Nieszczęśliwe
święta
Tak fajnie było Wam na świętach, co? Pewnie jestem jedyną osobą na świecie, ale powiem, że Boże Narodzenie nie jest najcudowniejszym dniem w roku – dla mnie (chyba temat nieaktualny, gdyż pewnie w tym momencie zbliża się Wielkanoc, ale tak mi z tym tekstem wyszło...). No i wiadomo, wiecie, ja to tylko jakieś głupie gry i inne bezmyślne zajęcia. To, że nie ma we mnie uczuć to fakt. Nie umiem zachwycić się przyrodą, dziełem sztuki, utworem muzycznym, grą o wspaniałej grafice itd. Coś może być ładne, jakoś spodobać mi się, ale i tak nie pobudzi mnie do większej radości. Może dobrze, że uczucia wygasły, inaczej na pewno poszłoby załamanie. A może już jest? Raczej nie. Byłbym wtedy człowiekiem z depresją, jakąś chorobą, lękami, a ja nie wiem czym jestem. Bezsensowną materią, w której pustka i pustka. Nic nie ma sensu. Mógłbym być smutny, ale wtedy oznaczałoby to, że da się mnie pocieszyć; a nie da. O czym ja tu gadam, i tak nic po mnie nie widać. Kamień może być pęknięty, lecz jeszcze nie rozłupał się. Może być rysa, można ją i zakleić. Niezwyciężony komandor, żelazny golem, rozkruszony na kawałeczki od środka – wystarczy jeden cios od zewnątrz aby się rozleciał. A całe święta są, aby w tym dniu być dobrym dla wszystkich, pogodzić się z rodziną i panowała atmosfera miłości. Tak, dobrze, ale ja nie chcę aby był to tylko jeden dzień, kiedy wszyscy udają kochających bliźnich, fałszywie się uśmiechają składając życzenia. Dlaczego mają zachodzić sytuacje, aby później powstawały konflikty do godzenia się? Jak można dawać sobie prezenty a niedługo później być niemiłym wobec siebie? No tak, tutaj mamy doczynienia z Tradycją. Tradycją nie Zła, ale Tradycją Dobra Jako Mniejszości Narodowej.
A, chyba nie o to mi chodziło, przecież ja zazdroszczę wszystkim udanych świąt, bo u mnie zawsze są nieudane dla mnie – z niedoczekaniem wyczekuję Końca Starego Roku oraz nie nastąpienia kolejnego. W porę opamiętuję się, że nie czas na zagładę, niech ludzie się pomęczą. Ja tylko właśnie zazdroszczę innym zdolności do osiągania szczęścia, cieszenia się drobnostkami, różnych zdolności. Jak widzę zalety u innych, to zauważam swoje wady. Widząc swoje wady nie mogę dostrzec własnych zalet (zobaczyć coś, czego nie ma). Powinienem widząc wady innych dostrzegać własne zalety, a widząc zalety innych w świetle własnych zalet nie zwracać uwagi na wady.
Ja tylko się użalam i użalam, lecz mam już dość tego ślepego optymizmu. To jest właśnie to, co zrobili z ludźmi. Zawsze uśmiechnięci, szczęśliwi. Czasem i widzą tyle zła, lecz i tak mają patrzeć przez różowe okulary. Już mają tak wypaczone pojęcie rzeczywistości, że nawet będą cieszyć się mimo wielu nieszczęść. Tak, to ma byś sposób przetrwania w tym świecie, aby nie popaść w depresję. Dobry, bo skuteczny. Nie przejmowanie się niczym, myśląc, że będzie lepiej lub inni mają gorzej. Więc czym jest według mnie optymizm? Jest dla mnie czymś niepojętym, jak i głupota. Nie wiem, jak takie rzeczy mogą w ogóle istnieć? Jak można zapominać o wszystkim? Ludzie śmieją się i weselą w niewiedzy. Bo gdyby wiedzieli, mina szybko by im zrzedła. Przestępstwa są tylko statystykami, morderstwo przyśpieszoną koleją rzeczy. A może czegoś w życiu nie zaznałem, było mi zawsze źle? Nie powiedziałbym, gdyż wtedy przyzwyczaiłbym się i został optymistą. A mój pesymizm nie wynika wyłącznie ze złych doświadczeń, lecz również z sytuacji całego świata. Nie mogę żyć spokojnie wiedząc, że nic nie zmienię i tylko umrę. A umieram za każdym razem, kiedy słyszę o czyjejś przyśpieszonej śmierci. Ktoś ginie niesprawiedliwie. Nigdy nie pogodzę się z codziennością. I nie przestanę widzieć stanu planety, nic mi nie zasłoni. Nie ma już sumy pieniędzy, aby mi przysłoniła. Nie ma rozkoszy (żądze pragną seksu, lecz walczę z tym, mimo, że wiem, że to tylko normalna czynność jak jedzenie, lecz wypaczona przez ludzkość, z niepokojem oczekuję 18 urodzin, gdyż Tradycja Zła będzie mnie zmuszać do spożywania napojów alkoholowych), nie ma przedmiotu, który zadowoliłby mnie na tyle, że zapomniałbym o innych, którzy w danym momencie nie są szczęśliwi. Widzicie już, jakie to głupie poglądy może mieć, człowiek. Jak może cierpieć bezsensownie. A ludzkość, mimo znajomości prawdy o ukrzyżowaniu Boga, krzyżuje innych ludzi. Codziennie. I nawet nie spostrzec, jak znów umrze Jezus, a nikt nie zapłacze. I człowiek zaprzęga swój umysł stworzony do dobra – do tworzenia machin zniszczenia oraz używa go dla innych celów własnych. Widelec służy do jedzenia, ale można nim też zabić.
Święta dla mnie będą wtedy, kiedy już nikt nie narodzi się, aby tylko umrzeć. Albo umrze nie rodząc się. Nie będzie problemów aborcji, gdyż nie będzie gwałtów, niechcianych dzieci, braku środków na ich utrzymanie. Potomstwo będzie z wyboru, nie przymusu. Przemyślane.
Człowiek bez uczuć, wypełniony jedynie wiedzą, która okazuje się tylko kłamstwem. Wiem, mam się zmienić. Lecz ja uważam, że świat trzeba zmienić. On jest ważniejszy. Do mnie przejdziemy później. Po co dostosowywać się do przetrwania w piekle urządzonym przez współ-ludzi, jak to ich nazwę, lepiej urządzić sobie świat lepiej. Mówicie, jaka to piękna przyroda, lecz w tych opisach krajobrazów nie ma człowieka. I to jest właśnie sedno. Czy mówiąc, że jestem utopistą kłamię? Raczej kłamię nie mówiąc tego nikomu więcej, niż czytelnikom AM. I tak wszyscy się śmieją. Przynajmniej tyle niech mają z życia. Tylko dwie możliwości – zagłada lub ocalenie. Koniec świata lub utopia. Inna egzystencja nie ma sensu.
Życie to DeathMatch, choć niektórzy myślą, że grają w teamplayu
Życie to DeathMatch na mutatorze bloodlust - nie zabierasz, to tobie odbierają
Życie to DeathMatch, zatrzymasz się na chwilę aby zastanowić się, co ty
tutaj robisz, i już dostaniesz headshot'a
Życie to DeathMatch, F1 nie działa i nikt nie zna czasu rozgrywki
Życie to DeathMatch, gdy chcesz przeszkodzić dwóm walczącym, możesz oberwać
od obydwu
Życie to DeathMatch, lecz czy gramy na fragi??? W BG2 był
potwór nienawiści, którego można było unicestwić tylko czarami uzdrawiającymi.
Walka nie zawsze jest sposobem na zwycięstwo,
gdyż na wojnie przegrywają wszyscy. Jak to było w filmie "Gry
Wojenne", słynny cytat o tym, że na wojnie wszyscy przegrywają = nikt
nie wygrywa.
chyba Slavik