Nie jest to może spostrzegawcze, ale
gracze dużo wymagają od gier. Wymagają, aby wybrany tytuł był realistyczny,
miał czadowe bronie, dobrze się w niego grało i w ogóle. Chociaż wyrzekają
na gry, że nie spełniają pokładanych w nich nadziei, dalej grają.
Tragedia zaczyna się, kiedy przychodzi
czas prawdy. Koniec szkoły (lub z kompem) i wstrząs. Gracz nie może się
odnaleźć, wszystko jest takie realistyczne, zintegrowane, interaktywne,
że gracz czuje się zagubiony. Ma do wyboru tyle dróg, że nie wie, którą
wybrać, nie ma przyjaciół i nie ma kto mu pomóc, nie wie czy uczyć się
dalej, czy znaleźć pracę, czy pozostać w nałogu i czekać na następnego
kompa? Ale w końcu przyjdzie ostateczna chwila, będzie trzeba wystąpić
na ring.
I wtedy ten bohater, który miał pod
sobą tysiące ludzkich istnień ten, który ratował świat setki razy na setki
sposobów w setkach sytuacji z setkami broni będzie musiał walczyć rękami
i umysłem. Bez setek ludzkich istnień, bez setek broni, bez setek przyjaciół.
Wtedy zaczyna się ludzki dramat. Życie jest okrutne, rzuca graczem po linach,
depcze jego marzenia, ideały i psychikę, ale tego nie można zmienić, zawsze
tak jest. Życie nie wybiera, obojętnie czy grałeś na piratach czy na oryginałach,
obojętnie czy w RTS, RPG, FPP/TPP, przygodówki, zawsze masz małe szanse,
aby zostać graczem do końca. Musisz odpocząć od monitora, zacząć się uczyć,
aby mieć na lepszy, większy, mocniejszy. Jednak pamiętaj, zwolnij, wyjrzyj
przez okno, na ten szary świat. Spójrz na życie nie jak na grę, w której
jesteś herosem- a zacznij żyć sobą- pomyśl sobie, to nie jest MMORPG, to
jest tylko (z pozoru) takie proste życie!
Wyjdź na dwór, przejdź się po osiedlu,
okolicy, zajdź do lasu, parku i posłuchaj jak szumią drzewa- tak samo jak
kiedyś, kiedy jeszcze miałeś czas- nie ratowałeś świata. Daj toczyć się
światu własną drogą, własnym torem- a sam zjedź na bocznicę, aby odpocząć,
zgromadzić siły na wielki bój. Walkę o własne życie!
Pomyśl, ten deszcz, kołysząca się trawa,
mgła, szron, szadź, zapach spalenizny- tego nie ma w grach! Weź piłkę od
'kosza' lub od 'nogi' i wyjdź na boisko, nie szkodzi-, że za pierwszym
razem możesz nie trafić- od razu po narodzinach nikt nie chodził, z czasem
dojdziesz do wprawy. Zagrasz może pierwszy mecz gwarantuję, iż nie będziesz
pamiętał o ratowaniu świata, skupisz się na tym, aby wygrać ten mały mecz,
małą bitwę w życiowym starciu.
Wyjdź na bieżnię, przebiegnij powoli
sto metrów, wiem na początku jest ciężko, ale z czasem uda ci się pobiec
na czterysta, osiemset, tysiąc i dwa tysiące metrów bez zadyszki. Uwierz
mi, tego nie da ci gra! Nie da ci tego chłodu, nie da ci letniego skwaru
i tak wspaniałych ulew lub burz, uwierz mi, życie jest piękne! Pierwszy
wygrany lub przegrany mecz? I co? tego nie da ci żadna gra, tego żalu albo
tej radości, łez szczęścia lub smutku. Obojętnie czy wygrana czy przegrana
ważne, że starałeś się, że dałeś coś z siebie, chciałeś i chcesz, to jest
ważne, chcieć!
Także poza monitorem można być bohaterem,
a wystarczy być tylko samym sobą- takim, jakim chcemy -bez grania i udawania-
sobą!
Ostatnio były dwa listy, które poruszyły
mnie- sam przez ponad rok byłem takim 'wspaniałym graczem'- kiedy chciałem
wrócić do życia było prawie za późno- znajomości niemal upadły, zdrowie
także. Oceny były złe, a nauczyciele wrogo nastawieni. Prawie przegrałem,
wtedy widziałbym tylko napis 'Game Over', albo lepiej 'Przegrane życie',
ale udało mi się. Teraz, chociaż moje uzależnienie nie było głębokie to
wiem, co to jest 'krach' i przestrzegam was, powoli skończcie z graniem-
zacznijcie, chociaż czytać! Proszę- dla własnego dobra skończcie (choćby
częściowo) z graniem. Pomyśl, masz 'normalne' znajomości? Umiesz coś poza
graniem (programowaniem)??? Jeśli nie zacznij się bać- sielanka nigdy nie
jest wieczna!
Tymi słowami pragnę zakończyć mój pierwszy wywód, a szczęścia w życiu życzę wam i sobie!
Łukasz 'Splatch' Dywicki
(e-mail: splatch@wp.pl)