"Historia Ziemi Świętej #1"
by
6 października, czyli w dniu kiedy rozpoczynam pisanie tego arta, dwudziestoczteroletni Palestyńczyk został 2547 ofiarą krwawej rzezi zwanej Inkifadą. Potok krwi spływa niemal nieprzerwanie od ponad półwiecza: Palestyńczycy i z Izraelici dbają zaś, by nie zabrakło dopływów do tego strumienia. Jednego z nielicznych w tej spieczonej zwrotnikowym słońcem krainie.
Krainie biednej, która jednak jest ciągłym obiektem walk między dwom wspomnianymi narodami. Walczącymi o swój kawałek nędzy. Komu się on należy? Czyja jest ta Ziemia Święta?Krótko po tym jak człowiek zgramolił się wreszcie z drzewa, to jest około 8000 - 7000 r. p.n.e. (ja wiem, że to tysiąc lat różnicy - dlatego piszę około :), na terenie dzisiejszej Palestyny zaczęły osiedlać się rozliczne plemiona koczownicze. Amaryci, oraz Kaananejczycy zaczęli budować swe miasta na terenie nazywanym - zgadnijcie czemu - Kanaanem.
O Kanaanejczykach ludzkość wie niewiele, ja wiem o nich niestety jeszcze mniej :) Prawdopodobnie przybyli z Półwyspu Arabskiego i należeli do tej samej grupy etnicznej co wyznawcy Proroka. Kłopot w tym, że naród izraelski także się tej grupy wywodzi, więc nie jest to jeszcze dowód na pierwszeństwo Arabów do ziemi, tej ziemi. Ziemi, która po raz pierwszy została zasiedlona właśnie przez Kaanaejczyków. Plemiona te nie była jednolitym narodem: nie zjednoczyły się nigdy, były jak polska prawica przed objawieniem się Maryjana. Ich miasta, pierwowzór polis greckich, nie były też w pełni niezależne - odprowadzały haracz władcy Egiptu. faraonowi znaczy.
I to właśnie plemiona Kanaanu miałyby największe prawo do Ziemi Świętej - gdyby nie fakt, że już żadnego z Kaananejczyków już na naszej biednej planecie nie uświadczysz. Ale o ich końcu marnym za chwilę.Około XV wieku p.n.e. ku wzmożonemu aplauzowi panów po chemioterapii na arenie świata pojawiają się plemiona semickie (panom o wymienionej fryzurze, którzy w tej chwili zapewne przyrzucaliby słowniki - gdyby nie drobny fakt, że słabo czytają - wyjaśniam, że chodzi w tym miejscu o Żydów) wywodzące się zresztą z tej samej grupy etnicznej, co Amaryci i Kanaanejczycy. Z początku nie stanowili zjednoczonego narodu - miał ich zjednoczyć dopiero osobnik zwany Mojżeszem, zwany Wam pewnie ze sceny fragmentarycznego osuszania terenów o wilgotności 100% ;) Ot, taki pierwowzór Holendra, niekoniecznie latającego.
Ale wróćmy do naszych Żydów (tak, ojcze dyrektorze, naszych). Otóż nasze błąkające się po pastwiskach Bliskiego Wschodu owieczki znalazły wreszcie owczarnię. Tylko cholera pasterz jakby nie ten... rodzinkę mumifikuje. Ale każdy jakieś hobby ma i naród mojżeszowy to rozumie: mając pozwolenia faraona osiedla się w Delcie Nilu. Z początku ma tu krainę płynącą mlekiem, a miodem. Jednak wszystko, co dobre, musi się oczywiście w te pędy skończyć, toteż faraon wielkim zaszczytem ich przez krzyż strzela i kieruje do pracy przy budowie miasta Tanis (dzisiejszy Ramses).
Harówka ra byłaby - być może - jeszcze do wytrzymania, lecz faraon - prosię nie Amon-Re - nową kaźń Żydom szykuje! Podatki płacić mają! I to podobno dość wysokie. A takową praktyką naród mojżeszowy się brzydzi. Toteż zwija pośpiesznie manatki i zaczyna marsz w kierunku: Ziemia Obiecana.Na wodza i przewodnika swego eksodusu Żydzi wybrali Mojżesza. No i nie można powiedzieć, by trafili szóstkę w totku. Mojżesz bowiem, jak to na przewodnika przystało, zdecydował, że wędrówka będzie miała charakter poglądowo-krajoznawczy. Toteż lud jego miał okazję zaliczyć bezmała każdy pagórek półwyspu Synaj, każde wytryskające źródełko i każdy miejsce zrzutu żywności zwanej w tych rejonach manną. Co by też cudów się wszędzie nie doszukiwać zaznaczę, że źródełka "do-it-yourself" to najprawdopodobniej studnie artezyjskie, w tych rejonach raczej pospolite. Manna zaś to nasiona pewnej pustynnej rośliny przenoszone przez wiatr - coś jak nasze latawce, dmuchawce. Z tym, że manna da się jeść z dość dobrym skutkiem, zaś mało który mężczyzna w kwiecie wieku, bez nałogów, miły, a sympatyczny (zgadnijcie, drogie Panie, o kim mowa :) nasyci się puchem dmuchawca. Ale, jako że niewidzialna ręka to zasadniczo nie jest główny temat tego zgrupowania literek, którą na wyrost zwać będę esejem, wróćmy do Żydów i ich pustynnych przechadzek.
Prześledźmy sobie teraz trasę tryumfalnej wędrówki Mojżesza i spółki (w tym miejscu radzę się w jakiś atlas się zaopatrzyć). Trasa, jak już wspomniałem, do najoczywistszych nie należy - no, ale Mojżesz na kierunkach świata się wyznawać nie musiał, wystarczy, że był prorokiem. Jednym z najlepszych, jakich znała historia.
Tak, więc zaczynamy od miasta Tanis, zwanego dziś Ramsesem. Najprostszym rozwiązaniem byłaby zapewne wędrówka wzdłuż brzegów Morza Śródziemnego - Mojżesz jednak kieruje swój lud na południowy-wschód, w kierunku Morza Sitowia (na północ od Suezu). Dotarwszy tam, z nieznanych nam - a przynajmniej mnie - przyczyn zawraca i idąc po własnych śladach powraca do Egiptu. Po 110 km marszu znajduje się 35 km od punktu wyjścia.
Później zaś... Mojżesz zawraca ponownie, zawracając ku Morzu Sitowia... [no comments...]. Tym razem jednak nie domyka kółka i nie wraca do Egiptu: idzie na południe. Z początku, nawet, nawet brzegu się trzyma, mając dzięki temu jakiś punkt odniesienia jeśli chodzi o położenie własnego narodu. Wkrótce jednak, tak mniej więcej po kolejnych stu kilometrach Żydzi robią sobie skrót i idą na południowy wschód (ja rymuję, kurde blaszka :) I to fristajl był! :)). W połowie drogi na wskroś półwyspu Synaj Mojżesz ze smutkiem zauważa, że jego lud jakby traci ducha... Co prawda z głodu i pragnienie już mu się umierać zdarzało, ale żeby ducha tracić... nieładnie, nieładnie. Mojżesz zawiedziony jest, obraża się i idzie na górę Synajem zwaną. I tam obserwuje samozapłon formy krzaczastej w powietrzu atmosferycznym, dostaje dwie tablice i dziesięć przykazań, oraz słyszy głos boży... Wraca pocieszony niezmiernie.. i co, cholera, zastaje w narodzie wybranym? Burdel na kółkach! Cielca ze złota! (btw: skąd na pustyni złoto w ilościach pozwalających oddać wymiary parzystokopytnego?) Brud, smród
i zgniliznę! Sodomę i Gomorę! Unie Europejską... no OK, przeholowałem :). Na to Mojżesz zakrzyknie głosem gromkim: "Na takie chamstwo bestialskie non possumus!!!". Rozbija więc Dar Boży, obraża się ponownie i nakazuje się przeprosić. Co uczynią Żydzi, by ubłagać swego wielkiego, acz obrażanego wodza? A przeczytajcie Wy sobie odpowiedni w Biblii fragment, kaczy dziób! Wszystko by Wam na talerzu podawać... :PPPP
Od tego czasu jednak zaczyna się w historii wędrówki Izraelitów okres dość sensowny, bowiem wyruszają wreszcie na północ i docierają, po wielu, wielu latach, do miasta Ejlat, które jest południowym skrajem Ziemi Kanaan. Jak wiemy z Biblii Mojżesz doznaje podówczas drobnego zasłabnięcia - usypią mu później niebrzydki kurhanik. Czego jednak Mojżesz dokonał, tego dokonał: lud semicki dotarł do Ziemi Świętej. Wielki czyn najlepszego proroka wśród przewodników i najgorszego przewodnika wśród proroków.W tym momencie w Biblii znaleźlibyście efektowny opis krucjaty przeciw niewiernym; bohaterski, a zwycięski marsz naszych plemion na Jerozolimę. Nie jest to może zupełna bujda, lecz dość znaczne wyolbrzymienie. Prawdopodobnie proces owej rekonkwisty trwał około lat 100, towarzyszyło mu zaś osiedlanie się narodu wybranego na terenach już podbitych. Stopniowo wypierali z Ziemi Świętej Amarytów i Ammonitów (czyli zdaje się naszych Kanaanejczyków), któremu towarzyszyło stałe, cytuję Przysposobienie Obronne: "fizyczne obezwładnianie sił żywych przeciwnika", czyli mówiąc po ludzku, zaostrzona kontrola urodzeń. Była zresztą całkiem skuteczna, głównie za sprawą roku 1200 p.n.e., kiedy to 12 plemion semickich zawiązało sojusz wojskowy, tworząc tym samym pierwowzór NATO. Bat nad durnym, choć wybranym narodem sprawowali wówczas sędziowie, okres zaś nazwany został - nadspodziewanie logicznie - okresem sędziów. I trwał ponad dwa wieki.
Mniej więcej około roku 1200 p.n.e. na wybrzeżach Palestyny lądują... nie, nie białe okręty Numenorczyków - niestety :). Na wybrzeżu lądują Ci wspaniali mężczyźni w swych pływających maszynach - Filistyni. W XI wieku p.n.e., na spółkę z Amarytami i Ammonitami zaczną zagrażać dwunastu plemionom żydowskim. A te się - wzorem pewnej koalicji - wielce zreformują. Ze skutkiem jak najbardziej pozytywnym.
Izrael bowiem stanie się - jak reszta ówczesnego świata - królestwem. Koło 1010 roku władcą wszystkich Izraelitów został Saul. Długo to sobie nie pokrólował, jako że już kilka lat później poległ w bitwie wielkiej z Filistynami na równinie Jezreel. Udało mu się jednak przed swą śmiercią podbic całkiem duży kawałek gruntu. Do tradycji tej podłączył się jego synek, Dawid, znany z ubijania olbrzymów procą (hobbit, normalnie ;). Dawidek zjednoczył Judeę z Izraelem, podbił także Jerozolimę. Ostatnim z władców zjednoczonego królestwa był Salomon, ponoć mądry niesłychanie. O Salomonie wiem tyle, że udoskonalił system prawny, oraz rozbudował świątynie, zwaną zresztą później od jego imienia.Po śmierci Salomona, mądrość straciła troszkę na znaczeniu i staropolskie przysłowie, że zgoda buduje niezgoda rujnuje, nie znalazło posłuchu. Państwo żydowskie zostało podzielone na część północną i południową.
Na północy powstało Królestwo Jerozolimy ze stolicą w... Samarii, w odróżnieniu od Królestwa Judy ze stolicą w Jerozolimie na południu (czy Wam też się wydaje, że niektórzy robią wszystko, by uczniowi życie utrudnić?). Królestwo pólnocne specjalnie bogate nie było, bo brakowało w nim miast i innych tego typu luksusów. A miasta były wówczas ośrodkiem handlu, a co za tym idzie dobrobytu.
Południe zaś było bogatsze, głównie za sprawą Jerozolimy, która stanowiła centrum kupieckie na tym regionie, a także była głównym ośrodkiem chałtury zwanej wówczas dość przesadnie sztuką. Była też centrum religijnym i mówiąc ogólnie, miastem świętym - w odróżnieniu od swych mieszkańców rzecz jasna.Owo rozbicie dzielnicowe, jak to zresztą z rozbiciami dzielnicowymi bywa, nie wyszło Żydom na dobre, a nawet wprost przeciwnie. Północy skrawek pustyni upatrzył sobie Sargon II, władca Państwa Nowoasyryjskiego i w latach 722-721 p.n.e. podbił.. wróć.. wyzwolił Królestwo Jerozolimy spod okupacji jego mieszkańców (tradycję tę, w takiej czy innej formie, kontynuować będzie między innymi Armia Czerwona). Co do Armii Czerwonej, to wcale nie jest tak nierealne porównanie: Żydom bowiem u Sargona wesoło nie było: byli całkiem, całkiem prześladowani, prześladowani. Wielu przesiedlono do... do... gdzie indziej (memoris fragis est :). Część zaś zaczęła miłować się z najeźdźcami dając w rezultacie początek nowej grupie etnicznej: Samarytanom.
Królestwo Judy "przeżyło" swego kuzyna z północy o niecałe półtora wieku. W roku 597 p.n.e. (skąd ja te wszystkie daty pamiętam! ;) bowiem upomina się o nie Babilonia, konkretnie zaś jej władca (spróbujcie powiedzieć: Nabuchodonozor z powyłamywanymi nogami ;PPP). Nie dziw, że Żydom owa dominacja Babilonu się nie podobała. Po prawdzie Żydom nie podobała się też dominacja Asyrii, ale nie dawali tego po sobie poznać, przynajmniej nie tak, jak ich rodacy z południa. Ci bowiem buntowali się dość regularnie: w 597 i 587 roku p.n.e. Więcej razy już nie zdążyli się zbuntować: po drugim tego typu numerze Babilończycy wyraźnie stracili do Żydów cierpliwość. Zburzyli świątynie w Jerozolimie, naród mojżeszowy zaś zwiedził stolicę Babilonii: na nieszczęście dla niego nie jako turysta, lecz jako towar. Rozpoczął się okres zwany niewolą babilońską.
Tu należałoby jeszcze nadmienić, że nie cała Palestyna wyemigrowała do Babilonii: część mieszkańców ominął ten przymusowy eksport, za co pewnie do końca życia dziękowali Jahwemu.Następne parę wieków historii Ziemi Świętej przypomina bardzo zabawę w komórki do wynajęcia: w roku 539 p.n.e. Persja, rządzona przez imć Cyrusa Wielkiego, puka do bram Babilonu. Jako, że nikt nie otwiera, wchodzi bez pozwoleństwa, podobnie zresztą jak i do Asyrii, Arabii, Egiptu, Baktrii, Azji Mniejszej i jeszcze połowy ówczesnego świata. Persowie byli, jakby to się powiedziało, w dechę (ale popieram ;): nie dość, że pozwolili Żydom wrócić do Jerozolimy, to i zgodzili się na odbudowę świątyni króla Salomona. Część Żydów pozostał jednak w Babilonii dając początek pierwszej ichniej diasporze. W tym też czasie Bóg - rękami swych wyznawców - publikuję Pięcioksiąg, który w ciągu najbliższych 3000 tysięcy lat nie zejdzie z listy bestsellerów.
Jak szybko Persja urosła w siłę, tak szybko obróciła się w gruzy. Już dwa wieki później podbojem świata zajął bowiem kto inny - imć Olek Wielki (nie mylić z otyłym ;))). Olek - który ponoć, gdy jego ojciec podbił Grecję usiadł w kącie i zwyczajnie rozbeczał się, że mu nic do najechania nie zostanie - najechał Persów w roku 334 p.n.e., dwa lata później zaś zwiedzał Jerozolimę. Jako Pan, a Władca. Następnie zaś ruszył na wschód, gdzie między innymi, wżenił się w podbitych Persów, umarł na malarię i założył kopę Aleksandrii (w zdecydowanie innej może kolejności :)).
Po jego spodziewanym zgonie w roku 323 p.n.e. jego podwładni, panowie diadochowie, czyli wodzowie armii tegoż pana pożarli się o władzę. Doszło więc do wojen wewnętrznych, paktowań i konfederacji (coś jakby Polska po wyborach samorządowych). Imperium Aleksandra rozpadło się na wiele mniejszych państw - dla wszystkich zaś łakomym kąskiem była Palestyna.Z początku Ziemia Święta trafiła się Ptolemeuszom, rządzącym także w Egipcie. Wkrótce jednak upomną się o nie niejacy Seleucydowie - co za nazwiska... - rządzący sobie do tej pory w Syrii. Nie, żeby rządzili spokojnie: kolejni Antiochowie zdążyli opanować też Azję Mniejszą i Persję, a i wszystko między tymi krainami.
Nie można jednak powiedzieć, by ogrom podbojów zrobił wielkie wrażenie na podbitych Żydach. Gdy (w 167 p.n.e.) władza chciała siłą nawrócić Żydów na politeizm (starożytna inkwizycja?) naród wybrany wybrał rozwiązanie siłowe. Na czele buntu stanął Machabeusz (ma się tą pamięć do imion :), który niczym jaki jenerał wojskiem żydowskim dowodził! Znaczy się, sprawnie i zwycięsko. Żydzi bowiem, mimo, że formalnie pozostali wierni państwu Antiochów, to w wyniku powstania otrzymali niemal całkowitą niepodległość.I znów naród Mojżeszowy mógł cieszyć się niepodległością i znów nie na długo. Tym razem bowiem podbiciem Palestyna zajęło się Imperium Rzymskie w osobie Gnejusza Pompejusza. Królem Judei został podległy Rzymowi Herod zwany Wielkim, szerzej znany światu jako morderca kilkuletnich dzieci. Czy był takim szkaradnym potworem - tego nie wiemy: na pewno jednak wymordował całą swą - dość liczną - rodzinkę. Oszczędził jedynie dwójkę swych synków: Heroda Antypasa (ten kontynuował tradycję rodzinną mordując Jana Chrzciciela) i drugiego z Herodków Juniorów, którego nazwisko zatarło się niestety w mojej pamięci. Zresztą został on, przy okazji aneksji Palestyny, wygnany precz, raus w pustynię, toteż strata dość niewielka. Namiestnikiem Palestyny został wówczas Poncjusz "Umywam ręce" Piłat.
No okres panowanie tego właśnie pana przypada działalność niejakiego Jezusa z Nazaretu, zwanego też Christosem. Historię owego nauczania znają państwo z pewnością dobrze i dobrze też wiecie w Waszym mniemaniu, czy był Bogiem, czy też może nie za bardzo. Dlatego tę sprawę sobie tu pominiemy. Choć niezupełnie.
Pamiętacie zapewne scenę ukrzyżowania Jezusa (karę nomen omen bardzo często wobec barbarzyńców stosowaną): Chrystus wisi na krzyżu, z mu twarzy emanuje ból, strach i rezygnacja, mięśnie kurczą się spazmatycznie, nad okrwawioną głową tabliczka: "to jest król żydowski". Tabliczka drwi, wyszydza.
Tabliczkę na krzyżu umieścili Rzymianie. Nie drwili jednak z Chrystusa, jak to się często na religii przedstawia. Chrystus nie stanowił już dla nich zagrożenia. To była drwina z Żydów, z ich rozbudzonych nadziei na niepodległość. Wszak Chrystus mówił, że jest królem! Królem, który da im wolność, da im królestwo niebiańskie.
A król wisi na krzyżu. To jest król żydowski.Sprawa Chrystusa zaostrzyła tylko apetyt narodu mojżeszowego na niepodległość. A jak się jest głodny, to się je: w roku 66 dochodzi do powstania, tym razem niestety nieudanego. Przyczyną tegoż buntu była budowa świątyni cesarza o znanym nauce, lecz nieznanym mnie samemu nazwisku. Powstanie jak wspomniałem upadło, świątynia wprost przeciwnie, stanęła.
Drugi bunt, pod wodzą Bar-Kochby wybuchł w 135 roku i bytł ponownie zupełnie nie udany. Hadrian stłumił go bezwzględnie, nie znał też powiedzenia "do trzech razy sztuka", ani omni trium perfectum. Wypędził Żydów w cholerę z Jerozolimy, nadając diasporze nowego rozmachu.
Ziemia święta trwała zaś pod panowanie Cesarstwa Rzymskiego we względnym spokoju przez następne dwie setki lat. Wtedy to, w roku 395, cesarz Teodozjusz Wielki podzielił Cesarstwo Rzymskie na dwie części: zachodnią i wschodnią; Jerozolima zaś, wraz z okolicznymi terenami dostała się pod jurysdykcję drugiego z wymienionych.
W roku 476 Cesarstwo Zachodniorzymskie upadło. Jego wschodni odpowiednik przeżyje je jeszcze o niemal milenium. Ziemię Świętą utrzyma jednak tylko do wieku VII.***
Tu przerwał, lecz palce w eterze zawiesił;
wszystkim się zdawało, że Union wciąż stuka zawzięcie,
a to echo zawzięcie stukało.
***Ciąg dalszy być może nastąpi.