Idę pod prysznic, po prysznicu odświeżony i ostatecznie rozbudzony, ubieram się naprędce, biorę bułkę z szynką przygotowaną przez starszą w rękę, jedząc biorę plecak, zakładam buty, narzucam kurtkę, żegnam się z mamą i biegnę na przystanek.
Po dotarciu pod szkołę, wbiegam do niej - na korytarzach cicho i pusto, tylko jakieś małolaty o czymś żywo dyskutują głośno się przy tym śmiejąc. "Znowu się spóźniłem" - myśle sobie. Zostawiam kurtkę w szatni i szybko bięgnę do sali, pukam i wchodzę - lecz to nie moja klasa. Przepraszam nauczycielkę za to nagłe wtargnięcie i idę zobaczyć na plan co teraz mam - chwila uważnego medytowania nad planem i ulga - nie spóźniłem się, jestem za wcześnie ! Mam na 8.50 a jest dopiero 8.37 . Czekam na dzwonek. Idę do czytelni poczytać jakąś gazetę i pogadać z panią biblioketarką - bardzo miła osoba, ma ciekawe poglądy na świat, bardzo oryginalne. W końcu dzwoni dzwonek i przerywa moją dyskusję z panią Ewą na tematy polityczne. Korytarze zapełniają się znanymi twarzami, bieganiną i hałasem. Idę pod klasę i witam się z kumplami i kumpelami - są zdziwieni że dzisiaj się nie spóźniłem. "Teraz mamy język polski - moja ulubiona lekcja po informatyce i WF, jak mógłbym się spóźnić ?" - mówię poważnym głosem, ale kumple i tak wiedzą że się zgrywam i nabijam. Gadam trochę o nieistotnych sprawach nie związanych ze szkołą, obgadujemy kumpla że ma taką dziwną fryzurę...
W końcu odzywa się dzwonek - Na korytarzach uspokaja się, wszyscy wchodzą do sal. My też wchodzimy, jeszcze przez chwilę są szumy i rozmowy, w końcu się uspokaja, witamy nauczycielkę i siadamy rozpakowywując się. Na lekcji facetka sprawdza wszystkim zadanie domowe. Ja jak zwykle zapomniałem je odrobić. Dostaję jedynkę. Facetka straszy mnie że jak tak dalej pójdzie to mogę nie zdać. Wszystko przez tego cholernego Countera, a konkretniej przez nowy Mappack do niego - całą noc pogrywałem na nowych mapkach. Tak się wciągnąłem w grę że zapomniałem o wszystkim innym. "Polski jednak nie jest moim ulubionym przedmiotem po informatyce i WFie" - szepczę do Czikena siedzącego ze mną w ławce. Cziken śmieje się i pyta co w takim razie nim jest. Odpowiadam że jeszcze nie wiem, ale jak się dowiem to mu powiem. Nauczycielka zwraca nam uwaę, żebyśmy nie gadali i kontynuuje wykładanie tematu. W końcu lekcja kończy się. Wychodzimy z Czikenem i jeszcze paroma kumplami na papieroska na "kąt" - takie miejsce za szkołą gdzie wszyscy palą. Z lubością zaciągam się dymem... Nagle Roman krzyczy że idzię pani Dąbrowska. Wszyscy gaszą fajki i uciekają. Na następnej przerwie okazuje się że Roman zapuścił "pompę" - Nikt wcale nie szedł. Parę osób mocno się na niego wkurzyło. Dostał parę mięśniaków i na tym się skończyło.
Lekcje w końcu przeleciały, na szczęście nie dostałem więcej niedostatecznych ocen. Wracam do domu. Starsza pyta jak było w szkole, mówię że dobrze, po co ma się denerwować. Zrzucam buty i kurtkę, rzucam plecak pod biurko i siadam do PieCyka. W międzyczasie ładowania się Windows'a idę do kuchni i robię sobie mocną kawę. Chce mi się spać. Wracam do pokoju z parującym kubkiem w ręce. Windows łaskawie raczył się załadować. Klikam w ikonkę Counter-Strike'a i zaczynam grać. Gram i gram gdy nagle gaśnie światło. Cholera !!! Nie ma prądu. Idę sprawdzić korki. No tak, jeden "wyskoczył". Znowu jakieś spięcie. Wciskam korek, żarówka z powrotem ożywa. Wracam do pokoju. Monitor ciemny. Schylam się pod biurko i wduszam power'a. Nic. Ekran ciemny, komputer milczy. Ku*** jego mać !!! Nie mogę powstrzymać wsciekłości i drę się. Dobrze że starsza przed 10 minutami wyszła do pracy i tego nie słyszała bo bym miał dopiero przerąbane. Odłączam kompa od sieci energetycznej, sięgam po śrubokręt i odkręcam obudowę. Zaglądam do środka komputera i moim oczom ukazuję się osmolony procesor. Ku**** !!! Znowu drę się i w przypływie wściekłości kopię w komputer. "Pięknie, wręcz zaje***cie, zasilacz, płyta, i procek poszły się jeb*** !!!" - myślę zdenerwowany. Teraz w domu krucho, na nową płytę raczej nie dostanę, zresztą to nowy komp kupiony dopiero 3 miechy temu !!! Kosztował całe cztery tysiaki !!! Starsza mnie ukatrupi, jak się dowie. Tragedia, siadam na środku pokoju na podłodze i zastanawiam się co począć.
A to miał być zwyczajny dzień, dzień jak co dzień. Ale nie był Wtedy właśnie moje życie się zmieniło. Prze cztery miesiące nie miałem komputera. Moje oceny się poprawiły, a ostatnio facetka chwaliła mnie zdumionej klasie. Komputer już naprawiony, lecz nie gram tak jak kiedyś. Od czasu do czasu uruchomię jeszcze Countera, Quake'a albo Need For Speed, ale to naprawdę rzadko. Dopiero teraz wiem jak dużo złego wyrządzał mi komputer. Dopiero teraz wiem że byłem uzależniony. Ale to się zmieniło. To opowiadanie ma happy-end.
Pamiętajcie że to wy kierujecie i decydujecie o swoim życiu, nie komputer
!!!
PS. Opowiadanie całkowicie wymyślone, ale taka historia mogłaby
się zdarzyć naprawdę, nie wysyłać więc maili z kondolencjami w związku
ze spaleniem się płyty głównej ;)))
PS2. Tak serio to wolę Half-Life'a, w Countera to ja naprawdę rzadko
grywam ;)))
PS3. Zakupcie sobie UPS'a to taka historia zostanie na zawsze fikcyjna
;))