|
Trochę o
stereotypach
BrightWitch
Żyjemy w XXI wieku. Świat istnieje tyyyyyle lat i nadal tkwimy w stereotypach dotyczących męskości i kobiecości. Wystarczy popytać paru ludzi, czym charakteryzuje się kobiecość a czym
męskość. Odpowiedź łatwo przewidzieć. Do typowych cech kobiecych należą: troskliwość, opiekuńczość, wrażliwość, zaś do męskich: odwaga, siła, niezależność. W tym miejscu zwrócę Waszą uwagę na autorkę tego tekstu. Otóż czuję się kobietą, posiadam typowo kobiece atrybuty :), ale chyba powinnam uważać się za mężczyznę... Czemu? Bo jestem silna i nade wszystko stawiam własną niezależność (oczywiście, do takiego stopnia, do jakiego to możliwe). Kim więc jestem...?
Wróćmy do tematu, czyli do stereotypków, które nie pozwalają mi się zaklasyfikować odpowiednio :). Otóż z tymi stereotypami jest tak, że wcale nie dają się przełamać. Jak pomyślimy o wrażliwym mężczyźnie? Że jest... no właśnie - zniewieściały. A kiedy stajemy przed lustrem i myślimy o sobie to, co
wtedy bywa naszą pierwszą myślą? "Boże, jaka ja jestem mało kobieca..." Ale właściwie dlaczego mało kobieca? Dlatego, że nie dorównuję wyobrażeniu o kobiecie? Dlatego, że nie sprawdzam się w narzuconej mi roli idealnej kochanki, a w późniejszym życiu matki i gosposi?
To przecież nieprawda. Na swój sposób każda z nas jest idealna. Może faceci tego nie potrafią zrozumieć...? Trochę trudno jest jednocześnie kochać się z facetem i odkurzać (nigdy tego nie
sprawdzałam, wyobrażam sobie po prostu, że to trudne :)). Dlatego też uważam, że nie można oczekiwać od kogoś więcej niż może dać. A jeśli jakaś kobieta absolutnie nie nadaje się do roli kucharki i sprzątaczki (jak na przykład ja:)), to czy przestaje być kobietą? Czym w takim razie jest, jeśli nie kobietą? Psem, roślinką?
Nie dajmy się zwariować. Przecież żadna z nas nie da nikomu tego, czego nie ma. Nie ma sensu dusić się w
sztywnych gorsetach stereotypów. Dlatego chciałabym, abyście uwierzyły w siebie i przestały zadręczać kompleksami. Zauważcie,
że choć o facetach mówi się, iż są silni* wielu z nich tak naprawdę jest słabych, a większość to po prostu tchórze. (Bo niechęć do brania odpowiedzialności za drugiego człowieka o sile i odwadze nie świadczy.) Podobnie i my nie musimy być wszystkie słodkie, urocze i wrażliwe, a gdy zajdzie taka potrzeba wyuzdane. Bądźmy sobą. Nie można jednej płci przypisać samych pozytywnych cech, a z tej drugiej czynić jakiegoś śmiecia. Jesteśmy sobie równi**. My i oni. Wszyscy mamy prawo powiedzieć:
"Jestem silna (-y), ale bywam niepewna (-y) siebie ", etc.
* Czy gdyby byli silni pozwoliliby na rozwój feminizmu? Myśleli sobie: "E, niech się głupie baby wyszaleją i zobaczą jak źle bez nas"?
** Feminizm nie dąży do udowodnienia, że my jesteśmy lepsze, a do równouprawnienia, czyli przyznania takich samych praw obu płciom we wszystkich dziedzinach (polityka, życie społeczne, seks).
|