O teatrze słów kilka...



      Tłum elegancko ubranych ludzi. Mężczyźni w czarnych garniturach, bądź frakach, kobiety w nowych sukniach wieczorowych lub innych przyciągających wzrok ciuchach, które z reguły spokojnie odpoczywają sobie gdzieś w kacie wielkich szaf, dzieci w kreacjach na specjalne okazje… Zewsząd dobiegają szmery, ciche rozmowy. Drrrr! Dzwonek. Pierwszy, za chwilę drugi i trzeci. Gasną światła, na sali robi się cicho i ciemno. Pełne napięcia oczekiwanie… Kurtyna podnosi się; zaczyna się spektakl…
      A teraz przyznaj się Czytelniku, kiedy ostatnio doświadczyłeś czegoś takiego? No? Niech zgadnę. Kilka miesięcy temu? Nie, to by było całkiem niedawno. Pół roku? Rok? Kilka lat? A może nie pamiętasz, tak dawno to było? Nie pamiętasz, kiedy ostatnio byłeś w teatrze? To może warto by nadrobić zaległości? Powiedzmy zamiast trzeci raz w tym samym tygodniu iść do kina, zamiast siedzieć bezczynnie i godzinami gapić się w telewizor, bądź monitor, poszedłbyś z kimś do teatru? Głupi pomysł? Czy ja wiem, może nie aż tak głupi, jak się wydaje.  
      Nie wiadomo dlaczego, ale z chodzeniem do teatru sprawa ma się podobnie jak z czytaniem książek. Tzn. i jedno i drugie jest obecnie mało popularne (lekko mówiąc…; trafniejsze jest chyba stwierdzenie, że nastąpiła faza totalnego zaniku w/w czynności :( ). Jeśli o mnie chodzi, to obie te postawy stanowczo potępiam, ale w tym arcie skupimy się na pierwszym zagadnieniu. Więc zadajmy sobie pytanie: dlaczego nie chodzimy do teatru (oczywiście są wyjątki)?  Myślę, że odpowiedzi mogłyby być mniej więcej takie:
- Dlatego, że jest nudny. Hmm… cóż, często słyszę takie teksty: „Nie lubię, bo będzie nudno, więc nie pójdę. Mogę iść gdzie indziej, będzie ciekawiej”. Oczywiście, zgadzam się, że ktoś może nie lubić teatru, ale pod warunkiem, że obejrzał sporo różnych sztuk i wyrobił sobie takie, a nie inne zdanie. Problem w tym, że zdecydowana większość twierdzi, iż teatr jest „beee”, ponieważ w swoim życiu widzieli zaledwie kilka przedstawień, które w większości były adaptacjami lektur szkolnych (zresztą to był jedyny powód, dla którego przyszli na spektakl…). A takie adaptacje rzeczywiście z reguły są żałosne, bo to nie jest prawdziwy teatr; to jest teatr „pod publiczkę”. Więc jak ktoś nie widział innych, „poważniejszych” spektakli to radzę natychmiast wybrać się na takowy; może zmienicie zdanie.
Fakt faktem, zdarza się, że dany teatr ma wyjątkowo kiepski repertuar, ale w takim wypadku są chyba jakieś inne teatry w okolicy?
- Dlatego, że bilety są za drogie. Rozumiem, że dla niektórych to może być problem, bo rzeczywiście bilety na najlepsze przedstawienia są drogie (a nawet bardzo drogie, choć nie jest to reguła). Ale to jeszcze nie znaczy, że tych pieniędzy nie można uzbierać, bez przesady. Nikt nikomu nie każe chodzić do teatru co tydzień, a raz na powiedzmy, pół roku można sobie spokojnie taką sumkę uskładać.
Zastanawialiście się dlaczego bilety do teatru są droższe niż np. do kina? (bo bilet do kina kosztuje max.20 zł., a do teatru na dobry spektakl – średnio- od 25 (jeśli chcesz mieć miejsce z boku na trzecim balkonie) do 70 zł. (w skrajnych przypadkach nawet więcej)). Bilety są droższe, głównie dlatego, że artyści grają na żywo ( poza tym jeśli w przedstawieniu grają znane polskie gwiazdy – a nie ukrywajmy, że wtedy sztuki są najlepsze – to mają one wysokie honoraria; doliczając jeszcze np. kosztowną scenografię i orkiestrę otrzymamy dość dużą sumkę, a pieniążki z nieba nie spadają…). Ale warto zapłacić za bilet, aby poczuć niezwykłą atmosferę, jaka panuje w czasie spektaklu. Nie uświadczy się czegoś takiego w kinie, bo taki urok ma tylko teatr.
Swoją drogą, chyba wszyscy aktorzy zgodnie twierdzą, że większą satysfakcję daje im praca w teatrze niż w filmie. A to też zmusza do zastanowienia, bo dla kogo będą grać, jeśli ludzi chętnych do podziwiania ich talentu na żywo jest coraz mniej?
- Dlatego, że teatr jest monotonny, wszystko jest takie samo. Nic bardziej mylnego. Przedstawień nie dzielimy w tych kategoriach co filmy (tj. na przygodowe, kryminały, akcji itd.), one mają własne gatunki. Należą do nich m.in.: od tych najbardziej popularnych rodzajów dramatu jak tragedia i komedia przez musicale, czy pantomimy po specjalne odłamy teatru jak teatr kukiełkowy czy absurdu. Takich podgatunków jest bardzo dużo i na pewno są one bardziej różnorodne niż filmy. Bo każdy spektakl oferuje zupełnie co innego. Inaczej odbieramy jeśli w jakiejś sztuce gra tylko jeden aktor (monolog), zupełnie inaczej gdy na scenie jest tylu ludzi, że trudno ich policzyć. Inne wrażenie wywiera teatr bez słów (pantomima), inne śpiewany (opera, musical), jeszcze inne zwykły, klasyczny repertuar. Moim zdaniem ta niezwykła różnorodność spektakli to jeden z największych plusów teatru.
- Dlatego, że nie mam czasu. No comments. Nie masz czasu, trudno, twoja starta.
      To chyba główne powody nie chodzenia do teatru. A jakie są jeszcze inne zalety? Tych jest jeszcze całkiem sporo (chociażby zobaczenie ulubionych aktorów na żywo, wyjątkowa atmosfera – czujesz się jakby grali tę sztukę specjalnie dla ciebie; mile spędzony czas:), z reguły kulturalnie zachowujący się ludzie dookoła:) itp.), ale to się docenia po obejrzeniu dobrego spektaklu. Mogłabym napisać, że zaletą jest np. to, że jednak zdarzają się dobre adaptacje lektur szkolnych (licealnych), ale żeby je zrozumieć książkę i tak powinno się mieć przeczytaną. Tak więc czytajcie książki i chodźcie do teatrów! Nie będziecie żałować, gwarantuję.

                                                              Vianne

PS. Jeszcze taka ciekawostka o jednym z polskich teatrów, zupełnie wyjątkowym i znanym dużo lepiej za granicą niż u nas w kraju (to lekka paranoja, ale w Polsce to normalne). Głowę daję, że większość czytelników o nim nie słyszało. Taka mała podpowiedź: kojarzy się z KUL–em. (Katolicki Uniwersytet Lubelski, jakby ktoś nie załapał). No i ktoś wie o czym mówię? No dobra nie będę was dłużej męczyć (a może:).
Pomysłodawca, reżyser, scenograf, kompozytor (wszystko w jednym) teatru, o którym mówię zwie się Leszek Mądzik. Stworzył on jedyny w swoim rodzaju teatr: teatr bez aktorów, teatr bez akcji, teatr mroku i światła, teatr śmierci. Teatr, w którym główne role grają Ciemność i Jasność, teatr w którym czasem pojawiający się ludzie są rekwizytami. Ciekawe, nie? Żeby Wam trochę przybliżyć idee Mądzika zamieszczam fragment wywiadu z twórcą dla „Rzeczypospolitej”:
„…A dlaczego mrok? By skupić się nie na mało istotnych rzeczach wokół, które nas sobą absorbują, a jedynie na tym, co ktoś nam pomaga dostrzec. Zauważyłem, że noc może być bezpieczna, a czerń kojąca. (…) Czerń pozwala mi wydobywać fragmenty rzeczy, przedmiotów i ludzi, które komponuję w pewien ciąg działań. W czerni osadzam niepokój i  zagrożenie podczas wędrówki nieznanym traktem, na którym spotykamy to, za czym tęsknimy. (…) Przy ograniczonej możliwości widzenia silniej uruchamiamy wyobraźnię. Tworzę obraz, a wyobraźnia widza go wzbogaca. Kolejny zderza się z tym, co widz skojarzył, jest w tym coś (…) z nadrealności.”
I jeszcze jeden fragment, innej wypowiedzi:
„Wprowadzam widza w taki tajemny dla mnie kosmos, w którym dzielę się swoimi lękami i zagrożeniami. Paradoksalnie – im większy dramat uda mi się wydobyć na widowni, tym większą czerpię wiarę w sensowność istnienia i tworzenia dalej tego teatru. (…) Moje sceniczne pejzaże, ten spowolniony ruch w moich przedstawieniach, to wyłanianie się kształtów kształtów ciemności – to jest dla mnie taka modlitwa. (…) Nie piszę scenariuszy do spektakli, nie robię żadnych notatek. Myślę obrazami, noszę je w sobie. (…). Teatr. Wymyśliłem sobie tak od początku, że będę go malował światłem i ciemnością. Każdy spektakl jest obrazem malarskim. Czerń jest blejtramem, na którym białym pędzlem, czyli światłem, maluję poszczególne akty dramatu, który chciałbym ujawnić przed widzem.”
No, chyba wystarczy, pewnie i tak niewielu doczytało aż tutaj... Przytoczyłam te fragmenty, bo odkąd usłyszałam o tym teatrze od znajomych, bardzo mnie zainteresował. I uważam, że warto o nim wiedzieć.