Koty, chomiki i idealni mężczyźni
(extended version)


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



Dzisiaj jestem jak zwykle w złym humorze. A że nic mi tak humoru nie poprawia, jak kilka mocno nieżyczliwych słówek pod adresem ludzi nie darzonych przeze mnie zbytnią sympatią... Już od jakiegoś czasu mam na oku takiego jednego delikwenta, co się zowie Kot Bogdan. Konkretnie od momentu otrzymania od niego niezwykle interesującego mejla, który w zamierzeniu autora miał zapewne przekonać mnie, jak bardzo pomyliłem się niegdyś w ocenie satanizmu. Nie tylko mnie nie przekonał, ale w dodatku kompletnie się wówczas zraziłem do tej religii-niereligii, dowiadując się, że jej wyznawcy i sympatycy to przeważnie *** i *** (postanowiłem nieco wyręczyć Eddiego w ciężkim obowiązku cenzurowania moich artów; kto chce otrzymać pełną wersję, niech mi da znać :-) ). A tak na marginesie: to dosyć ciekawe zjawisko, że wśród 90%-katolickiego narodu jeden art o satanistach wywołuje taki odzew...

Od razu ostrzegam, coby się Pan Kocur nie puszył zbytnio, że spośród licznych bluzgów wyższych i niższych lotów, jakie swego czasu dostałem w związku z wyżej wspomnianym tematem, reakcją zaszczyciłem praktycznie tylko twór jego autorstwa. Wybór był losowy.

Nauczony przykrym doświadczeniem, z satanistami więcej polemizował nie będę, w końcu szkoda mojego wysiłku na tych wszystkich intelektualistów i ich "co ty k... wiesz o satanizmie?". Dlatego, jak widać po tytule arta, tekst ten nie będzie traktował o diabełkach i pentagramach, za to powiemy sobie coś niecoś o ideałach (męskich i damskich), bo na ten właśnie temat produkował się w AM Kot Bogdan (ze średnimi efektami), który to temat notabene też ma niewiele wspólnego z tytułem.

(Cierpliwości, zaraz zacznę właściwy art)
Jeszcze jedno małe wyjaśnionko. Pierwotnie ten tekst był nieco krótszy i nie zawierał niczego konkretnego, oprócz paru złośliwości pod adresem naszego Kociaka. A co, trzeba się odgryźć za głupie mejle, nie? Niestety, wredny Eddie odrzucił moje dziełko, poniekąd słusznie zresztą. A ponieważ nie lubię, gdy moja praca idzie na marne, postanowiłem napisać nieco dłuższą wersję arta, którego treścią będą prawdziwe tym razem rozważania nad ideałami, natomiast wyżywanie się nad Kotem Bogdanem schodzi nieco na drugi plan, co nie oznacza, że gościa choć trochę polubiłem. Uznałem sobie po prostu, że bluzgi w korespondencji kompromitują autora w wystarczającym stopniu i nie trzeba sobie zawracać głowy dodatkowym kompromitowaniem go przed szerszą publicznością.

Dobra, wstępik mi wyszedł zwięzły jak nigdy. Do rzeczy.

"Ha! Ciekaw jestem, czy spotkałeś kiedyś idealnego mężczyznę, Czytelniku?"

Naturalnie. Nie tylko go spotkałem, ale nawet dobrze znam takiego kolesia od jakiegoś czasu. Mam na myśli oczywiście swoją własną osobę. Tak, jestem idealny, a moją największą zaletą jest skromność.

"Wspominam o IM, gdyż pomimo faktu, że w naturze taki osobnik nie istnieje, można obejrzeć go wielokrotnie w telewizji. Mianowicie, w TVP2 emitowany jest serial pt. "Providence". Bliższe z nim spotkanie owocuje w brzemienne wnioski: jest to serial raczej dla kobiet, taka amerykańska telenowela z wyższej półki. Tam właśnie można zauważyć mężczyznę idealnego: wyobraźcie sobie wysokiego, przystojnego, dobrze zbudowanego, uśmiechniętego bruneta. Koleś ten na codzień pracuje jako strażak (odwarzny! [zzzzzzgrzyt!] odpowiedzialny! wysportowany!), a wieczorami w barze; gdzie jest - oczywiście - idealnym barmanem"

No co, może nie pasowałbym do tego obrazu? :-) Nie jestem co prawda strażakiem (najwyżej straszakiem :-) ), ani też brunetem (tylko blondynkiem, i w dodatku chudym - to do wiadomości Devi. Qn`io, nie martw się, żadna ze mnie konkurencja ;-) ), ale reszta opisu - po prostu jakbym siebie w lustrze zobaczył :-).

Jak widać na załączonym obrazku, ekspert od satanizmu czerpie całą swą wiedzę o świecie z amerykańskich seriali. Ktoś zapewne zechce mi tutaj zarzucić, że polemizując z tak brzemiennym we wszelkie mądrości człowiekiem zniżam się do jego poziomu. Temu komuś przypominam, że wszystkie polemiki piszę dla wyładowania prywatnych frustracji, a dla takiego celu gotów jestem zniżyć się do każdego poziomu (oprócz odpowiadania na niekulturalne mejle).

Właściwe rozważania zacznijmy od tego, że ideał to rzecz względna. Takiemu na przykład Bogdanowi podobają się wysportowani strażacy, a mnie - nie bardzo. Większość facetów lubi wysokie, biuściaste i opalone laski, a ja w przypadku kobiet wolę, gdy jest dokładnie na odwrót. No dobra, może taki dziwak jak ja nie jest reprezentatywnym członkiem męskiej społeczności, ale mam również przyjemność znać kilku kolesi, z których każdy ma inne preferencje dotyczące wyglądu czy osobowości kandydatek na stanowisko swojej drugiej połowy. Wysocy, uśmiechnięci strażacy to obraz wykreowany przez speców od ludzkiej naiwności (to tacy panowie co robią reklamówki i seriale, między innymi), którzy doskonale wiedzą, że zalety umysłu raczej nie są w stanie zaimponować niezbyt rozgarniętej rzeszy odbiorców ich "dzieł". Co prawda nasz strażak jest zazwyczaj przy okazji nieprzeciętnie inteligentny, jednak ten fakt jakoś do mnie nie przemawia - taką inteligencję to ma mój kalkulator za 20 złotych (w taki sposób leczę swoje kompleksy na tle mojego własnego IQ równego 50).

Tak więc ustaliliśmy, że ideał dla każdego oznacza co innego. Teraz pora sobie odpowiedzieć, czy ideały to taka zła rzecz, jak sugeruje Kot Bogdan. Ten akurat na dobrą sprawę nie zechciał nam wyjawić, czy jego wątpliwości dotyczą ideału jako takiego, czy też konkretnego przypadku, jakim jest dobrze zbudowany strażak. Podejrzewam tą drugą możliwość (chociaż po kotach można się spodziewać dosłownie wszystkiego), dla dobra tego artu przyjmiemy natomiast możliwość numer jeden. Taka mała, dysyć złośliwa przewrotność z mojej strony.

Dla wszelkich filmów i seriali wprowadzenie takiego uniwersalnego ideału nie jest raczej zbyt celnym rozwiązaniem, gdyż sprawia, że stają się one mało oryginalne (co widzom zdaje się wcale nie przeszkadzać). Można się oczywiście kłócić, czy serialowi, który z samej definicji jest tworem badziewnym i kiczowatym, cokolwiek jest w stanie pomóc, ale tym czymś na pewno nie jest popadanie w schematy. Ale jakie znaczenie ideał ma dla nas, szarych (cokolwiek by przez tą barwę nie rozumieć) obywateli, nie oglądających (prawda?) głupich seriali? Cóż, załóżmy sobie, że coś takiego jak ideał nie istnieje...

Co by też się nie działo, gdyby na przykład autor tekstu, który właśnie czytacie, nie wiedział, jaka według niego powinna być kobieta doskonała? Otóż zapewne odruchowo podrywałby każdą spódniczkę, jaka akurat byłaby w jego zasięgu rażenia. To zaś nieuchronnie prowadziłoby do całej serii fatalnych w skutkach katastrof, wiecie, różne tam depresje, rozterki miłosne, złamane serca czy nawet próby samobójcze (to ostatnie oczywiście mnie nie dotyczy, gdyż nie jestem aż tak głupi, żeby iść w ślady tego idioty Wertera). Innymi słowy: warto sobie zdawać sprawę, kto może być dla nas odpowiednim partnerem, można w ten sposób uniknąć niepotrzebnych komplikacji. Chyba, że ktoś komplikacje lubi.

Przy okazji wyszła nam jeszcze jedna cecha ideałów, mianowicie - raczej nie można ich nie mieć, można co najwyżej nie być ich świadomym. Zapamiętajcie więc sobie, że jeśli ktoś próbuje wam wmówić, że nie posiada obrazu idealnego mężczyzny/kobiety, jest to najzwyklejsza w świecie hipokryzja, spowodowana zapewne paniczną niechęcią do wyjawiania innym wyznawanych przez siebie wartości.

Po dokładniejszym wczytaniu się w głębię kociego arta dokonałem fascynującego odkrycia: facet ma wyraźnie kompleksy. Przystojni strażacy wywołują u niego frustrację, więc próbuje sobie i nam wmówić, że tacy nie istnieją. Oczywiście to nieprawda. Sam kiedyś widziałem strażaka (chyba nawet przystojny był, chociaż na chłopach to ja się nie znam), kiedy prawie niechcący podpaliłem dom sąsiada (a co, zasłaniał mi widok, skurczybyk jeden).

"To całkiem powrzechny obraz (...)"

O żesz! Wiele rzeczy już widziałem, ale taka pisownia po prostu zwaliła mnie z nóg!

"Mężczyzna jest pod tym względem lepszy. Czy wyobrażacie sobie chłopa, który przy piwie z kumplami mówi "moja dziewczyna powinna być ładna, miła, zabawna, odpowiedzialna, srutututu itd."

Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek mówił mi przy piwie, że lubi dziewczyny brzydkie, wredne, nudne i lekkomyślne. Może to dlatego, że nie ostatnio nie stać mnie na nic poza mieszanką denaturatu i ruskiego paliwa do rakiet kosmicznych, ale prawdziwa przyczyna jest raczej taka, że mężczyźni RÓWNIEŻ posiadają ideały. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że przywiązują do nich większą wagę, niż kobiety. Zwłaszcza jeśli chodzi o "walory" fizyczne. Poza tym inne rzeczy mówi się przy piwie (a zwłaszcza PO piwie ;-) ), a inne się robi. Większość facetów powie ci, że lubi długonogie blondyny z wielkimi balonami, a tymczasem żenią się z niskimi brunetkami o profilu nieprzypominającym volkswagena "garbusa" postawionego na zderzaku. Ideały sobie, a rzeczywistość sobie. Co nie znaczy, że nie są one potrzebne. Gdyby było inaczej, Pamela Anderson i inne straszydła musiałyby przejść na emeryturę...

I jeszcze coś na zakończenie. Kiedyś w Action Redaction osoba o wdzięcznej ksywce Jaheira napisała tak:

"Ci, którzy mają ze mną styczność na IRCu, wiedzą kogo szukam. Romantyczny, poważny, ale zwariowany, piszący wiersze, z poczuciem humoru, dojrzały emocjonalnie itd. (...) Jeśli byłby chłopak, który spełniałby przynajmniej połowę wymogów, na pewno spodobałby mi się. Co z tego, że o moje względy zabiega sporo chłopaków, skoro nic sobą nie reprezentują? Czy erotoman, który ciągle gada o jednym, może prowadzić ze mną ciekawą konwersację o np. sensie życia? Nie sądzę. Co z tego, że jest przystojny, skoro mówi tylko, jak byłoby mi przyjemnie, gdybym dała mu się przelecieć"

Kot Bogdan stwierdza oczywiście, że taki ktoś owszem, może istnieć, ale na pewno nie czeka przed komputerem. Błąd! Ot, choćby moja skromna osoba. Spełniam w 100% wymienione wymogi (tylko wierszy nie piszę, ale kto wie, co mi może pewnego pięknego dnia do głowy strzelić), a także i te niewymienione. Ponadto jestem typem erotomana, z którym można, jak najbardziej, prowadzić rozmowy filozoficzne. I tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejsze wypracowanie.




Obrońca Uciśnionych Szczurów
pewien.gosc@wp.pl

PS. Słuchałem "Blurred Vision" (Queen, jakby ktoś nie wiedział). A propos: nie pijcie metanolu!

PS2. Zawsze lubiłem koty, jednak zanosi się na drobne zmiany w tej kwestii :-). Mój gryzoń ma doprawdy wiele szczęścia, że drań nie podpisał się "Chomik Bogdan".

PS3. Ciekawe, czy Kot Bogdan słyszał kiedyś "Delilah" (Queen...), bo to chyba o nim :-).

PS4. Już od jakiegoś czasu drastycznie ograniczam ilość uśmieszków w moich tekstach (zakładam, że czytają mnie ludzie inteligentni, którzy wiedzą, kiedy jest coś śmiesznego, a kiedy nie), dlatego jestem winien powiedzieć kilka rzeczy o niektórych sprawach, coby uniknąć niejasności. Na przykład o tym, że nie mam nic do strażaków - to bardzo pożyteczny zawód i w dodatku bardzo trudny (nie wierzycie, poczytajcie sobie tekst Misia Eryka o strażakach).