(...) confiance sur la terre


lekko zatarte, ze wspomnień odtwarzane . . .

- Widziałeś któregoś z naszych?
- Nie.
- . . .
- Szukasz kogoś?
- Umówiliśmy się tutaj o siódmej - spoglądam na zegarek - o siódmej, w hali na modlitwy - uśmiecham się słabo.
- Taaak... - i w tym słowie i w jego wzroku ogarniającym całą przestrzeń zawiera się wszystko.
- Zobaczę, może ich wypatrzę.
Powoli wstaję i moim oczom ukazuje się niecodzienny widok - ze wszystkich stron, jak okiem sięgnąć, ludzie, setki, tysiące, niezliczeni, siedzą, i te ich twarze... Uważnie stawiając kroki przedzieram się do przejścia między sektorami. Idę nim, błądząc wzrokiem po twarzach z nadzieją, że któraś z nich okaże się znajoma. Na próżno. Ludzi jest zbyt wiele. Nie pomyśleliśmy, nie braliśmy do głowy, że może się tu zebrać ich, nas tak dużo. Choć były już symptomy - nadzwyczajny tłok, przy wejściu, w metrze, ci z Krakowa mówili że przyjechało osiemdziesiąt tysięcy, naprawdę, podobno. Wymówić łatwo, trudniej pojąć, to liczba niestrawna dla wyobraźni, wierzcie mi, póki się nie zobaczy, póki nie uwierzy, póki się jednym oddechem z tym tłumem nie oddycha. Usłyszy, rzeczywiście, dziesiątki tysięcy głosów, szeptów, oddechów. Wrażenie szokuje, poraża, ale tak... pozytywnie, nie szukam już znajomych, idę, po prostu idę przez to morze i chłonę to, tą na wpół mistyczną atmosferę, podniosły nastrój.

Taize zorganizowano w halach dawnego Paris Expo. Ogromnych, przestronnych. Przestrzeń, jakiej nie powstydziłby się stadion, wypełniona tą złotą poświatą. Na jednej ze ścian (tej z ołtarzem) zawieszono szerokie pomarańczowe płachty i coś na wzór starych ikon i setki świeczek u spodu. Na te płachty skierowano całe światło tak, by je odbijały, promieniowały. I promieniują im, jest wszędzie, odbite od metalicznego sufitu i od okien, przenika powietrze, omywa blaskiem ściany filary, ludzi, twarze ludzi skąpane w złotym blasku. Twarze, setki, tysiące, z ognisto-złotym blaskiem iskrzącym się w oczach. Czy to ta poświata, czy... Ich oczy.. Siedzący po turecku, na kurtkach, karimatach, wspólnie, przytuleni. Ich milczenie, ich szepty, ten ich spokojny bezruch, ich spojrzenia...
jakby na coś czekali,
jakby to, co mieli usłyszeć....
jakby ktoś miał im wyjawić wielką ....
" (...) tajemnicę życia: Bóg was kocha.(...) wybrał was przed stworzeniem świata, (...)Bóg kocha każdego człowieka, każdą ludzką istotę, miłością bez miary, nieskończoną."
i że wybrał nas i pokochał zanim jeszcze nas stworzył....
Niezwykłe - coś sprawia, ten przesiąknięty radością z bycia razem, z bycia blisko nastrój, ten głos, coś sprawia, że słowa te wcale nie banalnie, trywialnie. Przenika cię, tak że nie potrafisz, nie chcesz podejść do tych słów z lekceważeniem, z cynizmem.
Siedzę jak wszyscy wokół, słucham, w skupieniu, czuję jakby ktoś pierwszy raz od bardzo dawna zagrał na właściwej strunie, strunie, której dźwięku dusza tak często potrzebuje. Na nowo odkryć, usłyszeć o Bogu nie jako instytucji, Kościele, tylko o Bogu samym, czystym, na nowo...

"Bóg powierza nam tajemnicę Miłości. Kochać, to znaczy pragnąć drugiego człowieka dla niego samego, nie dla własnej przyjemności lub korzyści. Kochać, to znaczy ucieszyć się, że drugi człowiek istnieje, że żyje. Kochać to znajdować radość w dawaniu a nie w braniu. Kochać, to uczynić drugiemu człowiekowi to, co Jezus uczynił dla mnie, dla was. Nie ma większej miłości niż oddać życie za tego, kogo się kocha.
(...)
Posiadacie Jego największy skarb: Miłość Jezusa, Mesjasza, który poniósł grzechy świata, Zbawcę świata, nadzieję wszystkich ludów. Leczcie rany przeszłości. Tam, gdzie posiano nienawiść, pokazujcie siłę miłości. Dzielcie się bogactwem, które powierzył wam nasz Ojciec w niebie. Odważnie zmierzajcie w przyszłość. . ."


Wrócę tu jutro. Na pewno.

* * *

Ostatniego dnia. Jesteśmy najbliżej ołtarza. Czas na modlitwę w ciszy. Pochylone głowy, wzrok utkwiony w czubkach butów, dłonie otulające twarz, myśli, całe życie.
Kątem oka dostrzegasz podsuniętą ci nie wiadomo kiedy "pod nos" kartkę. Powoli, niezdecydowanie wyciągasz po nią rękę, podnosisz wzrok. Widzisz uśmiech, wesołe oczka, blond włoski, siedmio-ośmioletniego Francuzika. W żółtej bawełnianej bluzie i szarej kamizeli, z plikiem identycznych kartek pod lewą ręką i tą jedną dla ciebie, we wciąż wyciągniętej prawej.
Zerkasz na nią... hmm... dostałeś ją już raz, na samym początku. I odłożyłeś "na później", czyli kiedy? Może teraz. Bierzesz ją z ręki tego przemiłego chłopaka, "Merci", widzisz tytuł, motto spotkań - "Bóg zawsze kocha". W tym momencie, patrząc w uśmiechnięte oczy tego dzieciaka, coś się dokonuje, ty w to motto zaczynasz szczerze wierzyć, tu i teraz, wątpliwości przyćmione blaskiem w jego oczkach. Czytasz, szukasz, znajdujesz - zdanie liczące sobie setki lat, ale wciąż aktualne, wciąż można je pojąć, zrozumieć, teraz już je rozumiesz - "Jeśli pragniesz poznać Boga, już uwierzyłeś" - święty Augustyn.
Teraz już rozumiesz.

* * *

W czym tkwi istota modlitwy.
Mam tu na myśli prawdziwą modlitwę, a nie powtarzanie w kółko kolejnych paciorków. Nie klepanie wyuczonego w dzieciństwie tekstu, a autentyczne zwierzanie się z tego, co leży ci na sercu.

Czy rozmowa z Bogiem nie jest aby rozmową z sobą samym? Poniekąd. Jeśli wierzysz w jego istnienie, wierzysz, że on jest w tobie, jest częścią twojej duszy. Modląc się, zagłębiając się w swoim wnętrzu szukasz rozmowy z czystą esencją siebie, ze swoją duszą i z nim, który jest istotą twojej duszy, jest twoją duszą. Jeśli tylko w istnienie jego i w istnienie swojej duszy uwierzysz. Jest to, operując logicznym pojęciem, warunek konieczny. Jeśli chcesz rozmawiać, musisz wierzyć, ze twój rozmówca istnieje. Tak jak mówiąc z ludźmi chcesz być pewien tego, że cię słuchają. Prosta analogia.

Jeśli bowiem wierzysz, że ktoś cię wysłucha, musisz być przekonany co do tego, co mówisz. Jeśli komuś dziękujesz, wzbudzasz w sobie naturalne poczucie wdzięczności. A jeśli o coś prosisz - nadzieję, że twoja prośba zostanie "pozytywnie rozpatrzona" By prosić Boga, o spełnienie jednego z twoich pragnień, musisz całym sobą, wypowiadając tę prośbę, choć przez chwilę uwierzyć, że jej spełnienie jest możliwe. Kiedy wstaniesz, otworzysz oczy i będziesz miał w głębi tę wiarę, zaczniesz zupełnie inaczej na całą sprawę patrzeć, marzenia zobaczysz w realnych kategoriach.

I myślę, że właśnie o to w tym całym, sięgającym starożytności rytuale chodzi. O zdanie sobie sprawy ze swoich pragnień, marzeń. O spojrzenie na nie z realnej perspektywy, zamienienie ich w ambicje, dążenia.

Ja wtedy, tego dnia tak zrobiłem. Poczułem się, jakby przyjaciel, który zna mnie od zawsze, powiedział: "Mów, czego ci trzeba, a ja zobaczę, co da się zrobić." Spytałem sam siebie, zanurzyłem się w bezmiarze myśli, tych świadomych i tych podświadomych, dałem przemówić swojej duszy. Zdziwienie, gdy usłyszałem swój szept wypowiadający to jedyne, najskrytsze, z którego nie zdawałem sobie sprawy, a które przyćmiło wszystkie pozostałe. Wyjawiłem mu je, a on powiedział... że zobaczy co da się zrobić :-) Uwierzyłem mu i uwierzyłem w siebie. Ot, cały sekret, tajemnica.

Fakt, można się spierać, czy takiego efektu nie osiągnie się dogłębnymi przemyśleniami, pod wpływem różnych specyfików, czy medytacją. Możliwe. Nie przeczę. Każdy ma ten luksus, że może wierzyć, w co chce. Ja wolę, ja chcę wierzyć że jest, przenika mnie istota nadprzyrodzona, która zawsze mnie wysłucha, z którą nie jestem sam, zawsze mnie wspomoże, i której siła jest tym większa im mocniej w nią wierzę. Dzięki temu wierzę i w moje marzenie.

* * *

"Co wieczór wymieniamy narody, które są tu obecne. Dziś pozdrawiamy młodych z Węgier, Albanii, Bośni-Hercegowiny, Chorwacji, Estonii, Łotwy, Litwy, Słowacji, Czech i Polski. Pozdrawiamy także młodych z Argentyny, Brazylii, Kolumbii, Haiti, Meksyku, Porto Rico, Republiki Dominikany.
(...)
"Modlić się dużo, to nie znaczy, jak to się czasem wydaje, modlić się wieloma słowami... Usuńmy więc z modlitwy wiele słów i módlmy się dużo w ciszy serca."
(...)
Tego wieczoru chcielibyśmy wyrazić naszą wdzięczność wszystkim rodzinom, które przyjęły młodych ludzi w swoich domach.
(...)
Czasem mamy wrażenie, że nie bardzo umiemy się modlić. Jednak to, co ważne w modlitwie, to nie są słowa. To, co przede wszystkim najważniejsze, to prostota i jeszcze raz prostota. (...)
Śpiew jest jednym z najpiękniejszych sposobów wyrażania życia w komunii z Bogiem. Piękno śpiewanej modlitwy może sprawić, że się odmienimy i dana nam będzie pogodna radość."


Gdy słyszysz jak tą samą piosenkę, kanon śpiewa jednym głosem kilkanaście tysięcy młodych, takich jak ty... /// In manus tuas, Pater, commendo spiritum meum // Entre tes mains, Petre, je remets mon spirit // In deine Hande, Vater, lege ich meinen Geist // Into your hands, Father, I commend my spirit // Pare, confio el meu ale a les teves mans // Ojcze w Twoje ręce powierzam ducha mojego // Nelle tue mani, Padre consegno ili mio spirito ///... tylu ludzi naraz śpiewa słowa tak proste, że aż piękne i tak pięknie po hiszpańsku brzmiące. Gdy wraz z tysiącami powtórzysz kilkanaście razy refren tej, następnej, spędzisz godzinę w tym stanie, śpiewając, myślami błądząc gdzieś, gdzie dawno, bardzo dawno nie byłeś, a zawsze chciałeś się znaleźć.
To cię zmienia.

* * *

Śpiewaliśmy wraz z nim. Nie znaliśmy dobrze melodii, na szczęście on znał, był muzykiem, umiał śpiewać z nut, poza tym studiował prawo i był skautem. Latem przyjeżdża do Polski. Coś jeszcze zapomniałem? Aha, mieszka w Egipcie, jest, jak mówił, potomkiem Ramzesa, podobno ma w domu na to papiery. Wtedy mieszkał w podparyskim Ermont z grupką Polaków, którzy to nauczyli go mówić "jak ciemasz?", "cieżarówka" i "czezwina?" (nie pytajcie, co to ;-)) Wracał do nich, wracaliśmy tym samym pociągiem, wysiadał stację później. I śpiewaliśmy, kanony z Taize, całą drogę. Przyłączyła się do nas, bardzo ładny głos, blond loki, uroczy uśmiech, Magda, nie pamiętam skąd. Razem. "In manus tuas", Bennissez le Segneur", umiał jeszcze "Abba Ojcze". Pociąg był prawie pusty. Myśmy, każdy jak najlepiej potrafił śpiewali. Stała obok mnie, w czerwonej kurtce, na Taize jeździ od kilku lat, każde miło wspomina, skąd ona była?... Śpiewaliśmy. Taki nastrój, takie uczucie, szum pociągu i nasze ciche głosy, pewność którą ma się bardzo rzadko, pewność, że od teraz, teraz wszystko już będzie dobrze.
Śpiewaliśmy.


Rainman
w miesiąc po, ale myślami wciąż tam


shappy_rainman@gazeta.pl

storytellers@poczta.fm - Kącik Opowiadań



PS. Art miał być w zamierzeniu dużo krótszy, ale teraz nie mam już serca nic z niego wyciąć.

PS2. Zapisane kursywą cytaty pochodzą z nauk z dni 28-31 grudnia 2002. Nie, nie mam tak dobrej pamięci ;-) Znalazłem je potem na stronie www.taize.fr

PS3. Gdyby ktoś chciał się ze mną spotkać.... Będę 28 grudnia tego roku, o siódmej, na Taize, w hali na modlitwy :-)

PS4. Jeśli chcecie, mogę jeszcze coś o Taize napisać.