Monolog nad grobem o...
Czy tak naprawdę ktoś odpowiedział na pytanie: Po co żyjemy?
W moim przypadku to pytanie często się powtarza. Uważam, że nikt nie pchał się na świat nie biorąc oczywiście pod uwagę porodu. Ktoś mógłby powiedzieć że musimy, lecz czy tak naprawdę jest? Bóg chciał i nas stworzył, ale ja nie chce żyć gdyż nie mam dla kogo (nie zważając na rodzinę, ponieważ ją kochamy z „przymusu”). Żyjemy bo musimy. Dalej idąc dążymy do szczęścia ale raczej materialnego niż duchowego. Jedną z ważniejszych spraw dla mnie jest to by mieć dla kogo żyć, nie dla czegoś bo to mnie nie satysfakcjonuje. Po utracie szansy na szczęcie duchowe (poniekąd cielesne) przychodzi na myśl wiele pytań. Trafiają nas co dzień nieszczęścia przerywane tylko krótkimi przebłyskami radości. Lecz i one zawsze obrócą się przeciwko nam w smutek i żal. A wtedy pozostanie tylko powiedzieć, że wszystko wróciło do normy.
Więc po co wędrować przez to życie?
Czy ten codzienny smutek zostanie nam
kiedykolwiek wynagrodzony?
Następnym nurtującym mnie pytaniem jest czy nie lepiej żyć na ziemi w rozpuście i później pójść do piekła to kontynuować, czy znowu nie grzeszyć za życia i żyć później w niebie jak w celibacie? Lecz i tu się nasuwa kolejne pytanie. Co to jest piekło? Widnieje w nas dziwny stereotyp, że piekło to miejsce gdzie jest ogień, diabeł i ogólnie hulanki i swawole. Lecz ty naprawdę tak jest? Druga „definicja: piekła to nie miejsce lecz stan w jakim przebywamy, czyli jak dużo jest w nas wiary. Tam gdzie nie ma wiary lub gdzie ona zanika zaczyna się piekło. A poza tym diabeł w piekle jest dobry, on tam jest wzorem godnym naśladowania. W tej chwili trzeba by się zastanowić, czy umierając uciekamy od codziennych problemów, bólów czy też stawiamy czoła śmierci? Więc za jedną decyzją idzie tchórzostwo i odwaga. Tak naprawdę w większości przypadków jest jednak odwrotnie. Bo „każdy” ma odwagę by podjąć decyzje o śmierci lecz duża część tych osób tchórzy przed uwieńczeniem dzieła, czyli odebraniem sobie życia. Może to i dobrze lecz nie mi to osądzać. W takim razie czy tylko Bóg ma prawo „zdjąć” z tego świata, bo on nas stworzył? Ale ja nie miałem wyboru jak się rodziłem, a teraz mam!
Może po drugiej stronie będzie lepiej?
Czy nie warto sprawdzić?
Czy nie warto zaryzykować?
Bóg w nas tchnął życie dając nam wolną rękę. Dał nam rozum byśmy mogli się rozwijać i usamodzielniać. Gdy rozwinęła się nauka do takiego stopnia jak klonowanie, wtedy powstały pytania (wcześniej też były lecz nie tak widoczne) czy mamy prawo aż tak ingerować w życie? Czy może te wszystkie wojny, kataklizmy były zamierzone przez stwórcę? Idąc dalej czym jest śmierć? Może jest to nie doczekane uwolnienie się duszy od ciała i w końcu życie wieczne. Choć i tak nie wiemy czy trafimy do nieba czy będziemy skazani na wieczne potępienie. Lecz jest możliwość że dalej nic nie ma, po prostu znikamy z rzeczywistości. I czy jest to możliwe? Czy wtedy zapominamy o tym że kiedykolwiek żyliśmy? Jeśli tak to może warto...
My jednak wierzymy w życie wieczne i zbawienie duszy, bo jak każda
religia opiera się na wierze. Wierzymy nawet że Biblia została napisana przez
ludzi pod natchnieniem Boga, lecz duże prawdopodobieństwo istnieje że została
napisana przez fanatyków. Oczywiście że tutaj można wypisywać bardzo dużo
wątpliwości. A to tylko dlatego, że tam gdzie wiara tam i wątpliwości. Ale
czy nie jest za dużo rzeczy niewiadomych? Gdyby Bóg nie chciał aby ludzie się
nie zabijali, aby nie było walk zbrojnych to mógłby przeszkodzić człowiekowi
w „samo destrukcji”. Nie udało by się nam skonstruować bomb atomowych,
broni itp. rzeczy. Ale jednak do tego dopuścił: specjalnie czy przez błąd? A
dlaczego Bóg stworzył wulkany i tego typu zagrożenia? W tym można się
doszukiwać jego zamiarów. Zobaczcie gdyby nie masowe zagłady, epidemie, wojny
to ile byłoby ludzi na ziemi. Przeludnienie jak się nie patrzy. W tej chwili
już ledwo co nasza planeta „mieści” populację ludzką. Może to wszystko
co się dzieje i działo złego jak i dobrego było w zamierzeniach Boga? Tego
nikt nie wie. Ale oczywiście jakby tak mogło być, kościół od razu
zaprzecza i narzuca nam abyśmy wierzyli że to co dobre to Bóg a całe zło to
już człowieka robota. I wolimy „zwalić” wszystko na naukę i my sami nie
chcemy uwierzyć w to Bóg tak chciał ani w to że tak wielki stwórca mógłby
popełnić jakikolwiek błąd. Ale nie zapominajmy że Bóg nas stworzył na
swoje podobieństwo. Pisząc o tym wszystkim zastanawiam się czy Bóg w ogóle
istnieje? Jeżeli tak to czy by pozwolił aby na ziemi działy się takie
nieszczęścia. Mając taką władze pozostawiłby nas samych sobie? Natomiast
jeżeli nie, to by wynikało że wszystko co się dzieje to zbieg okoliczności
i ewolucja gdzie u człowieka górę bierze głupota.
Temat ten jest jak rzeka. Może przyjdzie jeszcze czas że rozwinę ten temat
jeszcze bardziej, lecz to będzie zależało od tego czy Bóg tak zechce, jeśli
istnieje, bo w innym przypadku do zdecyduje o tym zbieg okoliczności.
Sailor