Życie
Polaka w Polsce
czyli
: P.L. 2018 Odyseja Blokowa
Popatrzmy na mapę Europy. Mniej-więcej
na jej środek. Leży tu mały kraj, Polska. Kiedyś był większy,
ale dwóch przyjaciół z boiska zrównało go z ziemią wspólnymi,
brązowo- czerwonymi siłami. Popatrzmy bliżej, na mapę o większej
dokładności. Tu stoi miasto, Klewki City. Miasto założył
pewien poseł, a pieniądze na jego budowę uzyskał z handlu
zagranicznego. Prezydentem miasta jest śmieszny pan w dziwnym
nakryciu głowy. Czasami tylko leci helikopterem odwiedzić swoją
ojczyznę na dalekim wschodzie. Ale to nieistotne. W mieście
tym, od paru dobrych lat, mieszka pan Robert.
Kim
jest Pan Robert? Jest spokojnym, szarym obywatelem. Prowadzi
osiadły tryb życia, ma własną firmę. Z wykształcenia jest
muzykiem, ale zrezygnował z tego zajęcia- woli sprzedawać
kurtki zimowe i obuwie sportowe. Kiedyś chciał grać na gitarze
albo na klawiaturze, ale nie znał nikogo kto mógłby z nim
zagrać. Zresztą, do dziś prześladują go w koszmarach ceny
sprzętu - gitara plus wzmacniacz: 5000zł, średnia klawiatura
bez nagłośnienia: 6000zł.
Tak więc młodzieńczy zapał wygasł już
dawno temu. Teraz pan Robert ma 48 lat i co chwila zaciąga gdzieś
kredyt, żeby jego firma mogła istnieć.
Pan Robert miał dziecko i żonę, ale to było dawno i nieprawda.
Jego syn dorobił się i zostawił rodzinę, a jego żona wpadła
pod cysternę.
Wróćmy jednak do tematu... którym jest jeden z bliźniaczych dni życia pana Roberta. On sam określa swoją egzystensję jako dzień świstaka, nie widać u niego jednak jakichkolwiek oznak załamania czy depresji.
Pan
Robert obudził się, jak zwykle, o godzinie 7:00. Popatrzył smętnie
na okno i piękne szare niebo, które czaiło się na codzień
rano. Od czterech dni ciśnienie było niskie, więc pan Robert
przez pięc minut przypominał sobie kim jest. Gdy już wstał,
jego oczy napotkały za oknem gołębia, który jak zwykle załatwiał
potrzeby na parapecie mieszkania numer 234, w którym to mieszkał
pan Robert. Lokator wzruszył ramionami - nie uważał się za
Syzyfa.
Jak codzień rano, pan Robert włączył
telewizję, by posłuchać porannych wiadomości. Telewizja
Rydzyk, Urban TV, BBC Talibah... Jest! Na jego ulubionym
kanale, GrayStory, właśnie zaczynały się wiadomości.
Pan Robert poszedł zrobić sobie śniadanie. Pokroił chleb, włączył
czajnik, posmarował kanapki majonezem i przykrył kiełbasą.
Następnie usiadł przed telewizorem. Dziś w nocy starli się
zwolennicy majonezu Helmann's i wielbiciele Kieleckiego. Co
za ludzie - pomyślał pan Robert - nie mogą posmarować sobie
kanapki musztardą francuską?! Dwadzieścia ofiar śmiertelnych,
wszyscy zginęli po zjedzeniu kiełbasy nieznanego pochodzenia. Pan
Robert rzucił okiem na swoją kanapkę. Gry komputerowe
powodują trwałe uszkodzenie woreczka żółciowego i żołądka.
Organizm, na widok rozrywanego ciała produkuje więcej kwasu żołądkowego.
To samo mam po zjedzeniu leku od bólu głowy... Dziś
mafioso znany jako Drób, spalił dwadzieścia domów bezpiecznej
starości i trzy przedszkola. Prezydent prosi sprawcę o więcej
litości, a dowód zaufania likfiduje ostatecznie policję. To
w Polsce jest aż tak źle? - zdziwił się Pan Robert Obywatele
RPA są oburzeni. Aha.
Gdy pan Robert zakończył konsumpcję, odłożył
talerz do zlewu. Kiedyś miał zmywarkę, ale zepsuła się rok
temu- a na naprawę trzeba zarobić. Następnie, pan Robert zaczął
się ubierać. Powąchał swoją świeżo wypraną koszulę, ale
w przeciwieństwie do pań w reklamie nie zamknął oczu w
euforii i zachwycie. Zauważył natomiast, że nie doprała się
plama z sosu paprykowego. Z wyraźną oznaką znudzenia otworzył
szafę i wyciągnął inną koszulę. Wiążąc buty zauważył,
że po raz trzeci w tym miesiącu przecierają mu się sznurówki.
Błoto z poprzedniego dnia wyżerało mu w bucie dziurę. Gdy pan
Robert wreszcie się ubrał, sięgnął po klucze i wyszedł do
pracy. Narkoman na jego klatce schodowej powiedział grzecznie
'dzień dobry', a winda-zgodnie z tradycją- zacięła się między
parterem a trzecim piętrem.
Na ulicy pana Roberta przywitał przewrócony
kosz na śmieci i trawnik pełen psiego nawozu. Jadący z dużą
prędkością samochód wprawił w ruch wodę w pobliskiej kałuży
- tym razem pan Robert nie dojdzie czysty do pracy. Wsiadł
jednak dzielnie do samochodu i przez dwadzieścia minut próbował
przekręcić kluczyk w stacyjce.
Gdy
pan Robert szczęśliwie dojechał do pracy (pomijając, że stał
w korku i pare razy wymusił pierwszeństwo), przywitali go
pracownicy. Następnie udał się na zaplecze, rozebrał i usiadł
na fotelu. Przez wiele godzin obserwował kilku klientów, którzy
w sumie zakupili towar za niebagatelną sumę 30zł. No cóż,
nikt przecież nie kupuje obuwia sportowego w taką pogodę...
Zamiast gapić się na własny sklep, postanowił włączyć
sobie obrady sejmu (mały telewizor nie był może komfortowy,
ale lepszy rydz niż gołąb na dachu). Dzisiaj przywitały go
wrzaski z mównicy. Swe przemówienie odczytywał Kafalii Trekyn.
Kefalii był karany za podpalenie szpitala i zamordowanie matki,
ale mimo to pozwolono mu na przystąpienie do wyborów w nadziei,
że się poprawi. Między innymi dla niego powieszono w sejmie
liany, aby nie czuł się osamotniony z dala od puszczy. Tylko
nieliczni strażnicy moralności, Andrzej Lepper i Roman Giertych
protestowali... Niestety, nikt nie chciał już słuchać dwóch
staruszków. Przyminano im za to, że postęp musi nadejść -
oni też propagowali nową formę polityki.
Po obradach sejmu w telewizji zaczęły się
reklamy. Jakaś pani dostawała... olśnienia jedząc batonika
kokosowego, a pewien mężczyzna kretyńsko uśmiechał się po
spożyciu proszka od bólu głowy, jednocześnie zachwalając
jego skuteczność. Pan Robert wyłączył telewizor i spojrzał
na zegar - obrady sejmu przeciągnęły się aż do 17:35.
Zirytowany stratą czasu, wyszedł ze sklepu żegnając pracowników.
Ktoś złośliwie poobrywał mu klamki w samochodzie. Pan Robert,
co było rzadkością w jego życiu, zaklął siarczyście i
poszedł do tramwaju.
Pan Robert kichnął i natychmiast spojrzał za siebie - może idzie za nim jakieś łóżko? W końcu to objaw grypy!
Na
początku przecisnął się do środka- tradycyjnie przy wejściu
stało pięć osób. Nie śmiał spojrzeć na młodzież w drugim
wagonie, bo toczące się w nim sceny należałoby opatrzyć
naklejką XXXX i podpisem 'ocenzurowano'. Na najbliższym wolnym
miejscu przesiedział 2 minuty, bo za chwilę ustąpił miejsca
staruszce. Babcia też jednak nie odpoczęła, bo wypchnęło ją-
z aprobatą matki- 8-letnie dziecko. Pan Robert nawet się nie
skrzywił, gdyż ostatnim razem stracił dwa zęby. Zdusił w
sobie gniew i oddał bilet do kontroli. Z niewielkim zdziwieniem
obserwował zaślinione i spękane usta kontrolera, który złapał
kogoś za niewyraźny podpis na bilecie.
Jednak pan Robert skrajnie się zdenerwował,
gdy przytulił się do niego jakiś pijak. Pan Robert nie może
już tego wytrzymać, pan Robert pójdzie się wyciszyć, pan
Robert pójdzie do kościoła.
Pan Robert nie wierzył, w każdym razie nie był pewien. Lubił jednak czasami posiedzieć w kościele. Niestety, ostatni raz był tam kilkanaście lat temu, nie wiedział więc, co się zmieniło. Na początku przestraszył się wielkiego plakatu z napisem 'daj na tacę ile wlezie'. Po godzinie mszy miał już dość. W połowie parafii w Polsce rozpanoszyła się moda na 'pochylony zamiast pochwalony'. W tej również. Arcybiskup Paetz został uznany za czołowego reformatora kościoła. Pan Robert miał wrażenie, jakby był w koszmarnym śnie.
Pan Robert wybiegł ze świątyni. Natychmiast pojechał do domu. O samochód będzie się martwił później.
Biedak...
w domu zastały go reklamy i niesmaczny obiad. Pan Robert już
dawno temu nauczył się, że nie należy patrzeć się na skład
produktów spożywczych. Wiedział dobrze, że do kiełbasy
dodaje się mielonych opon, a marchewka ma w sobie więcej nawozu
niż marchewki. Odsmażył więc trochę warzyw z mięsem. Zasiadł
potem do stołu i rozpoczął po raz kolejny ceremonię oglądania
reklam.
Tym razem Pan Robert ujrzał cudowną, lśniącą
komórkę. Za 20 zł otrzymujesz: telefon z wbudowaną kamerą
cyfrową, odtwarzacz mp5 z pamięcią 130 GB, kolorowy wyświetlacz
z projektorem, 2 tygodnie darmowych rozmów i komputer za darmo. Fascynujące...
Potem jakaś pani piła sok, rzekomo delikatny jak jedwab (czy
inny aksamit) i dostawała przy tym... olśnienia... zamykając
oczy. Po reklamach były wiadomości, z których pan Robert
zapamiętał jedynie, że eksterminowano jakąś mniejszość
narodową i że ktoś wjechał cysterną w supermarket... Też mi
nowość...
Po pogodzie i sporcie (mówili coś o
wynalezieniu zdrowych smacznych sterydów) zaczęły się filmy. Trudno
coś dla siebie wybrać... Na przykład na kanale UrbanTV
leciało coś antyklerykalnego, na BBC Talibah James Bond walczył
z chińskim zbieraczem ryżu (tym razem agentowi 007 zamiast pięknych
kobiet towarzyszyli piękni mężczyźni)... pan Robert przełączył
program z obrzydzeniem.
Jeszcze przez chwile programy zmieniały się
a ręka pan Roberta manewrowała pilotem... później dało się
jedynie słyszeć chrapanie i bełkot telewizji...
Kolejny dzień, skończył się.
Marmach@polbox.com