Jednak Pewien Gość w cholerę nie poszedł
czyli kogo ostatnio wnerwiam


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



No proszę. W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że ktoś poświęci całego swojego arta mojej skromnej osóbce. Już zaczynałem się niepokoić, czy przypadkiem nie włożyłem za mało starania w bycie kontrowersyjnym, ale pewnego pięknego dnia otworzyłem AM i złośliwy uśmieszek ponownie rozjaśnił moją gębę. Okazuje się, że wreszcie udało mi się kogoś wkurzyć. Życie jest piękne! Wreszcie czuję się w pełni doceniony. Zaszczyt jest tym większy, że mnie, AM-owego nowicjusza, który ledwo co dowiedział się o tym wspaniałym magu i ledwie parę tekstów skrobnął, objechał ktoś tak zaawansowany wiekiem i literackim stażem, jak Mały.

"A idź pan w cholerę!", AM #34. Tekst jest tak nasycony bezsilną złością, że momentami aż trudno zrozumieć, o co autorowi właściwie szło. A przecież ostrzegałem - myślicie że po co ta ramka na górze moich tekstów? Żeby odróżnić je od twórczości Pasibrzucha, jak sugeruje Mały?

"Ogólnie nie lubię krytykować innych ludzi, ale jak widzę, że inni krytykują innych za to, że napisali dobry tekst, a oni sami nie zostali docenieni krew mnie zalewa. Nie zdziwiłbym się, gdyby robili to starzy czytelnicy i twórcy AM, ale robią to zwykli gówniarze, którzy dorwali się do Worda i po napisaniu pięciu tekstów myślą, że są super. Mowa tutaj o pewnym gościu (taka ksywa), który wyraźnie według mnie, zrobi wszystko, aby zwrócić na siebie uwagę"

Medal krasomówcy za to pierwsze zdanie - sam już nie wiem, kto krytykuje kogo... Co do mojego wieku - nic nie poradzę na to, że jestem genialnym dzieckiem i obecnie, czyli w wieku pięciu lat, umiem biegle posługiwać się trudną sztuką pisania. Wy, starzy (masz pewnie z osiemnaście lat, tak na oko, "aż" osiemnaście) chyba nigdy tego nie zrozumiecie... Za starego czytelnika AM pewnie też się nie mogę uważać, bo czytam go dopiero od pierwszego numeru, taki Mały na przykład to zapewne sięga pamięcią jeszcze w numery ujemne. Moja kariera pisarska trwa jeszcze krócej, ale coś mi się wydaje, że popełniłem troszkę więcej, niż pięć artów. Ale nawet gdybym się w tej ilości mylił, to jakie ona ma znaczenie? Są w AM i tacy, którzy piszą teksty masowo (palcem wskazywać nie będę), tyle że wszystkie ich wypociny razem wzięte do pięt nie dorastają mojemu jednemu, choćby najgorszemu tekstowi. Dorwałem się do Worda? Coś ty, koleś, ja jeszcze gorszy jestem, bo swoje arty piszę od A do Z w Notatniku. Kod HTML również.

Proponuję Małemu jakiegoś dobrego psychologa, albo chociaż skuteczne leki na nerwy, skoro lektura moich artów powoduje u niego tak skrajne emocje, jak sam opisuje. A jeśli nie pomoże, to niech mojej twórczości nie czyta, tak dla własnego zdrowia. Nawiasem mówiąc, cytat powyżej jest to tak zwana filozofia Kalego: mnie Mały zabrania wyrażać swoją opinię na temat tekstów, które mi się nie podobają, ale sam czyni to z upodobaniem wobec moich tekstów.

W jednym Mały ma rację - że myślę, że jestem super. A co, nie lubię fałszywej skromności. I w tym, że zrobię wszystko, aby moje teksty się podobały. Na przykład siedzę nad każdym po kilka dni, dopracowując najmniejszy szczegół, poprawiając błędy, dopisując całe akapity, wywalając nieprzemyślane fragmenty. Podczas kiedy innym autorom nie chce się nawet sprawdzić pisowni.

"Jak już niektórzy się domyślają chodzi mi o art pt: "O okładce" z któregoś z poprzednich numerów AM. Autor ww. tekstu znęcał się nad innymi autorami tekstów, których tytuły widniały na okładce AM. Teraz ja poznęcam się nad jego twórczością tylko dlatego, aby zauważył, że nie każdy musi się zgadzać z czyimś gustem itd. ale nie jest to powodem do wspomnianego wcześniej znęcania się"

Momencik. Ja przyznaję się do błędu - zjechałem kilka tworów, które nie trafiły w moje gusta, może i źle postąpiłem. Teraz natomiast jajko chce kurę pouczyć, że nie wolno wyżywać się na innych tylko dlatego, że nie podoba się czyjeś dzieło. I samo to robi. No to ja mam pomysła - może kiedy policjant chce nauczyć skina, że nie wolno bić Murzynów, sam powinien skopać jakiegoś czarnego, tylko po to, żeby pokazać, że nie każdy musi się zgadzać z czyimś gustem. A nauczyciel, zirytowany imponującą odpornością swoich podopiecznych na tajniki tabliczki mnożenia mógłby zapełnić tablicę mądrościami w stylu "2x2=7". Taką właśnie metodę zastosował Mały, i pewnie nawet tego nie zauważył, zaślepiony niezbyt pozytywnym uczuciem do mnie. Zgoda, istnieje w przyrodzie sposób edukacji zwany uczeniem się na błędach, i jest on doskonałym uzupełnieniem uczenia się na wzorcach do naśladowania, ale polega ten sposób raczej na pokazywaniu błędów popełnionych NIEŚWIADOMIE...

"Pewien gość jest tak oryginalny, że skopiował layout pasibrzucha i dodał jedną ramkę - nieładnie mój drogi"

Powiem więcej - skopiowałem również i same artykuły Pasibrzucha, i podpisałem je ksywką Pasibrzuch, a wy naiwniaki myśleliście, że to prawdziwy Pasibrzuch pisał do AM. A tak poważnie - faktycznie przy wymyślaniu mojego layouta wzorowałem się trochę na Pasibrzuchu, ponieważ jego oprawa graficzna najbardziej mi się podobała. Oczywiście, mogłem się też wysilić na oryginalność i zrobić żółte tło i litery zmieniające kolor co ćwierć sekundy, albo ustawić - kierując się jakimiś niejasnymi kompleksami - gigantyczną czcionkę, jak dla analfabetów, ale żadnych kompleksów nie mam i w dodatku uważam, że to treść arta decyduje o jego oryginalności, nie gama użytych kolorów i czcionek. Na marginesie - jest to świetne miejsce, aby polecić tekst "Plagiator" autorstwa Donalda.

"Tekst pod tytułem "Kołysanka". Do tej pory jest dla mnie zagadką, ponieważ nie wiem, dlaczego został napisany. O przepraszam - wiem - został napisany, ponieważ gość chce zabłysnąć. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że tekst ten NIC - dosłownie NIC nie wnosi do tematu o karze śmierci, a jego forma jest skandaliczna. Szczerze mówiąc nie wiem, dlaczego został on zamieszczony w AM (treść jego wypowiedzi stanowi 30% całej pracy - reszta to moje słowa)"

Muszę tutaj Małego pochwalić za jego spostrzegawczość - faktycznie, "Kołysanka" niewiele wnosi do tematu, i dokładnie o tą skandaliczną formę mi chodziło. Ta forma ma ośmieszać właśnie takie teksty, co nic nie wnoszą do dyskusji. Szkoda, że tego już Mały nie zakapował. Natomiast ekipa sortująca nasze dzieła w AM widocznie okazała się bystrzejsza, więc tekst został zamieszczony. Wyżej wspomniana ekipa rozumie też, że niekiedy w 30% pracy można zawrzeć więcej treści, niż w pozostałych 70%.

"Tradycyjnie jak to przystaje ludziom wzorujących się na innych pracach poza listą niepotrzebnych psów gość próbuje idąc za radą Eddiego [Eddie: Zaraz, jaką moją radą? Czy jest coś, o czym nie wiem a powinienem?] znów się wykazać"

Co ciekawe, mnie również nic nie było wiadomo o żadnych radach. Widocznie były one tak tajne, że nawet sami zainteresowani nie mieli o nich bladego pojęcia... Co więcej, nie słyszałem również o żadnych bezpańskich psach. Czy ja w ogóle cokolwiek pisałem o psach? O kotach - to być może, ale psy?

"A wiecie, co mnie zabiło? "odrobina bicia nie jest zła". To ja ci mogę powiedzieć, że odrobina picia alkoholu, brania narkotyków, kłamania itd. nie jest zła. A czy tak jest naprawdę? Każde zło jest złe - nie ważne, czy używane w idei dobra czy zła"

To ostatnie zdanie o mało nie zabiło z kolei mnie. Swego czasu zastanawiałem się, czy nasz były prezydent sam wymyślał swoje słynne hasełka, czy też miał jakiegoś "doradcę". Oto wszystko stało się jasne. Co zaś tyczy się bicia dzieci, mój tekst był chyba dostatecznie zrozumiały, jeśli natomiast nie był...

A zresztą - co tam, dzisiaj jestem wyrozumiały. Wytłumaczę raz jeszcze. Nie istnieje coś takiego, jak zło absolutne. Tak naprawdę, zło tkwi zawsze w braku umiaru. Odrobina alkoholu nie jest zła, ba, podobno nawet pomaga leczyć pewne dolegliwości. Tak samo odrobina bicia jest skutecznym środkiem wychowawczym, w patologię zamienia się dopiero wtedy, gdy rodzic wyładowuje swoją złość, zamiast po prostu karać. Żeby zbytnio nie odbiegać od tematu, proponuję poczytać "Przemoc" z AM #34. Małe kłamstwo również może niekiedy posłużyć dobrej sprawie. Nigdy nie napisałem również, że odrobina narkotyków musi koniecznie być zła, chociaż tak właśnie mogłoby się wydawać po zapoznaniu się z kilkoma moimi artami na ten temat. Tutaj jednak problem leży w tym, że bardzo nieliczni ludzie zdają sobie sprawę, jaka dawka jest bezpieczna i nie prowadzi do uzależnienia - równie niewielu wie, jaka dawka jest śmiertelna. Ale w tysiącach innych przypadków - złoty środek zawsze da się znaleźć.

"Mam pytanie - skoro jest to tak "marginalne", że nie opłaca się o tym mówić (nie było to napisane dokładnie w ten sposób, ale po syntezie jego zachowania można tak wnioskować) to po co o tym piszesz?"

Niektóre osoby wykazują ciekawą skłonność do takiego właśnie "wywnioskowywania". Pomijając nawet te tajemniczo brzmiące eksperymenty z syntezą mojego zachowania (ciekawe, gdzie Mały miał okazję to zachowanie zaobserwować, bo przypuszczalnie nijakiej styczności z moją skromną osobą nie miał, a w telewizji mnie za często nie pokazują)... Mamy tu przykład skrajnego braku umiejętności czytania ze zrozumieniem. Domyślam się, że Mały najpierw nabrał do mnie uprzedzeń dzięki przeczytaniu "Kołysanki" na przykład, a później zaczął wyczytywać w moich tekstach, co tylko mu pasowało wyczytać. Art o malowniczym tytule "Lanie w dupę" nie krytykował osób, pragnących zwrócić uwagę na problem przemocy w rodzinie. Chciałem tylko pokazać delikatną różnicę między katowaniem a środkiem wychowawczym w postaci klapsa (której to różnicy niektórzy niestety nie dostrzegają). Tak więc syntezę pozostawmy lepiej chemikom.

"Jedno jest tylko w nim ciekawe [chodzi o jeden z moich tekstów - Pewien Gość] - "W moim mniemaniu, jeśli w danym kręgu wszyscy się zgadzają z danym poglądem, to nie bardzo jest po co o nim dyskutować". Hmmm. A ja powiem tobie, że w życiu jest troszeczkę na odwrót i daję sobie prawie :) głowę uciąć, że tak nie jest"

Zachowaj sobie lepiej tą swoją cenną łepetynę, bo a nuż ci się kiedyś w życiu przyda? Miałem na myśli taką oto sytuację. Stoi sobie trzech kolesi, piją piwko. Nagle zauważają super laskę. Pierwszy mówi, że mu się ona podoba. Drugi się z nim zgadza. Trzeci również nie ma nic przeciwko. Co mają zrobić ci kolesie? Pobić się? No właśnie. A Mały dałby sobie głowę pod gilotynę włożyć, że się pobiją. Podobnie jest w przypadku tekstów, których autorzy krytykują, hmm, rozwiązły tryb życia. Skoro wszyscy w AM zgadzają się, że każdy powinien mieć w życiu tylko jednego partnera na raz, to po co pisać o tym teksty? "Barwne życie pszczółek" Ameryki nie odkryło, bo nie miało jej odkryć, chciałem tylko zwrócić uwagę na bezsens znęcania się nad ludźmi zmieniającymi kochanków jak rękawiczki. Chociaż ostatnio trochę w ten bezsens zwątpiłem, bo w AM #34 (w tekstach kontrowersyjnych) ukazała się pewna wielce interesująca opinia na ten temat...

"Nie wiem, czy wiesz, co to znaczy konformizm? Jeżeli nie to masz problem :), a jak tak, to jeszcze większy. Możesz mi powiedzieć (via e-mail, bo w AM szkoda miejsca na Twoje teksty), w jaki sposób konformista ma wyrazić swoją opinię - nawet, jeżeli ma rację"

Obawiam się, że mam ten większy problem, tyle, że nie wiem, na czy ów rzekomy problem miałby polegać. Konformista może, oczywiście, wypowiadać swoje poglądy, tylko... po co, skoro nic nowego nam nie przekaże? A żebym pisał do kogoś prywatne mejle, osoba ta musi spełnić pewne kryteria. Nie są one wysokie...

Mógłbym pomęczyć tekst Małego jeszcze intensywniej, ale tym razem nie o to chodzi. Chciałem pokazać, jak nisko potrafią upaść niektórzy młodzi autorzy, kiedy próbują rozpaczliwie bronić swojej twórczości. Ktoś wytyka im, że posługują się kiepskimi argumentami - zamiast przemyśleć sprawę, od razu rzucają się temu komuś do oczu. Zamiast starać się pisać solidne arty, w bezsilnej złości obdarowują bardziej doświadczonych od siebie wyzwiskami. To naprawdę przykre, że mało ludzi rozumie moje teksty, zwłaszcza, że wcale nie są one takie znowu zawikłane. Jeszcze smutniejsze, że AM nadal okupują ludzie niedojrzali emocjonalnie, którzy na widok niepozytywnej opinii na temat swoich artów pienią się jak wściekłe psy. Ale ja niniejszym kończę okres mojej wyrozumiałości. Nie będę więcej tłumaczył, o co mi w danym tekście chodziło. Piszę dla ludzi inteligentnych, a przy tym potrafiących utrzymać swoją złość na wodzy.




Zdolny Demoniczny Bobas
pewien.gosc@wp.pl