I oto przebrzmiał ostatni, wieńczący monumentalną
suitę akord. Anioł śmierci zbliżał się starannie wytyczoną, balistyczną
ścieżką.
Na niewyobrażalnie krótką chwilę czas zatrzymał swój bieg.
Wszystko zamarło, ustał odwieczny molekularny taniec. Najmniejsze nawet,
elementarne drobiny rzeczywistości wstrzymały oddech, by po chwili eksplodować
oślepiającym blaskiem miliona słońc.
Krzyk dziecka niczym nóż przebił
delikatną zasłonę uświęconej ciszy.
Ognisty ptak pomknął na skrzydłach
burzy. Złożyły mu pokłon drzewa, złożyły mu pokłon domy, złożyli mu pokłon
ludzie. Zmuszeni klękali, by nigdy się już nie podnieść. Gorący wicher warstwami
zdzierał z nich człowieczeństwo.
Zniszczenie. Nowa, niezaznaczona na
żadnych mapach pustynia.
Śmierć. Z prochu powstali, w proch się
obrócili.
Trwało to wieczność, zawartą w ułamku sekundy.
Została
jedna, tląca się płaszczyzna.
Nieprzeliczone tysiące odłamków rozbitego
zwierciadła odbijają światło pod różnymi kątami. Jedność i równość, teraz, po
Apokalipsie, gdy nie ma już nic.
Aż po horyzont ciągną się w próżni milczące
szeregi kamiennych dusz.
Dusz zhołdowanych wodorowi.
W imię Boga. W
imię pokoju. W imię interesów.
Za nowy świat!
"Płaczę, gdy anioły
zasługują na śmierć
Ojcze, w Twe ręce polecam swego ducha
Ojcze, w Twe
ręce
Dlaczego mnie opuściłeś?"
Słońce zachodzi nad nieistniejącą
zbiorową mogiłą. Tutaj nie wzejdzie już nigdy. Tutaj świat się skończył.
Axel Prubaj
Hoolaynoga
Cytat pochodzi z utworu "Chop Suey!" grupy System
of a Down.