Fizyka w służbie sprawiedliwości
czyli morderca niewinnych bandyciątek znowu w natarciu


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



Nie wiem zupełnie jak to się stało, że znowu popełniłem tekst o karze śmierci. Tak jakoś wyszło. Mówię wam, byłem pełen najszczerszych chęci, by pisać o chmurkach i motylkach. Cóż, nie każdy miał wątpliwe szczęście urodzić się poetą. Jeśli ktoś był bardzo uważny (Eddie na przykład był), to stwierdził, że temat kary wywołuje u mnie niezdrowe emocje, owocujące w skrajnych przypadkach nawet obrażaniem bliźnich, którym zdarzyło się niechcący zbłądzić z właściwej (tzn. mojej) drogi światopoglądowej. Wszystko to najprawdziwsza prawda (to znaczy stan zdrowia moich emocji jest akurat jak najbardziej w porządku), rzeczywiście czasami jakieś ostrzejsze słówko mi się wyrwie kiedy mowa o karze, o czym zresztą kilkoro ludzi miało przyjemność się przekonać na czacie (niektóre świętej pamięci osoby - także oko w oko). Jeśli ktoś się zastanawiał, dlaczego tak się dzieje, ten tekst będzie dla niego oświeceniem w tej kwestii. Jeśli się zaś nie zastanawiał, to też nie zaszkodzi mu przeczytać.

Zdecydowaną większość swoich artów Autor tworzy ze sporym dystansem do poruszanych tam problemów. Nie widzi powodu, by miał się przejmować tłustym księżulkiem, który naciąga swoich "poddanych" na nowego merca. Gdzieś ma również tychże "wiernych", sami są sobie winni. Zwisa mu, że w pięknym mieście Warszawa siedzi sobie na wysokich stołkach kilku niesympatycznych kolesi, którzy całe swoje wysiłki skupiają na wyciśnięciu ostatniego grosza z polskiego ludu. Ani go ziębi, ani grzeje Mr. Bush, który wkrótce rozpęta kolejną wojnę z terroryzmem (czytaj: o ropę naftową), bez względu na to, czy jego inspektorzy znajdą u Saddama bomby jądrowe czy nie znajdą. Olewa satanistów, prawicowców, skejtów, metalowców i kierowców. Jest mu prawie obojętne, czy aborcja będzie dozwolona czy nie. Nie potrafi jednak Autor przymknąć oka na ograniczanie bezpieczeństwa uczciwego obywatela, gdyż uważa, że należy mu się ono jak psu buda.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Idziecie rano do szkoły/pracy/monopolowego. Jest piękny dzień, a wy macie doskonały humor. Jest pewne, że zarobicie dzisiaj dobrą ocenę/podwyżkę/darmową kolejkę żytniej. Aż tu nagle wyskakuje sobie zza krzaczków taki bandyta. Łups was w łepetynę, zabiera kasę i jeszcze jakimś niewyszukanym epitetem poczęstuje na odchodne. Przyznacie sami, że nie jest to zbyt udany początek dnia. Zapewne ostatnia rzecz, na jaką macie ochotę idąc ulicą to posłużenie jako źródło zarobku dla jakiegoś obwiesia. A przecież zdarzają się znacznie gorsze rzeczy, niż kradzieże z pobiciem.

Przyjrzyjmy się trochę takiemu złodziejaszkowi (oby nie za długo, bo przykry to widok). Jego edukacja w najlepszym razie skończyła się na podstawówce, więc zbytnio oświecony to on nie jest. Gdyby spytać go o plany na życie i wyciąć z odpowiedzi co gorsze wulgaryzmy, okazałoby się, że on będzie kurwa dalej kradł. Nie ma dla niego świętości, gwiżdże sobie na prawo. I wcale go nie obchodzi, że ukradzione przed chwilą pieniądze miały wystarczyć ofierze na następny miesiąc życia. Interesuje go tylko jego własne, śmierdzące dupsko. Bez wahania okradnie zarówno samotną staruszkę, jak i małe bezbronne dziecko. Tyle samo będzie się zastanawiał, czy nie sprzedać napadniętemu kopniaka w głowę. Prędzej czy później przyjdzie mu też do tępego łba, że warto by było ofiarę wykończyć, coby uniknąć niepotrzebnych świadków zajścia. Tym samym obecność takiego osobnika w społeczeństwie narusza ład i harmonię naszej codzienności.

Niezmiernie łatwo jest mówić o wybaczaniu krzywd, jak również o resocjalizacji (czyt. recydywie). Autor jest bardzo ciekawy, jak wyglądałoby takie wybaczanie w sytuacji podbramkowej, to znaczy gdy bandyta trzyma naszemu wzorcowemu chrześcijaninowi nóż na gardle i krzyczy, żeby ten wyskakiwał z kasy. Jeszcze bardziej interesuje Autora, jak taki cwaniak-idealista w ogóle sobie wyobraża swoją wspaniałą resocjalizację. Zapewne jest głęboko przekonany, że jest to proces łatwy i przyjemny, a już na pewno w gronie osób resocjalizujących nie uwzględnia swojej skromnej osoby. Więźniów należy nawracać, tego nasz mądrala jest pewien, ale niech się tym zajmuje ktoś inny! Gdyby Autor słyszał pozytywne opinie na temat resocjalizacji od człowieka, który się tym na codzień zajmuje, wówczas brzmiałoby to dla niego tak: "Moja praca jest ciężka, ale wierzę w jej sens i będę się starał wykonywać ją najlepiej, jak potrafię". Podobne opinie w ustach ważniaka, który nigdy w życiu nie miał styczności z przestępcami są zwykłym pieprzeniem, a brzmią mniej więcej: "Mam głęboko gdzieś, że resocjalizacja jest trudna, kosztowna i nieskuteczna, macie ją stosować, bo tak mi się uroiło pod moją przemądrzałą czaszką".

Mowa o skuteczności i kosztach? Niedawno Autor słyszał w telewizji o kontroli w pewnym zakładzie poprawczym. Okazuje się, że MIESIĘCZNE utrzymanie niektórych nieletnich przestępców kosztuje - uwaga - po kilkanaście tysięcy złotych. Dobrze widzicie, nie kilkaset, nie kilka tysięcy, lecz KILKANAŚCIE TYSIĘCY. Nieźle, co? A co wobec tego ze skutecznością? Oczywiście niemal każdy gówniarz wraca do życia kryminalisty. Wniosek z tych faktów jest chyba czytelny.

Zwolennicy ugłaskiwania przestępców uważają, że każdy popełnia błędy i powinien mieć szansę ich naprawienia. Niby racja, ale nie wszystkie błędy da się naprawić. Nawet najszczerszy żal za grzechy i chęć poprawy u mordercy nie przywrócą życia osobie, kóra miała przyjemność paść jego ofiarą. Istnieją granice, których człowiekowi przekraczać po prostu nie wolno. A jeśli już się zdarzy - cóż, wtedy morderca musi ponieść odpowiedzialność. Każdy człowiek jest odpowiedzialny za swoje życie i decyzje, które podejmuje. Jeśli dobrowolnie wybiera sobie śmierć, dokonując zbrodni w społeczeństwie, które taki czyn karze wysłaniem w zaświaty, to jego sprawa. Life is brutal.

Jest jedna rzecz, która w "cudownych" pomysłach przeciwników kary śmierci szczególnie łatwo wyprowadza Autora z równowagi. Jest nią paradoksalny nieco fakt, że osoby te bardziej przejmują się losem kryminalistów, niż niewinnych ludzi. Chętnie oszczędzaliby życie wielokrotnym mordercom, nie zważając na to, że wypuszczając takiego osobnika na wolność wydają praktycznie wyrok na kilka Bogu ducha winnych osób. Dla Przeciwników liczy się to, że bandyta nie położył czerepu pod katowski topór, a ryzykowanie życie kilku spokojnych ludzi, którzy codziennie rano wstają do pracy i przez cały dzień w jakiś sposób dają swój wkład w rozwój ludzkiej cywilizacji, to już jest sprawa poboczna.

Wśród przeciwników stryczka dla kryminalistów bardzo wielu popiera hasło: kara śmierci - nie, więzienie - tak. Podobnie jak w przypadku resocjalizacji, jest to postawa bardzo wygodna z ideologicznego punktu widzenia, zważywszy jednak na realia polskiego więziennictwa - nieco utopijna. Ale przyjmijmy sytuację z pięknego obrazka, na którym więźniowie sami pracują na siebie, jak to sobie ślicznie planują nasi idealiści. Wtedy niby wszystko by grało. Myślę nawet, że perspektywa zapierniczania 23 godziny na dobę w jakiejś syberyjskiej kopalni działałaby na wyobraźnię potencjalnych zabójców niewiele gorzej, niż obraz swojej własnej nędznej osoby na krzesełku elektrycznym. Sęk w tym, że rodzina ofiary mogłaby nie być specjalnie zadowolona z faktu, że w chwili, gdy bliska im osoba leży w zimnym grobie, morderca spokojnie sobie gdzieś żyje. Może w niezbyt komfortowych warunkach, ale ŻYJE. Tym samym został przez los potraktowany łagodniej.

Autor już słyszy głosy: "Toż on mówi o ZEMŚCIE!". A tak, proszę państwa. Autor doszedł ostatnio do wniosku, że zemsta nie jest niczym złym. Jest to naturalny, ludzki odruch i nie ma sensu z nim walczyć. Zapewnia on pewną równowagę. Daje pewność, że po zbrodni następuje kara. Tak samo jak za pracę dostaje się pieniądze, morderstwo powinniśmy nagradzać szubienicą. W przebrzydłej fizyce, przez którą właśnie powoli wylatuję z uczelni, jest zasada zachowania energii: suma wszystkich rodzajów energii w danym układzie jest stała. Jest to jedno z fundamentalnych praw fizycznych; gdyby coś się nagle w przyrodzie spieprzyło i choćby mała porcja energii wyleciałaby sobie gdzieś w Kosmos, efekty mogłyby być zgoła nieprzywidywalne, np. słoneczko, zamiast pracowicie nas ogrzewać, wyskoczyłoby sobie na rekonesans innych galaktyk. Podobną sytuację mamy w społeczeństwie. Jeśli za pracę przestaniemy dostawać pieniążki, prędzej czy później wybuchnie rewolucja. Jeśli nie będziemy karać przestępców, wtedy będziemy się bali wyjść z domu (zresztą siedzieć w nim też). Jeśli za pracę będziemy dostawać mniej kasy, niż się należy, będziemy bardzo nieszczęśliwi. Jeżeli przestępców będziemy skazywać na dożywocie, zamiast na zasłużoną karę śmierci, wówczas bilans zysków i strat też będzie ujemny i po pewnym czasie doprowadzi społeczeństwo do upadku.

Być może powyższa wizja wydała się wam przesadnie katastrofalna. Autor jednak wcale nie wczuwa się tu w postać Nostradamusa, który kracze o różnych niemiłych wydarzeniach. Wizja jest jak najbardziej realna. Niestety, póki co musicie wierzyć Autorowi na słowo, jako że ten nie posiada w chwili obecnej wystarczającego zasobu argumentów, by przepowiednię udowodnić. Argumenty znajdują się jednak na etapie intensywnego gromadzenia, dlatego możecie liczyć na kolejne wypracowanie o bardzo złych facetach i sposobach pozbywania się ich z tego pięknego świata, wymyślanych pieczołowicie przez Autora.

Możecie Autorowi wierzyć co do jednego: zjawisko selekcji naturalnej jest w przyrodzie jak najbardziej pożądane. W początkach historii gatunku ludzkiego osobniki słabsze fizycznie po prostu umierały, gdyż były nieprzystosowane do życia. Dzisiaj mamy prężnie rozwijającą się medycynę i ogólnie warunki życia uległy zdecydowanej poprawie. Zdrowie fizyczne nie ma już decydującego wpływu na to, czy dany osobnik przeżyje, czy nie, za to doszła do głosu kwestia psychiki. Oczywiście koleś z wypaczoną psychiką nie wyeliminuje się sam (chociaż bywa i tak), więc należy mu w tym trochę pomóc. Taki element nie jest potrzebny społeczeństwu, a nawet szkodzi mu, więc pozbycie się go jest jak najbardziej konieczne. Gdzie nie spojrzeć wokół, wszędzie przestrzegana jest pewna logika: kiedy nasze roślinki są zżerane przez pasożyty, spryskujemy je jakimś chemicznym paskudztwem i nie martwimy się o los owych pasożytów, kiedy zjemy coś niedobrego - wymiotujemy, nie żałując specjalnie zdradliwego żarcia. Dlaczego by więc nie pozbywać się szkodników w postaci kryminalistów? (Zapewne tym akapitem Autor zasłużył sobie na miano faszysty, ale nic to)

Zapoznając się z argumentami Przeciwników często można się również natknąć na pogląd, jakoby kara śmierci była nieskuteczna jako czynnik odstraszający. Niektórzy przy tym nieśmiało bąkają coś o jakichś statystykach. Nieśmiało, bo do tej pory nikt jakoś żadnych konkretnych liczb nie przedstawił. A nawet jeśli takowe istnieją, to są to najgłupsze i najbardziej niekompetentne statystyki o jakich Autor słyszał. Bo widzicie, za pomocą odpowiednich statystyk można np. udowodnić, że 95% procent Polaków to zdeklarowani buddyści. A zbadanie, czy kara śmierci odstrasza, czy nie, wcale takie proste nie jest i nie wystarczy tu policzyć stosunku liczby przestępstw przed zniesieniem tej kary i po tym fakcie. Trzeba by było w statystykach wziąć pod uwagę całą historię ludzkości, wszystkie możliwe społeczeństwa, wprowadzić podział przestępstw na lżejsze i cięższe, uwzględnić sposób wykonywania kary itp. Słowem, jest z tym cała masa roboty na kilka (-naście? -dziesiąt?) lat, i to dla całego zespołu naukowców. O ile Autorowi wiadomo, takiego czegoś jeszcze nikt się nie podjął, a przynajmniej nie był na tyle miły, żeby wyniki swoich wysiłków podać do wiadomości szerszemu gronu zainteresowanych. Siłą rzeczy musimy więc zadowolić się metodą "na chłopski rozum", a ta podpowiada nam, że perspektywa wystąpienia w roli przewodnika elektrycznego lub katalizatora chemicznego w reakcji toksycznych gazów jest dla potencjalnego przestępcy zdecydowanie mniej przyjemna, niż nawet harówka na Syberii.

Na deser Autor zostawił sobie kwestię brutalności w wykonywaniu kary śmierci, publicznych egzekucji oraz tematów pokrewnych. Osoby o słabych nerwach proszone są o... pozostanie na miejscach. Nawet jeśli miałoby się to skończyć bardzo źle. Chyba wam nie szkoda dzisiejszego obiadku? W tym naszym dwudziestym pierwszym wieku żarcie jest takie podłe, jakieś genetyczne modyfikacje, jakieś sztuczne konserwanty i inne chemiczne świństwo... Strata niewielka, a to, o czym będzie mowa jest sprawą bardzo istotną.

Autor od razu rozwieje ewentualne wątpliwości: atrakcji typu nabijanie skazańca na pal po uprzednim obdarciu go ze skóry i wyrwaniu wszystkich kończyn plus polewanie rozpuszczalnikiem nitro, zalecać się tu nie będzie. Mają rację ci, którzy nazwą takie metody bezsensownym barbarzyństwem. Niemniej jednak w świetle wszystkiego tego, co Autor napisał wcześniej, egzekucja polegająca na humanitarnym wstrzyknięciu trucizny jest dla wielu zbrodniarzy zbyt wielką łaską. W końcu w taki sam sposób umierają w szpitalach również niewinni ludzie, którzy zdecydowali się poddać eutanazji. Autor nie zamierza dozować skazańcom okrucieństwa proporcjonalnie do skali popełnionej zbrodni, ale myśli, że stryczek jest wręcz idealnym rozwiązaniem, i to od wieków. Wszelkie inne metody z takich czy innych powodów albo budzą w Autorze odrazę, albo wydają mu się nieadekwatne do czynów karanego.

Dlaczego w ogóle Autor przykłada wagę do takich szczegółów, czy nie wystarczyłoby mu, żeby kara śmierci po prostu funkcjonowała? Właściwie to by wystarczyło, ale mówi się, żeby oddać Bogu, co Boskie, a cesarzowi, co cesarskie. Psy mieszkają w budach, krówki dają mleko, niebo jest niebieskie, a przestępców się wiesza. Porządek musi być. A tak poważnie, jakieś odróżnienie między wykonywaniem wyroku a np. usypianiem chorego zwierzątka wydaje się chyba konieczne. Jest to właściwie zwykła estetyka - równie dobrze można spytać, dlaczego jemy nożem i widelcem, zamiast palcami.

Teraz Autor wyjaśni wam, dlaczego kara śmierci winna być wykonywana publicznie. Żyjąc w czasach kapitalizmu można by podejrzewać, że ktoś miałby wtedy zysk ze sprzedaży biletów na takie imprezy, ale nie o to Autorowi chodzi. Nie chciałby on również przez to uczyć brutalności czy coś w tym rodzaju. Twierdzi po prostu, że ludziom trzeba pokazać, że taka kara istnieje i faktycznie jest wykonywana. Kiedy bowiem morderców wiesza się gdzieś w jakichś głebokich lochach pod więzieniem, ludzie odnoszą wrażenie, że egzekucja jest fikcją. Z jednej strony społeczne poczucie sprawiedliwości jest umniejszone, z drugiej - inni przestępcy (także potencjalni) mają złudzenie, że unikną swego przeznaczenia. Gdyby przywrócono stary, dobry zwyczaj zbierania się wokół szubienicy tłumku ochoczo dopingującego kata, obywatele na pewno czuliby się dzięki temu chociaż tą odrobinkę bezpieczniejsi, zaś element przestępczy - wręcz na odwrót. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że każdemu wykolejeńcowi morale znacznie spada na widok dyndającego koleżki po fachu.

A jeśli ktoś sądzi, że taki mały szoł obudziłby brutalność w młodych główkach naszych milusińskich, to grubo się myli. Owszem, na pewno wrażenia różniłyby się od tych, które maluch miewa podczas oglądania "Muminków", ale zdaniem Autora - w pozytywnym znaczeniu. Czasami jeden mały wstrząs wystarczy na całe życie, dziecko do końca swych dni wiedziałoby, jak należy postępować. Przemoc i agresja, jaką obecnie codziennie obserwujemy, jest właśnie wynikiem braku takich "okrutnych" widoków. Przemoc i agresja rodzą się pod wpływem poczucia bezkarności i niczego więcej. Można je leczyć dwojako: albo próbować przemówić do zdrowego rozsądku, dlaczego taka czy inna postawa nie jest godna człowieka, albo zwalczać ogień ogniem. Pierwszy sposób działa tylko na wybrańców. Drugi - na wszystkich. Konkluzja jest jasna jak drut i prosta jak słońce. Prawda?

Kiedyś Autor miał okazję zapoznać się z bardzo ciekawym pomysłem. Chodziło o to, aby powrócić do średniowiecznych metod radzenia sobie z naruszaniem prawa. Oprócz wspomnianych wyżej publicznych egzekucji należałoby tu wymienić środki takie, jak kara chłosty czy też zamykanie bandytów w klatkach (i obwożenie po jarmarkach). Towarzystwo Obrony Przestępców utrzymuje oczywiście, że wszystko to byłoby skierowane przeciw ludzkiej godności. I z tym Autor się zgadza. Tak, takie rozrywki dla uciśnionego ludu mierzą w godność złoczyńców. Należałoby tylko zapytać, czym właściwie jest dla złoczyńcy godność. I czy delikwent taki nie rozstaje się z nią już w momencie złamania prawa. Dlatego Autor nie widzi przeszkód, żeby wymienione kary stosować. Co prawda jakoś niełatwo wyobrazić sobie zakuwanie w dyby u progu XXI wieku, ale to jest akurat argument za wprowadzeniem takich radykalnych środków. Dlaczego? A pomyślcie sobie sami! Autor ma sesję egzaminacyjną z fizyką na czele.

Swoje wywody Autor zakończy nową złotą myślą, która stanowi swego rodzaju podsumowanie jego użerania się ze współczesnymi chorymi modami, dyktującymi niektóre niemądre światopoglądy: "Nadstawianie drugiego policzka zostawmy masochistom, my dla bandziorów mamy pięści i czubki butów". Amen.




Nieobliczalny Znawca Fizyki
pewien.gosc@wp.pl