Tego pieknego dnia ekipa MKTK (Między-Kiblowa TV Kablowa, jakby kto nie
pamiętał) znów postanowiła podejrzeć, co robią normalne... ups... konkurencyjne
stacje. Po wyrzuceniu naszego szpiega z wieżowca przy ul. Woronicza, skąd
próbował wynieść znaną prezenterkę, myśląc, że to kamera, musieliśmy znaleźć
nowy sposób wychwytywania pomysłów naszych rywali. Po długich namysłach
wpadliśmy na pomysł, aby... nie uwierzycie... włączyć TV. A tam pojawił
się przed naszymi oczyma pierwszy odcinek serialu "Ogniem i mieczem". Jako,
że potrafimy docenić twórczość science-fiction (widział ktoś w końcu kiedykolwiek
prawdziwego, żywego konia?), postanowliśmy nakręcić coś podobnego i oczywiście
lepszego. W końcu skąd wziąć do filmu konia, skoro każdy wie, że takie
duże rasy psów nie istnieją? Tak czy tak, w końcu powstał film o ogrodniczym
tytule "Wodą i łopatą". Oto i nasze dzieło:
"Przenieśmy się teraz do Polski. Kraju pięknego i bogatego, płynącego wódką
i winem. Kraju, gdzie życie toczy się w budynku przy ul. Wiejskiej, albo
pod osiedlowym monoplowym. Przyjrzyjmy się więc życiu przeciętnego Polaka.
Chmielnicki - domniemany szef pruszkowskiej mafii, poseł (choć i to nie
jest pewne). Piąta po południu. Po ciężkim dniu wraca swym mercem do domu.
Choć interesuje się głównie wodnymi roztworami etanolu i ich spożywaniem,
pasjonują go też maszyny samolotami zwane. Nic więc dziwnego, że skupia
swą uwagę na trzech MIG-ach wojskowych, lecących nad lasem. I bardzo niedobrze,
gdyż nie zauważa rolniczej blokady. Jako, że wgapiony w lecące naraz całe
wyposażenie polskiej armii, nie spoglądał na drogę, teraz za to zapłaci,
gdyż wpadł na niejakiego Józefa K. i zmasakrował mu (wg informacji kasy
chorych), lewy kciuk u prawej stopy (?). Chłopi z kosami się na posła rzucili,
oponę mu na szyi zawiązawszy. Byłby się chłopak udusił, byłaby mafia pruszkowska
upadła. Jednak na miejscu zjawił się w porę tajemniczy Roman Skrzetuski,
aktor. Jako, że niegdyś grał jakiegoś trupa w Janosiku, teraz obrońcą pokrzywdzonych
się poczuł. Swym TIR-em w blokadę wjechał, rolnicy na pole uciekli. Na
niebie... napis "Ogniem i mieczem" się pojawił i nazwiska aktorów w filmie
grających.
Tym razem znajdujemy się w ekskluzywnej restauracji "La Pindelina" w Warszawie.
Cała stołeczna "śmietanka" schodzi się tu, by wyżłopać mleczko z ulubionym
rodzajem wódeczki. Skrzetuski, jako że właśnie z nagrania teatru TV wrócił
(tak na marginesie - rola stojaka na kapelusze w domu Janusza K.M.), postanowił
browara się napić. Siadł sobie przy stoliku, gdy tu nagle Andrzej L. do
lokalu wleciał. Rozpoznał Skrzetuskiego, który mu wczoraj blokadę zmasakrował,
i wyjasnień zażądał. Niestety, Skrzetuskiemu Windows nawalił, błąd krytyczny
wyskoczył. Skończyło się na tym, iż przez kilka minut jedną kwestię powtarzał:
"Wina, waćpan, nie rozlewaj, kurde (od siebie dodałem :)". Jako, że na
sali siedział też Bill, instalkę z walizki wyciągnał, windozę zainstalował,
Skrzetuski działał jak nowy. Towarzyski się chłopak zrobił, z siwym dziadkiem
porozmawiać poszedł. Jak się okazało, dziadek ów był bratem pani Stanisławy
z "Klanu", toteż świetnie władał kazaskim akcentem. Tymczasem obecny na
sali Zagłoba, chwalić się swoim swym aktorskim talentem począł (akurat
z nagrania reklamy piwka wrócił; nie powiem, jakie piwko, ale o_kocim kolorze
;). Aktor opowiadał, jak to było, kiedy mu Oskara dawali, ale z kieszeni
wyciągnął statuetkę Klubu Rolnika, to go wyśmiali i się chłopak uciszył.
Tymczasem, jako że brat pani Stanisławy z "Klanu" kałacha miał przy sobie,
Skrzetuski "pożyczył go na chwilę" w celu przetestowania (Andrew nadal
był na sali ;). Karabinek jednak okazał się być za cieżki i Skrzeciu podłogę
tylko zawalił. Tedy to "siwy" broń swoją dobył, wycelował i lampę z sufitu
odstrzelił. Nim z baru wyszli, barman obiecał, że skoczy z Pałacu Kultury,
jeśli mu za żyrandol nie zwrócą. Skoczył. I tak skończył się ten jeden
zwykły, polski dzień."
Na koniec chcelibyśmy poinformować, że film odniósł wielki sukces. Wprawdzie
na dziesiątej kopii kasety (resztę rozwieźliśmy po świecie, żeby nikt nie
ukradł naszego dzieła) nie było już słychać dialogów, ale mimo to Klub
Rolnika zapłacił nam za darmową reklamę. Nie uwierzycie! Oni przywieźli
nam w nagrodę jakiegoś zmutowanego osła i wmawiali, że to prawdziwy koń!
A przecież wszyscy wiemy, że konie nie istnieją...
P.S. Autor doskonale zdaje sobie sprawę, że konie jednak na świecie są. Koń trojański, koń na biegunach, koń mechaniczny, końkurs, Q'nik... ;)
P.S.2 Konie rulez, chomiki suxx :)))
(c) Mr.S.
for_am@wp.pl