najoczywiściej, że Bóg także istnieje. (...)
  Pozostaje mi jeszcze tylko zbadać, w jaki sposób otrzymałem ową ideę od Boga. Bo nie otrzymałem jej ani przy pomocy zmysłów, ani też nigdy nie przyszła do mnie niespodziewanie, jak zazwyczaj idee rzeczy zmysłowych, kiedy się te rzeczy narzucają, względnie wydają narzucać zewnętrznym organom zmysłów. Nie utworzyłem jej też sam, bo nie mogę niczego zgoła z niej ująć ani niczego do niej dodać. Wobec tego nie pozostaje nic innego, jak przyjąć, że jest mi wrodzona, tak samo, jak mi jest również wrodzona idea mnie samego. (..) To znaczy, że gdy skieruję uwagę na siebie samego, to nie tylko pojmuję, że jestem rzeczą niezupełną i zależną od kogoś innego, rzeczą, która dąży nieograniczenie do czegoś coraz większego, czyli lepszego, lecz pojmuję także równocześnie, że ten, od którego jestem zależny, posiada te wszystkie rzeczy większe nie w jakiś sposób nieokreślony i potencjalny tylko, lecz rzeczywiście ma je w sobie w stopniu nieograniczonym, a przeto jest Bogiem."
  Rene Descartes - Medytacje o pierwszej filozofii, tłum. M. i K Ajdukiewiczowie.

Jakby coś, to pisz do kakadudu