Podróże, wycieczki



Francja, Anglia, Hiszpania, Portugalia, Tunezja, Chorwacja, Irlandia, Majorka, Tajlandia, Australia, Czechy, U.S.A., Brazylia, Indonezja, Wyspy Kanaryjskie  … Kto by nie chciał odwiedzić tych wszystkich miejsc? Tych i wielu innych? A nawet takich bardziej przyziemnych, u nas w Polsce (też mamy bardzo urokliwe miejsca)? Któż nie marzy, by zwiedzić kawał świata, zobaczyć sławne budowle, piękne stolice, rajskie wyspy? No, jest taki ktoś? Nie???
Nie wierzę. Z moich obserwacji wynika bowiem coś zupełnie odwrotnego. Co takiego, spytacie. Otóż: ludzie nie chcą jeździć na wycieczki, w szczególności młodzież. I wcale nie dlatego, że nie ma pieniędzy. Głównie dlatego, że nie chce im się nic zwiedzać i oglądać. Takie np. „zwiedzanie” Paryża zakończą na obejrzeniu Wieży Eiffla i będą się chwalić, że we Francji byli:(. A innych miejsc tj. choćby Notre-Dame („ no nie kościół? - nudy, idźmy dalej”) czy Luwr (co to jest „monaliza”?), to już nie zobaczą, bo po co? Oni by tylko wolny czas chcieli. A przecież ten i tak prędzej czy później będzie.
Kolejna sprawa: często podczas wycieczek na jakieś atrakcje trzeba zebrać dodatkowo pieniądze, bo nie były one w cenie wycieczki. Są to z reguły miejsca rozrywkowe, ale charakterystyczne np. trójwymiarowe kino w Paryżu czy zwiedzanie Wieży Telewizyjnej w Wilnie. Te atrakcje nie są obowiązkowe, ale są naprawdę fajne; często wręcz ciekawsze niż te „główne”. I co? Mimo tego, zawsze na taki dodatek zdecyduje się mniejszość uczestników wycieczki. Tylko czemu, czemu ludziska nie korzystają z tego, co naprawdę ciekawe?  Czemu wolą mieć wolny czas i posiedzieć w hotelu?

Teraz tak ogólnie o wycieczkach szkolnych (zagranicznych, bądź dłuższych niż trzy dni). Więc ogólnie takich wycieczek szkolnych nie ma:(. Dlatego, że nie ma chętnych. A dlaczego nie ma chętnych, już wspominałam. Sama wielokrotnie widziałam ciekawe oferty zagranicznych wycieczek (tanich), na które z całej szkoły zapisało się ~17 osób. Problem w tym, że żeby taka wycieczka się odbyła musi być przynajmniej 40 chętnych. A tylu nie ma, więc wycieczek także nie ma:(. Zresztą nawet jeśli istnieje możliwość wyjazdu na tygodniową wycieczkę tylko dla jednej klasy (ok.25 osób), to taki pomysł również nie wypala. Nagle okazuje się, że uczniowie domagający się dłuższej niż jednodniowa wycieczki, zamiast cieszyć się i jechać na tydzień za granicę (np. do Pragi, Wiednia, czy Paryża) wolą pojechać na trzy dni do Krakowa czy Zakopanego i nic nie robić. Mnie osobiście taka postawa strasznie denerwuje. Najpierw gadacie, że chcielibyście jechać, zobaczyć to i tamto, a tak naprawdę nic nie chcecie oglądać. I spróbujcie mnie przekonać, że jest inaczej. A swoją drogą, nie wiecie ile tracicie, dokonując takich wyborów.

A teraz pozostali ludzie (tj. nie młodzież) i kwestia ich ewentualnych wyjazdów . Otóż, też nie lubią jeździć. Jak mają urlop to jadą na działkę i się cieszą. Bo po co gdzie indziej, jeśli im tam dobrze?
Są jeszcze tacy, którzy jeżdżą na wycieczki „rodzinne”, a nie zorganizowane. Tzn. jadą całą rodzinką do jakiegoś miejsca, o którym nie mają zielonego pojęcia, kupują przewodnik i myślą, że już wszystko wiedzą. No cóż, tacy obywatele są lepsi od tych co nigdzie nie jeżdżą, ale szczerze mówiąc niewiele wiedzą o miejscu pobytu.
Zdecydowanie najwięcej wiedzą Ci, którzy jeżdżą na wycieczki z dobrym biurem podróży. Mają oni bowiem zapewnione świetne warunki, miłą obsługę i rzetelnych przewodników. Słowem wszystko, co chcesz i jeszcze więcej. Jednak takich ludzi, niestety, jak na lekarstwo. Co prawda, dobre biura mają wysokie ceny, ale... cóż za jakość się płaci. Osobiście wolę wydać więcej pieniędzy na krótszy urlop z dobrym biurem, niż pojechać z tańszym, nieznanym biurem na długie egzotyczne wakacje, żeby okazało się, że nie ma na miejscu hotelu...
Zresztą nawet jak ktoś wyjedzie na wakacje/urlop nad morze (np. do Hiszpanii) to cały jego wypoczynek wygląda następująco: śniadanie, plaża, morze (ew. basen, czego też nie rozumiem – jedziesz nad morze i cały czas kąpiesz się w basenie- i gdzie tu jakiś sens?), kolacja, wieczór w hotelu, śniadanie, plaża …itd. w kółko. Normalnie jest organizowanych jeszcze kilka wycieczek (np. do Madrytu, Barcelony) i co? Nikt na nie, nie jeździ. Bo skoro przyjechaliśmy już nad morze, to po co jeszcze mamy zobaczyć np. stolicę? Hmm…

Ci, co doczytali do tego momentu, pewnie uważają, że przesadzam. I może w pewnym sensie mają rację. Oczywiście, zdarzają się wyjątki - ludzie, którzy podróżują chętnie i często. Ale mało jest takich ludzi. Za mało.
Innym to wisi, ale mnie denerwuje fakt, że chcę jechać na wakacje na wycieczkę do Szkocji, mam na nią specjalnie odłożone, długo zbierane pieniądze, dzwonię do biura i dowiaduję się, że oferta jest nieaktualna, bo nie ma chętnych! Denerwuje mnie, że po dłuuuugich  miesiącach narzekań, uzyskawszy wreszcie zgodę dyrekcji i rodziców na wyjazd klasowy, nigdzie nie jedziemy, bo inni wolą dwudniową wyprawę na Mazury. Grrr! Przykłady można mnożyć, ale to i tak nic nie da. Nie trafiają argumenty, że nauczysz się lepiej języka, poznasz inne zwyczaje, kulturę, zobaczysz sławne miejsca, rzeczy, których w Polsce nie ma, spędzisz ciekawiej czas.
Niestety, wygląda na to, że trzeba się z tym pogodzić.
                                                                                  Żaliła się:
                                                                                                  Vianne

PS. Z tego tekstu można by wywnioskować, że nie toleruję innej formy wypoczynku jak zorganizowane wycieczki z dużą ilością rzeczy do zwiedzania. Ale spoko: ja też lubię czasem pobyczyć się tydzień nad morzem albo jeziorkiem, czy spędzić trochę czasu na działce z kumplami. Jak najbardziej. Ale oprócz tego lubię także pojechać na wycieczkę czy wczasy, na których mogę zobaczyć trochę ciekawych rzeczy. Po prostu wystarcza mi czasu i na jedno i  na drugie (w końcu wakacje są na tyle długie, że spokojnie zdążę i na działkę i na wycieczkę, a po tym wszystkim jeszcze mi sporo czasu zostanie...) i staram się to wykorzystać.